czwartek, 7 lipca, 2022
Strona głównaEkologiaLodowiec Zagłady odrywa się od Antarktydy. Podniesie poziom mórz o ponad pół...

Lodowiec Zagłady odrywa się od Antarktydy. Podniesie poziom mórz o ponad pół metra

Lodowce w Arktyce i Antarktydzie topnieją w tempie kilkukrotnie szybszym niż jeszcze w latach 80-tych. Choć to wciąż nie oznacza, że takie Trójmiasto za parę lat znajdzie się pod wodą, to może się okazać, że złowieszcze prognozy naukowców były niedoszacowane. Weźmy taki Lodowiec Zagłady.

No dobra, przyszłość z filmu „Wodny świat” nam nie grozi, ale i tak będzie nieciekawie (fot. YouTube/thwaitesglacieroffshoreresearch.org)

Lodowiec Thwaites, bo o nim mowa, w ostatnich latach jest nazywany właśnie „Doomsday Glacier” ze względu na to, jakie skutki może przynieść ludzkości. To potężny kawał lodu u wybrzeży Antarktydy, 2 tysiące km od południowego krańca Ameryki Południowej i drugie tyle od Nowej Zelandii. W miejscu, w którym styka się z kontynentem, ma ponad kilometr grubości.

Lodowiec Zagłady odrywa się od Antarktydy

To w ogóle jeden z największych lodowców – ciągnie się przez 120 kilometrów, a powierzchnią dorównuje Wielkiej Brytanii. Poza tym, że jest wielki, topnieje w bardzo szybkim tempie – naukowcy szacują, że co roku około 50 mld ton lodu, który go tworzy, zamienia się w wodę. To mniej więcej tyle wody, ile potrzeba byłoby, żeby stworzyć kałużę wielkości Polski, która miałaby 10 cm głębokości.

Oczywiście, nawet największy lodowiec na świecie nie stopnieje na tyle spektakularnie, by zalało nam piwnice. Choć szacuje się, że sam Thwaites odpowiada za kilka proc. globalnego wzrostu poziomu mórz, te 50 mld ton lodu rocznie to w najlepszym (a raczej najgorszym) razie dodatkowe setne części centymetra we wszechoceanie. Dlaczego więc Lodowiec Zagłady trafił ostatnio na nagłówki naukowych i większości ambitnych mediów?

Poza tym, że jest wielki topnieje cholernie szybko, jest z nim jeszcze jeden problem. Thwaites odrywa się od Antarktydy. A kiedy już się oderwie, będzie topił się jeszcze szybciej, bo będzie bardziej podatny na działanie ciepłego prądów morskich. Jego części będą mogły dryfować w cieplejsze części globu, gdzie będą znikać w oczach, znów przyspieszając podnoszenie się poziomu mórz.

Lodowiec zagłady na tle Antarktydy (rzut z linią brzegową Ameryki Południowej i Australii) fot. Google Earth

Lód się topi. Jak szybko nas zatopi?

O jakim przyspieszeniu mowa? Między 1900 a 1990 rokiem poziom mórz podniósł się o 10 cm. Kolejne 10 w ciągu ostatnich trzech dekad, z czego dwa centymetry przybyły w zaledwie kilkanaście miesięcy na przełomie lat 2018 i 2019. Na szacunkowym wykresie pokazującym zmiany poziomu mórz pełno jest wahnięć, ale naukowcy są zgodni – krzywa idzie w górę. I powinniśmy czym prędzej dowiedzieć się, jak bardzo.

I to właśnie Lodowiec Zagłady jest zdaniem ekspertów kluczowym miejscem, w którym można znaleźć odpowiedź na pytania: ile jeszcze czasu mamy, zanim nas zaleje. Lodowiec Thwaites jest obiektem badań aż ośmiu miedzynarodowych projektów naukowych. Po nowym roku grupa uczonych z kilku krajów udała się na Antarktydę, by zbadać jego powierzchnię. Budżet pokrywany przez rządy USA i Wielkiej Brytanii to 50 mln dolarów.

O tempie zmian może świadczyć fakt, że seria ostatnich zdjęć satelitarnych pokazała wydłużające się pęknięcie zmierzające prosto do miejsca, w którym naukowcy planowali założyć swoje stanowisko terenowe na ten sezon. W tym roku Lodowiec Zagłady jeszcze nie oderwie się od lądolodu, ale powiększające się pęknięcie już w środowisku naukowym nosi nazwę „sztylet”. Trzy, cztery, może pięć lat i po sprawie, lód szelfowy trzymający Thwaitesa przy Antarktydzie rozpadnie się na tysiące gór lodowych.

https://twitter.com/Eangel4285/status/1486669812973584386?s=20&t=TpWLD-LR58e7CDr0SPC3XQ
Lodowiec co prawda nie stopnieje w ciągu pięciu lat, jak pisze pani z Twittera, tylko oderwie się od kontynentu, ale wideo ładnie pokazuje cały proces

Kilka czy kilkanaście pokoleń?

Dlaczego stanie się to tak szybko, choć jeszcze niedawno mówiło się o tym w perspektywie dekad? Przez kolejne rekordy temperatur. Nie tylko na Grenlandii temperatury dochodzące do 20 stopni Celsjusza nie są już niczym niezwykłym. Rekord Antarktydy z 2015 roku (17,5 st. C) został pobity w lutym 2020 o 0,8 st. C. Lodowce topnieją od wysokich temperatur, odsłaniając starszy i ciemniejszy śnieg, który jeszcze szybciej zamienia się w wodę.

Coraz częstsze i coraz wyższe temperatury w stopniu do tej pory nienotowanym wpływają na wzrost temperatury wody. Ciepłe prądy docierające do lądolodów podmywają je od spodu. Na domiar złego w pobliżu wykryto niedawno aktywność wulkaniczną dna morskiego, która dodatkowo ogrzewa wody Morza Amundsena. Jeszcze do niedawna szacowano, że Lodowiec Zagłady będzie topił się przez tysiąc lat, ale obecnie więcej wskazuje na to, że ocieplenie upora się z nim w kilka pokoleń. 

Woda polodowcowa z samego Thwaitesa podniesie poziom mórz o 60-70 cm. Dane pochodzą z konferencji poświęconej Lodowcowi Zagłady, która odbyła się w połowie grudnia w Nowym Orleanie. Ted Scambos, jeden z jej prelegentów, przekonuje, że oderwanie się Thwaitesa od czapy lodowej Antarktydy może pociągnąć za sobą okoliczne lodowce. Efekt może przypominać uszkodzenie szyby w samochodzie – dopóki była cała, trudno ją było skruszyć, ale gdy pojawi się pęknięcie, reszta może posypać się w drobny mak.

Wody najszybciej przybywa m.in. w Bałtyku

Lodowce, które Thwaites trzyma „w kupie” przy lądolodzie pokrywającym Antarktydę, zawierają wodę, która da nam poziom mórz wyższy już nie o pół metra, a o trzy metry. Mowa więc o potężnym efekcie domina, a poznanie jego skali to kluczowa informacja dla państw, które strategiczne decyzje podejmują z horyzontem wykraczającym poza następne wybory.

Poza USA i Wielką Brytanią, w badaniach biorą udział Australijczycy, Kanadyjczycy, Koreańczycy, ale także Niemcy i Szwedzi. Choć można by sądzić, że nasi sąsiedzi powinni się martwić raczej „swoim”, czyli arktycznym lodem (topnieje dwa razy szybciej niż ten z półkuli południowej), to przecież finalnie wszyscy znajdziemy się pod tą samą wodą. Tyle że prądy morskie, ruchy tektoniczne, różny stopień erozji wybrzeża i gęstość wody sprawia, że nie wszystkich zaleje po równo.

Naukowcy pracujący przy unijnym programie Kopernik, bazując na danych Europejskiej Agencji Kosmicznej, szacują, że Morze Bałtyckie i Północne, ze względu na wyżej wspomniane czynniki, są bardziej narażone na podniesienie poziomu. W niektórych ich częściach wody przybywa w tempie 7 mm rocznie. Niemcy, Brytyjczycy, ale też walczący od wieków z morzem Holendrzy to nacje, najbardziej narażone na efekty topniejących lodowców. Ale na liście alarmowej znajdziemy też Polskę.

Półwysep Hel i Żuławy Wiślane znikną już za naszego życia

Według ostrożnych szacunków, powyżej miliona mieszkańców polskiego wybrzeża ma domy w miejscu, gdzie do końca wieku będzie stała woda. Opisana wyżej reakcja łańcuchowa, której skali nie znamy, może jednak spowodować, że zamiast przewidywanych 60 cm, morza przybędzie o metr albo półtora. Część z nas, która dożyje setki, a już na pewno nasze dzieci i wnuki, będzie mogła oglądać świat, gdzie Hel jest wyspą, a Żuławy Wiślane laguną.

Polecamy:

Wcześniej jednak pod wodą znajdą się inne znane nam miasta. Los Wenecji jest przesądzony ze względu na jej specyfikę, następne w kolejce są miasta Holandii i Lizbona, a z dalszych stron świata Aleksandria, Nowy Jork, Miami, Houston, Nowy Orlean, Sydney, Dżakarta, Lagos. Pod wodą znajdzie się pół Bangladeszu, Malediwy, Kiribati i większość plaż, na których lubiliśmy wypoczywać.

Rozwiązania? Przeznaczyć 10 proc. budżetu na kopanie rowów i zbiorników retencyjnych na wybrzeżach. Ale taniej wyjdzie program Ponton Plus.

Czytaj też:

Maciej Deja
Wyrobnik-dyletant, editor in-chief w trzyosobowym zespole TrueStory.pl. Wcześniej w redakcjach: Salon24.pl, FAKT24.PL, Wirtualna Polska, Agencja AIP, iGol.pl.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze