czwartek, 6 października, 2022
Strona głównaLifestyleMaja Staśko z AgroUnią. Sojusz, o jakim wam się nie śniło 

Maja Staśko z AgroUnią. Sojusz, o jakim wam się nie śniło 

Chociaż Andrzej Lepper nie żyje od ponad dziesięciu lat, jego duch zstąpił i postanowił natchnąć oblicze tej ziemi. Na wczorajszej konwencji Agro Unii Michał Kołodziejczak idealnie wszedł w gumiaki byłego lidera Samoobrony, składając deklaracje od lewa do prawa, a finiszując piosenką Michała Wiśniewskiego. Obecna była też znana feministka – Maja Staśko.

Robert Bąkiewicz, Maja Staśko, Jan Śpiewak. Lider Agrounii Michał Kołodziejczak nie wybrzydza w poszukiwaniu politycznych stronników (fot. twitter/MajaStasko)

Chociaż pierwsze protesty organizował już w 2018 r. przeciwko polityce rządu wobec afrykańskiego pomoru świń, głośniej o rolniku i byłym radnym podsieradzkich Błaszek zrobiło się, gdy w zeszłym roku zebrał w Warszawie tysiące osób na protestach przeciwko piątce dla zwierząt Jarosława Kaczyńskiego.

Michał Kołodziejczak sam twierdzi, że korzysta z miksu siły ludowej z wrażliwością lewicową – nawiązanie do ruchu Leppera nasuwa się samo. Łączą ich przede wszystkim bezpośrednie metody działania, postulaty bez pokrycia, a także brak skrupułów w mizianiu się z politycznymi ekstremistami. Obaj od początku udawali zresztą oddolny aktywizm, by szybko odkryć swoje niebagatelne ambicje polityczne.

AgroUnia. Postulaty partii

Zacznijmy od postulatów AgroUnii, którym trudno nam w redakcji nie przyklasnąć. Plany zagospodarowania przestrzennego to coś, czego Polska potrzebuje jak oddechu. Niby powinny stanowić podstawę planowania przestrzennego w gminie, ale w praktyce w znacznej większości kraju ich nie ma. Godne poparcia jest też wsparcie producentów w relacjach handlowych z wielkimi sklepami (limity marż) czy korzystniejsze dla konsumenta znakowanie produktów na półkach.

Michał Kołodziejczak słusznie podkreśla, że kuriozalne jest importowanie do Polski chociażby indyjskich ogórków. W związku z tym pojawia się też postulat wprowadzenia 70 proc. stanu polskich produktów w sklepach. Do tego tak właściwie nie jest już daleko. 

Z drugiej strony, najgłośniejsze owacje na konwencji otrzymał pomysł oderwania polityków od koryta, czyli wygaszania mandatów poselskich po 65 roku życia. Słuszny czy nie, to nie jest możliwe do zrealizowania, a ma za zadanie tylko podkreślić antysystemowość AgroUnii. W ramach funduszu stabilizacyjnego państwo miałoby też pokrywać długi  „oszukanych” producentów rolnych czy odpowiadać za niewypłacone szkody łowieckie w uprawach. Trudno i tu nie widzieć obietnicy bez pokrycia. Pojawią się też hasła zupełnie mgliste, jak przywrócenie tradycyjnej produkcji jedzenia. Wiadomo na pewno, że oznacza to sprzeciw wobec planów likwidacji w Polsce uboju rytualnego.

AgroUnia. Wykład z historii idei 

– Teraz się z nas śmieją, ale zapamiętajcie: ten się śmieje, kto się śmieje ostatni – mówił Kołodziejczak, parafrazując legendarne na korwinistycznej prawicy powiedzonko przypisywane Gandhiemu. To właśnie w tych kręgach początkowo poszukiwał poparcia. W okolicach 2019 r. planował tworzyć partię Prawda razem ze Stanisławem Żółtkiem. Nie ma również żadnych oporów przed zbijaniem piątki z Robertem Bąkiewiczem.

Z drugiej strony lider Agro Unii w poszukiwaniu elektoratu miejskiego pojawił się na protestach Inicjatywy Pracowniczej ramię w ramię z Piotrem Ikonowiczem. Na konwencji byli zaś obecni chociażby Jan Śpiewak, Maja Staśko czy znani z pewnych internetowych nisz staliniści (sic!). Wystarczy tylko wskazać, że nie jest się ani prawicą, ani lewicą – i gotowe, można stać się spoiwem, który sklei ze sobą ludzi o absolutnie każdych poglądach.

Czy znanym internetowym lewakom nie przeszkadza, że lider formacji, z którą właśnie wchodzą w alians jest obrońcą przemysłu futrzarskiego i odstrzału dzików w związku z epidemią ASF? Odpowiedź na to pytanie jest złożona. W przypadku Janka Śpiewaka, możemy odpowiedzieć wprost, że nie występuje tu konflikt interesów. Kontrowersyjny aktywista od dawna podkreśla, że wywodzi się z lewicy pracowniczej i lokatorskiej, a nie tęczowej. Pozwala mu to zresztą występować w Telewizji Polskiej, a PiS traktuje go trochę jako „koncesjonowanego lewaka”, którego głównym wrogiem są liberalne władze Warszawy, a nie rząd.

Co innego Maja Staśko, która choć dziś wypowiada się na wiele tematów, wypłynęła na swojej aktywności feministycznej. Staśko była jedną z twarzy polskiego #metoo i potrafiła atakować Marcina Świetlickiego za to, że ten za nic ma polityczne zaangażowanie. Publicystka bez żenady stawiała go w jednym szeregu z Pawłem Kukizem i Donaldem Trumpem. 

Dziwne sojusze Michała Kołodziejczaka i puszczanie oka do Konfederacji już jej nie wadzą. Na Twitterze aktywistce zarzucano głównie (choć w tym wypadku mógłby to być także zarzut wobec Śpiewaka), że AgroUnia nie reprezentuje najbardziej pokrzywdzonych, a duże przedsiębiorstwa rolne, które potrafią osiągać milionowe obroty. W odpowiedzi Maja napisała, że „to zwykli ludzie, którzy chcą, żeby w oborze ryczała krowa”. 

AgroUnia. Skąd ma kasę? Trop prowadzi do rządowej agencji

A kto za to wszystko płaci? Pytany jakiś czas temu o to, skąd weźmie pieniądze na kampanię, Kołodziejczak odpowiedział dziennikarzom, że z banku. Do wyborów jednak długa droga, a eventy takie jak wczorajsza konwencja same się nie sfinansują. Trudno też uwierzyć, że reklamujący już absolutnie wszystko Michał Wiśniewski nie wziął złotówki za nagranie hymnu organizacji.

Jakąś odpowiedzią byłyby składki członkowskie, ale tych w AgroUnii nie ma. Nowy członek organizacji daje wyłącznie wpisowe w wysokości stu złotych i tyle. Może więc organizacja ma jakieś alternatywne źródła dochodu? Podjęcie tego tropu sugeruje kontrakt, jaki partia zawarła z Krajowym Ośrodkiem Wsparcia Rolnictwa. Już dwa lata temu AgroUnia weszła w sztamę z rządową organizacją, i za półtora miesiąca wyświetlania jej postów na swoim koncie na Facebooku zainkasowała 89 tys. brutto.

Czytaj też:

Dokąd idziesz Polsko wróciło, może wróci też „Jestem jaki jestem”

Jakie rządowa organizacja ma korzyści ze wspierania Michała Kołodziejczaka, skoro ten pluje na PiS dzień i noc? Choćby takie, że wyborczy start AgroUnii to najprostszy sposób na zepchnięcie pod próg wyborczy PSL, a więc „czwartego do brydża”, którego opozycja potrzebuje do utworzenia koalicji. O ile Kosiniak-Kamysz miałby opory żeby bratać się z Kaczyńskim, o tyle Kołodziejczak – w zamian za realizację postulatów – może nie mieć żadnych. Sam na każdym kroku podkreśla, że gotów jest na sojusze ze wszystkimi, byle tylko otrzymać polityczne wpływy.

Współpraca: Jan Rojewski

Polecamy:

Bartłomiej Król
Prawnik, publicysta, redaktor. Na TrueStory pisze głównie o polityce zagranicznej i kulturze, chociaż nie zamierza się w czymkolwiek ograniczać.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze