poniedziałek, 26 września, 2022
Strona głównaKulturaFilmOscary 2022. Dlaczego animacja nie jest traktowana poważnie?

Oscary 2022. Dlaczego animacja nie jest traktowana poważnie?

Rozdanie Oscarów 2022 po dyskusyjnych wyborach w ostatnich latach i nieciekawych pandemicznych galach zostanie prawdopodobnie zapamiętane tylko z tego, że Will Smith dał w twarz Chrisowi Rockowi. W cieniu tego niezwykłego zdarzenia pozostaje to, że Akademia po raz setny pokazuje, jak głęboko gdzieś ma animację i jej fanów. Na oscarowych galach nie ma miejsca dla innych takich filmów, niż te spod szyldu Walta Disneya.

Pamiętacie jeszcze czasy, kiedy Oscara za najlepszą animację nie wygrały animki Disneya? Nie licząc „Spider-Mana Uniwersum” z 2018 r. (raczej też dla dzieci) był to kwasowy „Rango” w 2011 r. (Fot. Materiały prasowe)

Księżniczki Disneya wręczają nagrodę

Nagroda za najlepszy długometrażowy film animowany była wręczana przez aktorki Lily James, Naomi Scott i Halle Bailey. Te trzy młode artystki łączy to, że są zatrudniane przez wytwórnię Disneya do głównych ról w aktorskich remake’ach starych filmów dla dzieci. Pierwszym, co dziewczyny zrobiły, gdy dorwały się do mikrofonu, było pochwalenie się tym, że pierwsza grała w tego typu filmie Kopciuszka, druga księżniczkę Jasminę, a trzecia wkrótce zagra Arielkę w „Małej Syrence” planowanej na 2023 r.

Świetne i bezstronne intro, naprawdę. W Ameryce szokująco niewielu osobom przeszkadza połączenie reklamy i rozrywki. Ale to trochę tak, jakby nagrodę na najlepszego hamburgera w kraju wręczało trzech byłych dyrektorów McDonaldsa, gdy sam gigant fastfoodu miał w tym czasie trzy nominowane kanapki. Czy to naprawdę dziwne? Jedyną stacją naziemnej telewizji, która transmituje w USA galę Oscarów na żywo, jest telewizja ABC. Właścicielem nadawcy jest ABC Entertainment Group, spółka należąca w całości do Walt Disney Company.

Kojarzycie? To taka firma, która cenzuruje tematy LGBT+ w filmach podległego Pixara i usuwa z produkcji wątki, które mogłyby zasmucić towarzysza Xi Jinpinga i Chińską Partię Komunistyczną. Korporacja nie ujawnia publicznie całej struktury swoich przychodów, ale wiadomo, że jej lwia część pochodzi z szeroko pojętego rynku filmów animowanych dla dzieci i całych gigantycznych franczyz obudowanych wokół nich, z parkami rozrywki i gadżetami na czele.

Ktoś jest zdziwiony, że Myszka Miki przyszła do Akademików i zażyczyła sobie konkretnego sposobu na wręczenie statuetki w kluczowej dla niej dziedzinie? Takiego, który raz na zawsze wbije durnym widzom do głowy, że animacje są dla dzieci, nie dla dorosłych?

Wręczenie statuetki za najlepszą animację

Myszka Miki szkaluje animacje dla dorosłych, chociaż jedną nominowano

  • Te postaci [Kopciuszek, Jasmina, Arielka – B.K.] zajmują specjalne miejsce w naszych sercach, ponieważ animacje stanowią najbardziej formatywne doświadczenia filmowe, które mamy jako dzieci”, powiedziała Halle Bailey.
  • Tyle dzieciaków ogląda te filmy w kółko i w kółko”, dodała Lily James.
  • Widzę tu wielu rodziców, którzy dokładnie wiedzą, o czym mowa”, zakończyła Naomi Scott.

I cyk. Filmy animowane zostały zakwalifikowane jako coś, co rodzic puszcza na okrągło dziecku, by mu nie kwękało. Tymczasem wśród nominowanych animacji skierowanych mniej lub bardziej dla dzieci („Encanto”, „Luca”, „Raya i ostatni smok”, „Mitchellowie kontra maszyny” – z czego trzy pierwsze to produkcje… Disneya) znalazł się także skandynawski „Przeżyć” (org. „Flee”).

To animowany dokument, ukazujący historię nastolatka uciekającego z matką i rodzeństwem z toczonego wojną Afganistanu do Europy, porównywany do uznanego „Walca z Baszirem”. Produkcja nominowana była też w kategorii najlepszego pełnometrażowego filmu dokumentalnego i jest przeznaczona zdecydowanie dla starszych widzów.

Producenci i internauci wydawali się osłupieni takim sposobem prezentacji. Producent „Mitchellów kontra maszyny”, też kina na wskroś familijnego, napisał na Twitterze „To super cool uznać animację za coś, co oglądają dzieci, a rodzice muszą to znosić.” Czy film „Przeżyć” miał szanse dostać Oscara po takim entrée? Hahaha, no pewnie xD

Myśleliście, że macie z nami szanse, lamusy z ambitnej produkcji? Hahahaha! Ale z was głupki!

Disney wygrywa zawsze i wszędzie

Nagrodę dostało disneyowskie „Encanto”, a tym samym studio zgarnęło 9. statuetkę w ciągu ostatnich 10. lat (!) i 13. w ciągu ostatnich 15. lat (!).

Amerykańskie media donoszą, że to nie koniec wkładania przez Myszkę Miki swoich brudnych paluchów w tryby gali oscarowej. Disney wykorzystał część czasu antenowego w telewizji ABC na promocję nadchodzącego filmu „Astral”, a na samej gali emitowano dwie piosenki ze zwycięskiego „Encanto”, z czego tylko jedna była nominowana do Oscara. Tymczasem wręczenie nagrody w kategorii krótkometrażowych filmów animowanych, która cieszy się niewielkim prestiżem, zostało wycięte z transmisji na żywo, bo zabrakło czasu.

Zwycięzca statuetki w tej ostatniej kategorii za film „The Windshield Wiper”, reżyser Alberto Mielgo, wypowiedział się tak: „Animacja jest sztuką, która zawiera w sobie każdą inną sztukę, jaką można sobie wyobrazić. Animacja dla dorosłych jest faktem. To już się dzieje. Nazwijmy to kinem”

Chcemy nagród dla kinowego „BoJacka”, a nie tylko dla bajek

Reżyser ma stuprocentową rację. Na małym ekranie wybitne animowane seriale to już nie tylko przeznaczone dla dosyć specyficznego widza satyryczne tasiemce typu „Simpsonowie” czy „South Park”, ale też świetnie oceniane produkcje typu „BoJack Horseman” albo ostatnio „Arcane”, niekręcone z myślą o najmłodszej publiczności.

Czytaj także:

Nie zrozumcie mnie źle, Disney też potrafi wyprodukować świetne filmy, takie „Inside Out” („W głowie się nie mieści”) z 2015 r. czy „Coco” z 2017 r. równie dobrze nadają się do oglądania przez dorosłych widzów. Ale naprawdę, animacja to nie tylko jedno studio (bo DreamWorks czy Sony to już nie ta liga) z jednym rodzajem filmu, a my, widzowie, zasługujemy na docenianie też dojrzałych produkcji. Historia ostatnich lat pokazuje, że dzieje się tak, jak gdyby nagrodę za najlepszy film rok w rok zgarniały tylko produkcje spod szyldu Marvela.

Chociaż, o Boże, może to dopiero nas czeka?

Polecamy:

Bartłomiej Król
Prawnik, publicysta, redaktor. Na TrueStory pisze głównie o polityce zagranicznej i kulturze, chociaż nie zamierza się w czymkolwiek ograniczać.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze