wtorek, 27 lutego, 2024
Strona głównaKulturaSeriale„Inside Job”. Dziecko BoJacka i Ricka Sancheza

„Inside Job”. Dziecko BoJacka i Ricka Sancheza

Znacie ten moment, kiedy czytacie o kolejnej teorii spiskowej i przez chwilę, zanim pomyślicie że to oczywista brednia, świta wam, że jest w tym jakieś ziarno sensu? Koniecznie odpalcie zatem „Inside Job”, nową bajkę dla dorosłych.

Moja reakcja na kolejne kiepskie wyroby serialopodobne Netflixa. „Inside Job” do nich nie należy (Facebook)

Stoją za nią twórcy „Gravity Falls” Alex Hirsch oraz Shion Takeuchi. Serial przedstawia świat, w którym wszystkie sekrety ukrywane przed śmiertelnikami przez tajne agencje to szczera prawda. No, z wyjątkiem teorii płaskiej Ziemi. Każde dziecko przecież wie, że jest ona pusta w środku, a jej wnętrze zamieszkują Cthulhu, inteligentne grzyby i ludzie-krety.

Przed włączeniem zmień język

Jeśli podobnie jak ja korzystacie z Netflixa po polsku, tytułową pozycję znajdziecie w katalogu jako „Korporacja Konspiracja”, co stanowi niezłą antyreklamę i na pewno mieści się w top 5 najgłupszych przekładów tego dystrybutora. Nie ma sensu silić się nawet na jakąś „Robotę wewnętrzną”, skoro można zostawić dwuznaczny w kontekście fabuły tytuł oryginalny. Czy „Człowiekokoń Jacek” osiągnąłby w Polsce jakąkolwiek popularność? Idiotyczny rym dodatkowo brzmi jak tytuł kolejnego polskiego pseudofilmu z Barbarą Kurdej-Szatan w obsadzie. 

Niemniej jednak, po przełączeniu już sobie języka aplikacji na angielski, traficie na naprawdę solidną produkcję. Główna oś fabularna opowiada o przygodach zespołu pracującego dla Cognito Inc. (takich gier słownych też nie tłumacz, Netflixie), która zajmuje się utrzymywaniem stanu błogiej nieświadomości mugoli w kwestii prawdziwości teorii spiskowych. Światem bowiem wydają się faktycznie rządzić iluminaci, chociaż znaczne wpływy posiadają również reptilianie. W laboratoriach Cognito Inc. produkuje się robota mającego zastąpić prezydenta USA (ten wybrany okazał się zbyt wielkim głupkiem, by nim manipulować). Hoduje się też klony 2Paca, Johna Kennedy’ego i Karola Marksa, chociaż nikt nie wie do końca po co. 

Satyra na korporancików

Korporacyjny rozkład i niemoc w zarządzaniu taką instytucją to zresztą jeden z leitmotivów tego serialu. Zespół prowadzony przez Reagan Ridley (w tej roli głosowej Lizzy Caplan) nie robi właściwie nic pożytecznego, a czas w pracy spędza na kompletnych bzdetach. CEO firmy interesuje się zaś głównie tym, żeby jak najbardziej poprawić swoje notowania u iluminatów, do których pragnie dołączyć. Połowa odcinków sprowadza się do psychoanalizy postaci neurotycznej i wycofanej Reagan, poprowadzonej w formie zbliżonej do tego, co mogliśmy oglądać w „BoJacku Horsemanie”. „Inside Job” czerpie z tego serialu również jeśli chodzi o szyderę z postaci z pierwszych stron gazet, przy czym pedał gazu zostaje tu jeszcze bardziej dociśnięty. 

Dowiadujemy się zatem, że Jeff Bezos jest jeszcze większym gnojem, niż w rzeczywistości, Zuckerberg i Oprah startują w zawodach, których zwycięzca zostaje przyjęty do iluminatów, Taylor Swift i Elżbieta II to kobiety-jaszczury, a Buzz Aldrin założył seks-kolonię na Księżycu. Nawet w warunkach amerykańskiej niemal nieograniczonej wolności słowa można się zastanowić, czy gdzieś tu nie zostanie wytoczony mały pozwik na miliony dolarów. Z drugiej strony, obrywa się też samemu Netflixowi choćby za wydanie takiej ilości pieniędzy za prawa do emisji „Friendsów”. Jednak jakby twórcy dodali, że ten popularny sitcom to gniot, to „Inside Job” pewnie trafiłby do kosza.

Może być ilustracją przedstawiającą 1 osoba i tekst „F G Cognito LAWN”
Jesteśmy poważnymi pracownikami, a to biuro jest poważne (Facebook)

Rick i Reagan

Z kolei z „Rickiem i Mortym” produkcję łączą przede wszystkim nieposkromione wodze wyobraźni, przy użyciu których twórcy prowadzą widzów przez kolejne odjechane settingi. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że ich najlepsze pomysły dorównują całkowicie tym „the best of” Justina Roilanda oraz Dana Harmona. W moim ulubionym odcinku serii bohaterowie zostają wysłani na tajną misję do miasteczka, które za pomocą specjalnych chemtrailsów zrzucanych przez Cognito Inc. utrzymywane jest w wiecznych latach 80. i jako takie stanowi rynek zbytu dla nieprzydatnych już dla firmy gadżetów.

Odcinek wydaje się być początkowo tylko kolejnym hołdem dla kultury tamtych lat. Kończy się on jednak morałem, że nostalgia za czasami przebrzmiałymi nie ma żadnego sensu. Jeden z mieszkańców miasta mówi, że chętnie wróciłby sobie do złotej epoki lat 50. Czasy, w których „kiedyś to było, wspominasz dobrze tylko dlatego, że nie bolały cię wtedy plecy. Cóż, „Rick i Morty” zostali ogołoceni z przynajmniej kilku dobrych pomysłów.

Nie sposób nie wspomnieć też o postaci ojca Reagan, Randy’ego Ridley’a, którego dubbinguje Christian Slater. Łączy on w sobie cechy granego przez tego aktora Mr. Robota z serialu o tym samym tytule (nawet kończy zdania identycznym zwrotem „kiddo”) oraz Ricka Sancheza właśnie. Manipulujący, podstarzały geniusz techniki z problemem alkoholowym, chociaż nie ma pistoletu mogącego tworzyć portale do dowolnego miejsca we wszechświecie, dodaje kolorytu drugiemu planowi serialu i pogłębia wątek głównej bohaterki. 

Włącz samodzielne myślenie. Nie czytaj tej recenzji, sprawdź sobie serial sam. Najlepiej w ogóle nic nie czytaj. (IMDB)

Płaskoziemcy dają jedną gwiazdkę

Serial, chociaż momentami porusza poważne tematy przemocy i nadużyć, ogląda się znacznie lżej od tych dwóch wymienionych. Brakuje odcinków potrafiących wkopać widza w fotel, po którym nie ma się ochoty na więcej. Mimo to poruszana lekką ręką tematyka seksu i narkotyków, jak również spora dawka naprawdę brutalnych scen sprawia, że serial nie nadaje się do puszczenia dzieciom. Należy też zwrócić uwagę, że tematyka teorii spiskowych stanowi raczej tło fabularne i ich badanie nie jest znaczącym elementem fabuły, aczkolwiek to i tak wystarczyło, by zarobić na festiwal kiepskich ocen od fanów filmów z żółtymi napisami.

Polecamy:

To póki co nie jest wielka produkcja, ale może się nią stać, jeśli twórcom uda się odciąć w pewien sposób od swoich źródeł inspiracji i wypracować swoją unikalną tożsamość. Ja akurat za wspomnianymi w niniejszym tekście produkcjami przepadam, ale jeśli „BoJack Horseman” czy „Rick i Morty” nie trafiają w czyjś gust, to niech nie traci swojego czasu na dwa solidne wieczory z „Inside Job”. Zresztą Alexowi Hirschowi udało się już raz rozbić bank z „Gravity Falls”, więc dlaczego miałby nie stworzyć kolejnego hitu?

Czytaj też:

Bartłomiej Król
Bartłomiej Król
Prawnik, publicysta, redaktor. Na TrueStory pisze głównie o polityce zagranicznej i kulturze, chociaż nie zamierza się w czymkolwiek ograniczać.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze