niedziela, 22 maja, 2022
Strona głównaLifestyleDzieci Neo #2: Użytek z wyobraźni

Dzieci Neo #2: Użytek z wyobraźni

Niedawno wpadł mi w ręce przewodnik po Warszawie „Visitor's Guide to the New Warsaw” Kevina Penrose’a, wydany w 1991 roku nakładem enigmatycznej oficyny „Fresh Air Publications”. Dwa lata po tym, kiedy Polska Rzeczpospolita Ludowa przeobraziła się na powrót w Rzeczpospolitą Polską, autor książki odmalował w niej stolicę państwa jako miejsce o świetlanej przyszłości, gdzie zmiana gospodarki na rynkową generuje multum możliwości dla tych, którzy chcieliby w Polsce osiedlać się, zakładać biznesy, a także projektować i budować.

„Jakby luksusowo. Przewodnik po architekturze Warszawy lat 90”., wyd. Narodowy Instytut Architektury i Urbanistyki, Warszawa 2021

Warszawa ostatniej dekady XX wieku była pełna marzeń i przestrzeni, w ramach której starano się je spełnić – także przy pomocy architektury. Jej syntezę – tego co planowano, co powstało oraz tego, co być może pozostanie po latach 90. – przeprowadziła Aleksandra Stępień-Dąbrowska w książce „Jakby Luksusowo”, wydanej w 2021 roku nakładem Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki.

Czarny Kot znika. Solpol zostaje?

Architektura lat 90. to niewdzięczny temat, ożywający w zestawieniach nieudanych realizacji albo dyskusjach o tym, czy burzyć (jak stołecznego Czarnego Kota – samowolę budowlaną powstałą w 1993 roku, z którą ostatecznie rozprawiono się pod koniec 2021 roku) czy oszczędzić (jak wrocławski Solpol, zrealizowany w 1993 roku według projektu pracowni architektonicznej Ar-5, prowadzonej przez Wojciecha Jarząbka, zaplanowany do wyburzenia w 2022 roku, którego rozbiórka spotkała się z wyraźnym sprzeciwem i apelami o objęcie budynku ochroną).

Obiekty wzniesione w ostatniej dekadzie XX wieku wzbudzają skrajne emocje, plasują się w szerokim rozkroku między antypatią, a ikonicznością – tym trudniej o ich wnikliwe obserwowanie, katalogowanie i opisywanie, i jest to wyzwanie, które podejmuje „Jakby Luksusowo”.

Czarny Kot – samowola budowlana rozebrana w 2021 r.. Warszawa, marzec 2017 r, źródło: mag. Fotopolska

Prawie setkę warszawskich obiektów architektury oglądać można w niej na fotografiach autorstwa Tomasza Kubaczyka, zerkać na ich metryczki, a i przy okazji, jak w prawdziwym przewodniku, przechadzać się z nią po Warszawie, bo książkę opatrzono mapą. Można też zastanowić się nad tym, dlaczego opinie o architekturze czasów transformacji są tak skrajne.

Rozległy wstęp autorki przybliża między innymi boom budowlany w mieście praktycznie bez zasad i planów rozwojowych, skutkujący przestrzennym nieładem, czy to, co motywowało architektów w pierwszych latach po 1989 roku – uwolnienie gospodarki oznaczające uwolnienie wyobraźni, nie bez braków materiałowych, skutkujące wszystkim tym, czym stoją dziś prawie trzydziestoletnie kompleksy biurowe, centra handlowe, grodzone osiedla, czy nowobogackie wille: często wyśmiewanymi dziś basztami, blankowaniami, bulajami, cokołami, frontonami, kopułami, piramidami, czy portykami.

Jacksonland nad Wisłą i „Mroczne Widmo” w multipleksie

Końcówka XX wieku obok swojej osobliwości objawiającej się w formie, to także opisywane w książce intrygujące zwyczaje i legendy, jak historia niezrealizowanego wesołego miasteczka na warszawskim Bemowie, które w 1997 roku obiecał Polakom Michael Jackson. „Brakuje nam czegoś rozrywkowego, jakiejś atrakcji dla dzieci i dorosłych, tam, gdzie mogliby się wspólnie bawić, spędzać czas. To nazywa się teraz parkiem tematycznym. Wiem, że pan Michael Jackson takie inwestycje na świecie robi, zachęcałem go bardzo do inwestowania w Warszawie. – mówił w maju 1997 roku prezydent Warszawy Marcin Święcicki, stojąc obok muzyka, który niespełna rok po koncercie na Bemowie przyjechał do stolicy Polski z obietnicą wybudowania w niej „Rodzinnego Parku Rozrywki”. W sprawie podpisano nawet wstępny list intencyjny.

„Wstępny list intencyjny pomiędzy Miastem Warszawą i Panem Michaelem Jacksonem”, Warszawa, maj 1997, źródło: TVN24

W ciekawostkowej konwencji książka przypomina też chociażby o ursynowskim multikinie – pierwszym stołecznym multipleksie otwartym w 1999 roku, którego działalność inaugurował seans filmu George’a Lucasa „Gwiezdne Wojny. Część I – Mroczne Widmo”.
Obok wspomnianej anegdotyczności, lata 90. w jawią się w publikacji jako okres egzotyczny, ale niepozbawiony aspiracji.

Nie tylko Solpol. Udane bryły Sądu Najwyższego i BUW-u

Na tle dyskusji o wrocławskim Solpolu, z warszawskiej książki Aleksandry Stępień-Dąbrowskiej, obok budynków kuriozalnych jak wspomniany Czarny Kot albo tych, które zestarzały się szybko jak zmodernizowany Dom Studencki Riviera (obecnie bardziej stelaż na wielkoformatowe reklamy, niż akademik, w którym „Cena pokoju jest zależna od położenia pokoju od ,,reklamy, bądź nie”. – cytat z cennika strony internetowej Politechniki Warszawskiej – przyp. aut.). Wyodrębnić można także i te bardziej udane: „ikony o z krótką datą ważności” jak Ilmet Tower, czy prawdziwe ikony transformacji, jak Budynek Sądu Najwyższego, czy Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego – obie według projektów Marka Budzyńskiego.

Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego, 1999, fot. Grażyna Jaworska, źródło: Gazeta Wyborcza

Architektura, która aspiruje.

Inwestujący w budynki: szefowa kapituły Business Clubu, najbogatszy Polak z rankingu „Wprostu”, „rodzina należąca wówczas do ścisłej czołówki najzamożniejszych Polaków”, czy należący do fundatorów Reform Plaza Vahap Toy – „tajemnicza postać, o której trudno dziś znaleźć wiarygodne informacje, choćby te wyjaśniające okoliczności opuszczenia przez niego Polski”;
zewnętrza budynków: kontrasty materiałów i faktur, wyrazista kolorystyka, elementy przyciągające uwagę (często przesadnie);
wnętrza budynków: wideofony, garaże podziemne, windy, sauny, siłownie, baseny, recepcje.

Tu jest jakby luksusowo – powiedzieć można o architekturze lat 90., przywołując cytat z filmu „Galimatias, czyli Kogel-Mogel 2” z 1989 roku. I rzeczywiście, architektura opisana w książce o tym samym tytule aspiruje do miana ekskluzywnej – przyciąga uwagę, przybliża użytkownikowi wyobrażany ze wschodu zachodni blichtr i przepych, jednak, no, nie do końca.

Czytaj także:

Jak pisze autorka we wstępie do publikacji: „(…) ten okres, jak żaden inny zachęca do czynienia użytku z wyobraźni”. Zachęca również do próbowania, doszukiwania się i przyglądania się mu – bez przesadnej nostalgii, czy bezlitosnej krytyki.

Polecamy:


Jacek Paśnikhttps://www.facebook.com/DzieciNeostrady/
Pisze i potyka się o płyty chodnikowe na blokowiskach. Publikował m.in. w "Popmodernie", "Stonerze Polskim", "Wizjach". Prowadzi stronę "Dzieci Neo".
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze

WordPress Cookie Plugin by Real Cookie Banner