środa, 17 kwietnia, 2024
Strona głównaPolitykaSobieskiego 100. Problem rosyjskich nieruchomości w Warszawie

Sobieskiego 100. Problem rosyjskich nieruchomości w Warszawie

Wczoraj w mediach pojawiły się informacje dotyczące tego, że Warszawa przejmuje tzw. „Szpiegowo”, czyli kompleks budynków położony przy ul. Sobieskiego 100. Operacja nie ma związku z trwającą inwazją Rosji na Ukrainę. Niektórzy podchwycili jednak temat, podnosząc go jako osiągnięcie Rafała Trzaskowskiego. Klasyczna egzekucja przez komornika może trwać latami, a problemem pozostają inne, zajmowane przez Rosjan wbrew prawu nieruchomości w stolicy. Widzimy co najmniej trzy inne metody: wjazd z buta, specustawa i wydalenie rosyjskich dyplomatów.

„Szpiegowo”, czyli budynek mieszkalny położony przy Sobieskiego 100 w Warszawie. Architektoniczna perełka i prawniczy koszmar (Fot. Google Maps)

Warszawa chce odzyskać Sobieskiego 100

Jak czytamy w stołecznej Wyborczej z 1.03: „– Mamy wyroki sądów wszystkich instancji. Jest wyznaczony komornik. Od czwartku, kiedy rozpoczęła się inwazja na Ukrainę, trwa tłumaczenie dokumentów, które trzeba dostarczyć stronie rosyjskiej. Do realizacji wyroków sądów potrzebujemy różnych dyplomatycznych klauzul i ich dostarczenia – mówi nam nieoficjalnie ważny urzędnik ratusza.”

I dalej ta sama postać mówi: „Władze miasta podjęły decyzję o przekazaniu tych budynków na potrzeby mieszkaniowe uchodźców z Ukrainy. Wzywamy ambasadę rosyjską do wydania tej nieruchomości. Urządzimy tam mieszkania dla ukraińskich rodzin, które są dotknięte konfliktem.” Prezydent miasta Rafał Trzaskowski potwierdził powyższe doniesienia na Twitterze.

Rosyjskie nieruchomości w Warszawie. O co chodzi?

Nie wnikając w szczegóły, Rosja od upadku PRL zajmuje, właściwie bezprawnie, szereg nieruchomości położonych w stolicy. Lokacje zostały przekazane ZSRR w 1978 roku w zamian za obiecane Polsce odpowiedniki w Moskwie (nigdy nieprzekazane). Dokumenty dotyczące transakcji zaginęły dawno temu i nie wiadomo nawet, czy całość odbyła się w zgodzie z ówczesnym prawem.

Przykłady to chociażby kamienica na Szucha 8, rosyjski ośrodek nauki i kultury na Belwederskiej 25 czy kompleks bloków na Sobieskiego 100. Rosjanie wykorzystują część swoich posiadłości komercyjnie, ale jednocześnie podnoszą, że mają one charakter placówek dyplomatycznych – co pozostaje ze sobą w prawnej sprzeczności.

„Szpiegowo”, czyli właśnie budynki przy Sobieskiego 100, stanowią architektoniczną perełkę w nurcie modernizmu. Oficjalnie mieli mieszkać tam rosyjscy pracownicy ambasady, ci jednak oficjalnie wynieśli się w 1989 roku po upadku PRL. Budynek pozostaje od tego czasu zamknięty, otoczony płotem i drutem kolczastym.

Miejscy odkrywcy, którzy dostawali się jeszcze niedawno do środka, znajdowali jednak gazety nawet z 2005 r., według nich budynku w dalszym ciągu działało też światło. Nie wiadomo, czy już w wolnej Polsce z nieruchomości korzystali rosyjscy szpiedzy, polscy mafiosi, a może to w ogóle jedna i ta sama grupa. Z pewnością w latach 90. w budynku działał jeszcze nocny klub, do którego wejść mogli tylko „kumaci”.

Fot. Google Maps

Sądy? Nic nie mogą. Rozmowy? Nic nie dają

Polskie sądy od lat wydają wyroki przeciwko Rosjanom. I tak władze Warszawy dysponują nie tylko wyrokiem nakazującym zwrot „Szpiegowa”, ale także orzeczeniami, zgodnie z treścią których Rosja ma zapłacić polskiemu Skarbowi Państwa wielomilionowe kwoty tytułem bezumownego korzystania z nieruchomości. Moskwa oczywiście ignoruje nakazy, nie płaci ani grosza, zaś zgodnie z prawem międzynarodowym placówki dyplomatyczne są chronione i nie podlegają fizycznemu zajęciu. Nie przeszkadza to Rosjanom wynajmować chociażby kamienicy przy Szucha 8, w której znajdują się między innymi kancelaria notarialna czy salon kosmetyczny.

Rozmowy z Rosjanami w przedmiocie rozwiązania problemu „Szpiegowa” i innych nieruchomości wyglądały tak jak zazwyczaj, gdy nie chcesz od nich czegoś kupić – czyli nijak. Do ostatniej rundy miało dojść rzekomo w Moskwie w 2019 r. i nic one nie dały. Dlatego dobrze, że Warszawa mając w garści tytuł wykonawczy postanowiła zadziałać. Tak się jednak składa, że egzekucje z nieruchomości w Polsce toczą się całymi latami w sprawach najbardziej trywialnych. Sprawa z elementem międzynarodowym, i to przeciwko Rosji, może być opóźniana właściwie do woli. Dlatego może warto zastanowić się nad lepszym rozwiązaniem.

Zdjęcie
Fragment ostatniego wywiadu z ambasadorem Rosji, Siergiejem Andrejewem, opublikowanym przez tygodnik „Sieci”.
W niektórych grach strategicznych, np. w Europie Universalis, dyplomaci i szpiedzy to te same osoby (Fot. Twitter)

Sobieskiego 100. Trudne czasy wymagają niełatwych rozwiązań

Pierwszym, najbardziej oczywistym sposobem byłoby podjechanie na Sobieskiego 100 wozem ABW, wyważenie taranem bramy i zajęcie nieruchomości w ramach operacji antyszpiegowskiej, a potem tylko zastanowienie się, czy rosyjskie noty protestacyjne spuszczamy w kiblu czy wrzucamy do niszczarki. Patryk Vega miałby kozacki materiał do swojego następnego filmu.

Innym rozwiązaniem, nieco bardziej zgodnym z prawem, byłoby sporządzenie i uchwalenie specustawy, która wywłaszczyłaby Rosję ze wszystkich zajmowanych przez nią budynków. Należałoby ustalić, zgodnie z Konstytucją, odszkodowanie w wysokości mniej więcej tej kwoty, którą Moskwa wisi Polsce za bezprawne używanie od lat 70., a następnie obie kwoty ze sobą potrącić – i da swidania.

Czytaj również:

Najbardziej radykalną możliwością byłoby to, o czym przebąkuje się od początku wojny, a we wtorek w pojawiły się nieoficjalne informacje, że może do tego faktycznie dojść – to jest do zerwania stosunków dyplomatycznych z Rosją. Wiceszef MSZ Paweł Jabłoński powiedział w Radiu Wnet, że Polska nie ma dziś z Rosją relacji, które pozwalają na osiąganie celów metodami dyplomatycznymi, do takiego działania głośno nawołuje też poseł PiS Bartosz Kownacki.

Wyrzucenie precz rosyjskiego ambasadora Siergieja Andrejewa umożliwiłoby nie tylko proste przejęcie nieruchomości zajmowanych bezprawnie przez Rosjan, ale także odzyskanie obecnego terenu ambasady FR przy Belwederskiej 49, przedwojennego pałacyku Edwarda Rydza-Śmigłego. Gdyby pan ambasador chciał kiedyś wrócić, to przy okazji możemy też przekazać, że zasługuje na kontener przy wyjeździe na A2, a nie na pałac w sercu Warszawy.

Polecamy:

Bartłomiej Król
Bartłomiej Król
Prawnik, publicysta, redaktor. Na TrueStory pisze głównie o polityce zagranicznej i kulturze, chociaż nie zamierza się w czymkolwiek ograniczać.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze