poniedziałek, 5 grudnia, 2022
Strona głównaLifestyleKrzysztof Kononowicz. Postać tragiczna, której nie da się pomóc

Krzysztof Kononowicz. Postać tragiczna, której nie da się pomóc

W 2006 r. w Białymstoku odbyły się wybory na prezydenta miasta, w których główną uwagę skupił na sobie pewien nieporadny i prosty człowiek w charakterystycznym swetrze. Deklaracja, że nie będzie niczego, a wiosną rozpocznie się budowa ulic i ulic, na stałe wpisała się w kulturę internetową. Od tego czasu jednak minęło wiele lat i postać Krzysztofa Kononowicza przeszła gruntowną metamorfozę, jeśli chodzi o publikowane przez siebie treści.

Krzysztof Kononowicz i osoby wplecione przez „redaktorów” do jego świata: od lewej Wojciech „Major” Suchodolski i Jan Łoś.

Krzysztof Kononowicz. Szkolna 17 dla początkujących

Jako stały obserwator zjawiska, jakim jest Uniwersum Szkolnej 17, postanowiłem przybliżyć problem Kononowicza, który według mnie jest sytuacją bez wyjścia. Wiele osób, którym zaprezentowałem „przygody” Kononowicza, nie mogło pojąć, że to, co widzą na ekranie, nie zostało wyreżyserowane. A przynajmniej pod względem całokształtu zachowania „Potężnego Warmianina” (to jedna z jego popularniejszych ksywek), ponieważ niektóre sytuacje naprawdę są prowokowane przez inne osoby w bardzo dobitny sposób. Jeżeli nie śledzicie zatem Uniwersum, pokrótce je opiszę, abyście zrozumieli to i owo, choć na pewno coś pominę. Katalog wątków, postaci, a nawet artefaktów jest tutaj bowiem zbyt obszerny.

Krzysztof Kononowicz po wyborach osunął się jakby w cień w tym sensie, że dawał o sobie znać bardzo sporadycznie. Zaproszono go do programu Tok2Szkok, gdzie Najsztub i Żakowski całkiem celnie moim zdaniem wypunktowali osoby, które pchnęły tego dość naiwnego człowieka do „kariery politycznej”. Później Patryk Vega osadził go w roli prokuratora w filmie Ciacho, co według mnie stanowiło jedyną śmieszną scenę tego dzieła.

Po 15 latach rząd PiS zrealizował jeden z postulatów Kononowicza i uszczelnił granicę z Białorusią.

Następnie nadszedł kryzys, podczas którego Kononowicz, mieszkając z matką i nie podejmując przez wiele lat żadnej pracy zarobkowej, klepał biedę. Ta sytuacja zmieniła się diametralnie, kiedy został on odkryty przez Krzysztofa Niewińskiego o pseudonimie „Niemiecki”. Ten ostatni stał się pierwszym „redaktorem” właśnie powstałego Uniwersum, co polegało na dokumentowaniu epizodów z życia Kononowicza i na układaniu mu pewnnych scenariuszy (na przykład testowanie potraw czy polowanie na pluszowego tygrysa), by wpleść je w fabułę.

Jednym z działań „redaktora” było zapoznanie Kononowicza z Wojciechem „Majorem” Suchodolskim, który na stałe się do niego wprowadził (i który wyprowadzał się już od Krzysztofa około dziesięciu razy). Były to filmy raczej nieszkodliwe, dość absurdalne, niekiedy wulgarne, ale chyba zdecydowana większość fanów Uniwersum za to je właśnie lubiła.

Krzysztof Kononowicz. Skąd się biorą jego „redaktorzy”?

„Redaktorzy” zmieniali się co pewien czas, a każdy w nagrywaniu Kononowicza obierał inną taktykę, wyznając odmienne priorytety. Wprowadzono „lajty”, czyli transmisje na żywo. Próbowano dodać do Uniwersum trzecią osobę, ale zawsze kończyło się to fiaskiem. W akcję ingerowali także widzowie, podszywając się pod różne postacie i instytucje (na przykład pod zakład pogrzebowy, który miał spalić niedoszłego prezydenta) czy wysyłając paczki (niektóre z jedzeniem, a inne z ekskrementami czy śmieciami). Kononowicz jako osoba łatwowierna wierzył w praktycznie wszystko, co mu mówiono.

Ale skąd brali się kolejni „redaktorzy”? Bywało różnie. Niektórzy z nich tacy jak wspomniany Niewiński czy Jarosław „Mexicano” Andrzejewski mieszkali bardzo blisko Kononowicza. Inni pochodzili z dalszych okolic. Warto tu wspomnieć choćby o pewnej parze pochodzącej z Lublina, Beacie i Pawle, którzy zaczynali jako zwykli fani Uniwersum, a później zaczęli regularnie nagrywać Krzysztofa.

Nie wiadomo, czy od samego początku konkretny „redaktor” przychodził, mówiąc „Krzysiek, zapłacę ci kasę za nagrywanie”, lecz na pewno musiał psychologicznie na niego wpłynąć. Krzysztof przyzwyczaił się do takich darów, jak zgrzewka mleka czy obiadek w barze, dlatego jeśli ktokolwiek podejdzie pod jego bramę, to musi się liczyć z tym, że bez dostarczenia jakichś produktów spożywczych lub banknotów nie przejdzie na drugą stronę. Osoby, które poniżają się przed Kononowiczem, by wejść na jego posesję, określane są mianem „frajerów spod bramki”.

Obecnie dominującym „redaktorem” jest niejaki „Jacek od psa Arona” (lub „Aron od psa Jacka”, jak komu wygodniej), który choć nagrywa perypetie specyficznej pary Białostoczan, to nie zdaje się pociągać za sznurki jako ten znajdujący się na szczycie piramidy mistrz marionetek. Głównym prowodyrem w tym przypadku jest Sławek N., którego widzowie ochrzcili mianem „Centaura z Bielska”. To osoba, która mieszka w bardzo oddalonym od Białegostoku miejscu, a która mimo takiej odległości zdalnie napędza niezwykle dochodowy biznes, jakim jest Szkolna 17.

Wspomniałem też o postaci Wojciecha „Majora” Suchodolskiego. Kiedyś był on po prostu nieumiejącym się wysłowić erotomanem, lecz w chwili obecnej to wręcz wrak człowieka nieogarniający rzeczywistości i uzależniony od wąchania rozpuszczalnika. Suchodolski nieraz wybucha podczas nagrywania filmów, krzycząc, że wyprowadzi się od Krzysztofa. I ostatnio rzeczywiście opuścił Białystok, by występować na patostreamach na kanale „SpelunaTV”. Z deszczu pod rynnę, ale ktoś może powiedzieć „Okej, to jego wybór”. Racja, tylko że ten wybór wcale nie był jego, bo wszystko wskazuje na to, że Sławek „wypożyczył” Majora innemu twórcy tak, jak auto oddaje się w leasing.

Suchodolski ciągle także pokłada nadzieje w znalezieniu partnerki życiowej. W ciągu kilku lat wiele rzekomo chętnych kobiet miało korespondować z nim telefonicznie i potwierdzić swoją miłość do niego. Często były to trolle, którym Major bez żadnego zastanowienia przesyłał filmy, na których się onanizował. Niekiedy Sławomir N. sam prowokował takie sytuacje. Jednego z sylwestrów Major świętował u swojej quasi-narzeczonej, która w rzeczywistości była wynajętą przez Sławka prostytutką. Choć nie ukrywam, że jest to trochę zabawne, to jednak należy zadać sobie pytanie, kto posiada większe braki intelektualne: Suchodolski czy osoby za tę akcję odpowiedzialne?

Krzysztof Kononowicz. Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to na pewno nie chodzi o mleko

Kanał, który obecnie nazywa się „Mleczny Człowiek – Krzysztof Kononowicz” zarabia naprawdę wiele, przekroczywszy już sto tysięcy subskrypcji. Pieniądze te wedle stawianych Aronowi i Centaurowi zarzutów ze strony widzów Uniwersum nie są dzielone sprawiedliwie i Kononowicz nie zyskuje na tym wiele. A przynajmniej nie tyle, ile rzeczywiście dochodu generuje jego kanał.

Tu pojawiają się dwie strony frontu: „lateksy” i „antylateksy”. Po stronie „lateksów” znajdują się wcześniej wspomniani włodarze kanałów (ponieważ Wojciech Suchodolski także ma osobny kanał, który w rzeczywistości jest własnością panów „redaktorów”), natomiast „antylateksy” chcą odciąć „lateksów” od koryta i ukrócić (przynajmniej w teorii) proceder zarabiania na Krzysztofie. Niestety przy takim zaprezentowaniu adwersarzy pojawia się ryzyko zerojedynkowości, coś na wzór wigilijnej kłótni o to, czy głosuje się na PiS, czy na PO.

„Lateksy” dobrze zarabiają na Kononowiczu i Majorze – tu absolutnie nie ma żadnych wątpliwości. „Jacek od psa Arona” posiada rodzinę i pracę, a mimo to przychodzi prawie codziennie na Szkolną 17, żeby rozmawiać ze stroniącym od mycia się, nieznośnym i mitomańskim Kononowiczem (o tych cechach później). Stuprocentowo nie czyni tego charytatywnie. Jednocześnie nie ma też mowy o jakiejkolwiek opiece nad Krzysztofem, ponieważ ten przy posiadaniu cukrzycy nadal pije sobie słodkie napoje w obecności „redaktora”, a ilość jego cukru we krwi przekroczyła kilka razy 600 jednostek.

Sławomir N. posiada dostęp do widoku z kamer na posesji przy ulicy Szkolnej 17, a w telefonach swoich, co zabrzmi trochę okrutnie, pacynek instaluje aplikacje szpiegowskie, aby nie stracić kontroli nad źródłem dochodu. Ponadto istnieją dowody na stalkowanie przez niego jednego z „antylateksów” łącznie z jego rodziną. Na jednym z filmów Sławek pokazuje zabezpieczone w folię ubranie Kononowicza, tłumacząc, że nie chce, aby straciło zapach. Tylko że to nie jest jeszcze najgorsze.

Porozmawiajmy teraz o pieniądzach. Wspomniałem, że „lateksy” zarabiają na Majorze i Kononowiczu, pytanie zatem brzmi: ile dokładnie się na tym bogacą? Tego dokładnie nie wiadomo, ponieważ nie istnieje żaden dowód, który w sposób bezpośredni świadczyłby o wysokości pensji „lateksów”. Pewien znany youtuber podczas swojego streamu wyliczył (a było to w czasach, kiedy kanał „Mleczny Człowiek” posiadał mniej więcej 90 tysięcy subskrypcji), że jeśli każdy z filmów posiada monetyzację, to miesięczny dochód może wahać się w granicach od 30 do 40 tysięcy złotych. Jak jest naprawdę, tego nie wie nikt spoza układu lateksowego. Lecz Sławkowi nadal jest mało, ponieważ posiada dostęp do konta bankowego Majora i wyprowadza z niego pieniądze.

I tutaj zakończę opis, ponieważ gdybym miał opowiedzieć o absolutnie wszystkim, prawdopodobnie napisałbym pracę doktorską. Dalej zainteresowanych zapraszam na Kononopedię, gdzie uwzględniony został praktycznie każdy aspekt istotny dla Uniwersum i gdzie uzupełniane jest nawet kalendarium z najważniejszymi wydarzeniami, poczynając od założenia Białegostoku.

Kononowicz i „Sprawa dla Reportera”. Cyrk dziwadeł

13 października doszło do emisji odcinka Sprawy dla reportera, który został zrealizowany głównie z inicjatywy „Koalicji Antylateksowej”: youtubera Łukasza Olgierdano Wójcika oraz dziennikarza Jakuba Szczęsnego. Jeśli chodzi o pozytywne strony programu, sprawił on tyle, że ponownie zainteresował publiczność sprawą Kononowicza. Ale to właściwie koniec. Przeciętny odbiorca telewizji publicznej szybko zapomni o sprawie i nawet nie zrozumie kontekstu w tym poszatkowanym zlepku ujęć.

Jeden z ekspertów obecnych w studio podjął bardzo ciekawą tematykę cyrku dziwadeł, gdzie publicznie pokazywano osoby zdeformowane o różnorakich schorzeniach czy deficytach ku uciesze tłumów. I rzeczywiście, obecnie sytuację bohaterów Szkolnej 17 można przyrównać do eksponowania kobiety z brodą, jednakże… Sprawę dla reportera również.

Przecież mówimy tu o programie, który bazuje na ludzkiej krzywdzie i pokazywaniu wyjątkowo przaśnych obrazków, gdzie jeśli Pan Mietek chodził do kościoła i miał nad łóżkiem obraz Matki Boskiej, to na pewno słusznie prawi. Jest to cyrk w cyrku, a jeżeli Wójcik i Szczęsny postanowili załatwić poważną sprawę za pośrednictwem tego programu, to nie za bardzo rozumiem, czym się kierowali. Krzyczący Ikonowicz i Śpiewak oraz disco polo chyba nie bardzo pomogą.

Kononowicz został przedstawiony w telewizji jako śmieszny pan z Internetu, osoba wyłącznie poszkodowana i bezbronna. Ta narracja może złapać za serce kogoś, kto nigdy nie obcował z Uniwersum, lecz starzy wyjadacze wiedzą, że to kompletna bzdura. Kononowicz jest osobą agresywną, która utrudnia życie sąsiadom, pisze wydumane donosy na policję (raz nawet na samego siebie), podważa kompetencje osób, kto chcą mu pomóc (na wizji wyzywał Wójcika i Szczęsnego), a przy tym wykazuje niebywałą pazerność, gdy w grę wchodzą pieniądze i dobra materialne. To osoba pod każdym względem negatywna, odpychająca i – niestety dla tego miasta – kojarzona z Białymstokiem.

Olgierdano tłumaczył, że Kononowicz osobiście prosił go o udzielenie pomocy, bo było mu źle. Problem w tym, że chodzi o mitomana, który raz powie, że kogoś lubi, innym razem, że go nienawidzi, a kilka dni później będzie przekonywać, że chronił Jana Pawła II pistoletem maszynowym podczas jego pielgrzymki (nie wymyśliłem tego, to realny przykład). Jak ocenić, które wypowiadane przez niego kwestie jawią się jako szczere? Odgórne ustalenie, że jedno słowo padające z jego ust jest faktem, a drugie mitem, zakrawa o wybiórczość. Kononowicz perfekcyjnie opanował manipulację, wykształcając chociażby umiejętność płaczu na zawołanie.

Czytaj także:

Jaka przyszłość czeka Kononowicza przy założeniu, że „lateksy” utracą nad nim kontrolę? Mógłby trafić do zamkniętego ośrodka, jednak nie został on ubezwłasnowolniony, a nie istnieje podstawa prawna, aby go tam umieścić. Jeśli natomiast zostanie w domu i nikt nie będzie go nagrywać, to straci źródło zarobku, bo do pracy na pewno nie pójdzie. Nie podjął takowej od prawie 27 lat, o emeryturze czy rencie może zatem pomarzyć.

Czyli pozostaje tylko prowadzenie innego kanału z jego perypetiami przy nieco uczciwszych zasadach rozliczania się. Tylko że to kłóci się z ideą Olgierdano, który choć sam nagrywa niekiedy dość zabawne, ale jednak wulgarne filmy o Szkolnej 17, to jednocześnie zaręcza, że nie życzy sobie takich treści w Internecie.

Krzysztof Kononowicz zdaje się stanowić centralny punkt całego tego układu. Każda ze stron sporu obraca się wokół niego, a on – mniej bądź bardziej świadomy – czerpie z tego korzyści i śmieje się tym ludziom w twarz. Jednocześnie jest postacią tragiczną, bo pomimo swych uwypuklonych wad trudno ocenić go za prowodyra wszystkich tych zdarzeń. Wiele osób mimo swych deklaracji bez względu na przynależność do jednej lub drugiej strony chcę osiągać poprzez Kononowicza jakieś korzyści, głównie finansowe, lecz może i także związane z popularnością albo czystą chęcią poczucia się lepszym.

Polecamy:

Sebastian Jadowski-Szrederhttps://www.jadowskiszreder.pl/
Youtuber i pisarz, twórca zbioru opowiadań "Incydenty Antoniego Zapałki", hobbystycznie zbieracz filmów i pasjonat horrorów, a także starych gier. Główną sferą jego zainteresowań jest popkultura z wyraźnym zaakcentowaniem elementów retro.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze