czwartek, 6 października, 2022
Strona głównaKulturaOlga Tokarczuk: literatura nie jest dla idiotów. Książki pod strzechy czy nie?

Olga Tokarczuk: literatura nie jest dla idiotów. Książki pod strzechy czy nie?

Lubię literaturę, która trafia pod strzechę. Bo dzięki właśnie takiej literaturze zacząłem czytać. I na swój sposób — chociaż może nie zawsze taka była intencja autorek i autorów — stawała się ona czytelniczym elementarzem. A dobry elementarz trudniej napisać niż arcydzieło.

Olga Tokarczuk w trakcie festiwalu Góry Literatury stwierdziła, że nie chce pisać książek dla wszystkich i niektórzy nie mają kompetencji, żeby je zrozumieć. „Ja nie chcę, żeby moje książki szły pod strzechy. Literatura nie jest dla idiotów” (fot. Facebook)

Lubię taką literaturę, bo to ona potraktowała mnie poważnie jako czytelnika. W jej świat wtajemniczałem się właściwie samodzielnie, nie stał nade mną żaden mentor ani nikt podobny. Nikt taki w rodzinach o korzeniach robotniczych lub wiejskich zazwyczaj nie istnieje. Szkoły publiczne nie zawsze potrafią też spełnić odpowiednią rolę. W podstawówce moja polonistka wolała nazywać nas ciemnotą niż próbować oświecić. Może czuła, że należy do elitarnego grona?

Książki nie dla idiotów? Ale przecież wszyscy nimi jesteśmy

I tylko literatura sama z siebie musiała o mnie zadbać, jeśli miałem stać się czytelnikiem. I choć ta literatura, która trafiała pod moją strzechę, nie zawsze miała ambicję, by trafić do mnie, to nigdy nie traktowała mnie z góry. Nie mówiła mi, że jestem gorszy, bom spod strzechy. A jeśli próbowała to robić, to sięgałem po tę pozbawioną ciągot do wychwalania kogokolwiek za miejsce urodzenia, status społeczny lub zasobność portfela rodziców. 

Ani nie jestem księżniczką na ziarnku grochu, ani niespecjalnie lubię tę baśń.

Czy odkrywaną najczęściej w bibliotekach literaturę rozumiałem od razu? A czy w ogóle można cokolwiek tak od początku do końca zrozumieć? Nie wydaje mi się. Zawsze może coś pozostać ukryte. I dlatego często wracam do tekstów z czasów, kiedy zaczynałem czytać. Odkrywam nowe sensy, widzę konteksty, których wcześniej najnormalniej nie mogłem dostrzec. Pozwalają mi na nowo dostrzec siebie i otaczający mnie świat. Odkrywają nowe.

Książki wpuszczają mnie do siebie wielokrotnie. Jakbym wchodził do czyjegoś mieszkania i przy każdych odwiedzinach poznawał je coraz lepiej. Tak się dzieje na przykład ze Spadaniem Tadeusza Różewicza, po raz pierwszy przeczytanym przeze mnie w pierwszej klasie liceum. Wyłapywałem ogólne sensy, a szczegóły czekały na powtórną lekturę. Czy kiedy nie widziałem jakiegoś kontekstu, kiedy nie wszystko było dla mnie jasne, byłem idiotą? Możliwe. Możliwe, że nadal nim jestem.

Dzieła dla wybranych i dzieła dla pospólstwa

Ale nie dlatego, że pod strzechą mieszkałem i nadal mieszkam. Mam stąd po prostu inną perspektywę i inną wrażliwość. Czytam inne książki i co innego uważam za banał. Czasami dostrzegam go w działach powszechnie chwalonych przez ludzi, którzy chcieliby zaliczać się do czegoś, co nazywają inteligencją. Czasami pewnie są dla mnie odkryciem rzeczy, które są banałem dla innych. W końcu każdy ma jakieś luki, nie? Jak mówił Alex z Madagaskaru.

Najgorzej, gdy komuś zaczyna się wydawać, że posiadane przez niego konteksty, jego sposób widzenia świata może oznaczać, że jestem kimś gorszym. Że czytanie Tomasza Manna czyni kogoś mądrzejszym niż czytanie Philipa Rotha. Że oglądanie Brzeziny jest dla inteligentnych, a Asterixa i Obeliksa — dla…

Polecamy:

Dziwi mnie to zapatrzenie w siebie niektórych. Dziwi, że nadal kategoryzuje się w ten sposób ludzi. I dziwi, że jak wielu ludzi za dobre działo uważa coś, co jest zrozumiałe tylko dla wybranych. Dzieło jest lepsze, gdy ma wysoki próg wejścia?

Sam przez chwilę wierzyłem, że wrzucanie najróżniejszych odwołań, utrudnienie przekazu czyni dzieło lepszym. Dzisiaj wiem, że czyni je po prostu skomplikowanym. A to nie to samo. Ale na pewno pozwala na tworzenie elitarnego kręgu. Poczucie, że jest się kimś lepszym. Gdy jednak przyglądam się z zewnątrz temu wszystkiemu, przypomina mi się fragment wiersza Przyszli żeby zobaczyć poetę, wspomnianego już Tadeusza Różewicza: bylejakość ogarnia masy i elity.

Czytaj też:

Tytuł tekstu pochodzi od redakcji.

Michał Domagalski
Pisarz. Autor "Poza sezonem" (nominacja do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius oraz do Nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny) oraz "za lasem/". Publicysta. Sporadycznie nauczyciel.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze