czwartek, 6 października, 2022
Strona głównaKulturaGry wideoPriest Simulator: Heavy Duty. Niezwykły symulator księdza

Priest Simulator: Heavy Duty. Niezwykły symulator księdza

Pisaliśmy już o symulatorze papieża i o symulatorze cuckolda, to teraz coś pomiędzy tymi dwoma produkcjami. Tak naprawdę słowa w tytule są kłamstwem, bo "Priest Simulator: Heavy Duty" polskiego studia Asmodev to nie jest żaden symulator, a główny bohater z księdza ma co najwyżej tacę na pieniądze i sutannę. Można natomiast zbierać pieniądze i tłuc wrogów wiary po głowach. Gra zasługuje na uwagę przede wszystkim ze względu na niecodzienną wyobraźnię jej twórców.

„Priest Simulator: Heavy Duty”. Dziwny symulator księdza

„Priest Simulator: Heavy Duty” to dzieło produkcji polskiego studia Asmodev. Znane jest ono z dziwnych i niszowych gier, z czego dopiero dwie zostały wydane, a kilka kolejnych jest przygotowywanych. Oprócz symulatora księdza, Asmodev przygotowuje również produkcje takie jak „Booze Master”, czyli symulator bimbrownika, a także „Human Farm”, w której będziemy wcielać się w rolę świń hodujących ludzi na mięso (tak, dobrze przeczytaliście). Z kolei wydawcą gry jest Ultimate Games, odpowiedzialne za serię symulatorów dla hobbystów – można w nich wcielić się w piekarza, wędkarza, złodzieja, elektryka… i człowieka, który za bardzo lubił się masturbować.

Czy po twórcach i wydawcach z takim poczuciem humoru można się spodziewać prawdziwego symulatora księdza? No nie. Jeśli chodzi o swoich duchowych przodków, to gra typu sandbox znajduje się gdzieś pomiędzy niesławnym „Goat Simulatorem” a kultowym „Postalem 2”. Z jednej strony można sobie swobodnie chodzić po (nie za dużej) mapie i demolować wszystko na swojej drodze, jak w znanym kiedyś symulatorze kozy. Z drugiej ciągle użeramy się z przeciwnikami, a gra obfituje w czarny, miejscami dosyć obsceniczny humor.

Główny bohater gry, ksiądz Orlok.

„Priest Simulator: Heavy Duty”. Lynch spotyka polskie lata 90.

A co to w ogóle jest za świat? Wygląda on jak produkt wyobraźni Davida Lyncha, który zgrubsza przypomina polskie lata 90. albo wczesne 00., ale po przyjrzeniu się rzeczy przestają się zgadzać. Mamy tu zatem charakterystyczny polski cmentarz, niebieskie toi-toie, autobus marki Autosan H9 czy Fiata 126p. Postaci niezależne wyglądają jak wykonane z drewna, chociaż na przykład taki sprzedawca w sklepie ma bombę zamiast głowy.

My sami wcielamy się w księdza Orloka, będącego przy okazji wampirem. Nasz kościelny interes podupada, a w wiosce trwa do tego konflikt między niebieskimi chrześcijanistami a czerwonymi szatanistami (sic), rozpoznawanych po kolorze ubranek. Fabuła zaś polega na tym, że na lokalny konkurs jedzenia ostrych papryczek przyjeżdża influencerka, która spotyka naszą postać i postanawia pokazać światu „dzień z życia księdza”. Brzmi dziwnie? To zaraz zrobi się dziwniej.

Prawdopodobnie najwierniejsze przedstawienie polskiego cmentarza w historii gier
Walka z szatanistami
Za poprawienie krzyżyka w toi-toiu dostajemy punkty
Gdzieś już widziałem ten pojazd

„Priest Simulator: Heavy Duty”. Dzień z życia księdza

Tak więc sprzątamy antykościelne graffiti, wieszamy we wsi krzyże, tłuczemy po głowach szatanistów, zbieramy pieniądze na tacę od chrześcijanistów, jeździmy maluchem, palimy sziszę, pijemy i odprawiamy egzorcyzmy. Nad całością unosi się duch popularnych „Chłopaków z baraków” – tytuły misji to niektóre cytaty z serialu – a także kultury heavy- i blackmetalowej – nazwy achievementów nawiązują do kultowych płyt. Zresztą autorami świetnego soundtracku do gry, łączącego w sobie post-punk i black metal, są muzycy uznanego polskiego zespołu Gruzja.

Pytanie, czy warto w to grać? „Priest Simulator: Heavy Duty” dostępny jest za darmo na serwisie Steam, twórcy sugerują też, że całość produkcji to tylko demówka większej gry. Póki co – zabawy starcza na jakąś godzinę, a potem szybko zaczyna się nudzić. W grze dostępnych jest kilka rodzajów broni, ale walki z szatanistami stają się monotonne, tym bardziej, że często oni przez pomyłkę atakują się nawzajem, a ich AI nie jest żadnym zagrożeniem dla gracza. Jedyny moment, przy którym musiałem się napocić, to kuriozalnie skomplikowane odprawienie egzorcyzmu. Finalnie nabiłem tylko 90 minut gry, ale w międzyczasie wcięło mi sejwa (to o jakieś 30 minut krócej, niż swego czasu trwała moja zabawa w „Goat Simulator”).

Polecamy także:

Na uznanie zasługują jednak przede wszystkim niecodzienny worldbuilding, a także strona techniczna gry. Dostępny jest pełen polski dubbing, który wypada kapitalnie, bardzo dobrze wypada także oprawa dźwiękowa. Produkcja wygląda też naprawdę ładnie. Szkoda tylko, że tak jak w symulatorze kozy, połowa zabawy polega na ciskaniu rzeczami i obserwowaniu śmiesznych latających ludzików. Może jednak w pełnej wersji Asmodev dorobi coś, co sprawi, że będzie się chciało spędzić nad zabawą trochę więcej czasu. Prawdopodobny będzie epizodyczny podział „Priest Simulatora” na kolejne dni pełne zadań, tak, jak to wyglądało w „Postalu 2”. Z pewnością jest potencjał do dalszego rozwoju.

Czytaj też:

Bartłomiej Król
Prawnik, publicysta, redaktor. Na TrueStory pisze głównie o polityce zagranicznej i kulturze, chociaż nie zamierza się w czymkolwiek ograniczać.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze