czwartek, 28 września, 2023
Strona głównaSzkołaDopóki WF się nie zmieni, dzieci nie będą go lubić

Dopóki WF się nie zmieni, dzieci nie będą go lubić

Według raportu Światowej Organizacji Zdrowia nadwagę i otyłość odnotowano u 32% polskich dzieci w wieku od 7 do 9 lat. Choć przyczyn tego stanu należy upatrywać się w wielu czynnikach takich jak choćby duże spożycie cukrów czy siedzący tryb życia, nie ulega wątpliwości, że uprawianie sportu jest w stanie pomóc w zwalczaniu tej przypadłości. Problem w tym, że obecne lekcje wychowania fizycznego potrafią zdemotywować ucznia. Istnieją cztery tego główne powody.

Fot. Wikimedia

Ogólnie rzecz biorąc, odpowiedzialności za otyłość dziecka nie można zrzucać wyłącznie na szkołę. Pamiętajmy, że taki młody człowiek jest zależny od wielu środowisk, w tym choćby rodziny i grupy rówieśniczej. Lecz jednocześnie placówki edukacyjne powinny niejako zaszczepić w uczniu zainteresowanie poszczególnymi gałęziami naukowymi czy sportem właśnie. I nawet przy dużym talencie małoletniego brak zaangażowania ze strony nauczyciela najzwyczajniej w świecie zniechęci go do podjęcia jakiegokolwiek wysiłku.

Moim zdaniem wychowanie fizyczne w polskich szkołach ustępuje wyłącznie edukacji seksualnej – bo WF jako zajęcia przynajmniej obligatoryjnie się odbywają. Problemy z wychowaniem fizycznym wynikają jednakże z wielu czynników, którym postanowiłem się przyjrzeć zarówno z perspektywy współczesnych dzieciaków jak i swojej własnej. Bo wiele rzeczy nie uległo w ciągu tych kilkunastu lat diametralnym zmianom.

1. „Sali nie ma, ale pobiegamy naokoło szkoły”

Czynnik braku możliwości wydania konkretnej sumy pieniędzy na organizację wychowania fizycznego jawi się jako czysto ekonomiczny, ale pociąga za sobą kolejne niedogodności. Szkoły cierpią niestety na infrastrukturalny chaos, który powoduje, że ćwiczenia czy gry zespołowe niekiedy organizowane są na korytarzach. Czyli – jakby nie patrzeć – w miejscach kompletnie nieprzeznaczonych do takiej aktywności. Nawet jeśli placówka dysponuje już odpowiednią salą gimnastyczną, może się okazać, że jednocześnie zajęcia mają tam dwie, a może i nawet trzy klasy. Dochodzi zatem do wydzielania granic, jakby dokonywano czwartych rozbiorów, chcąc zagarnąć jak najwięcej.

Pamiętam, że u mnie problem braku dostępności salek powodował, że kazano nam biegać po jakichś zaroślach. Ogólnie idea sportu na świeżym powietrzu to świetna sprawa, jednak nie wtedy, kiedy wynika to z ułomności systemu, a wy ćwiczycie na zewnątrz, bo nigdzie indziej nie ma miejsca. Koleżanka opowiadała mi kiedyś, że podczas WF-u w okolicznej szkole katolickiej zdarzało się nawet ćwiczyć zaraz obok cmentarza, a piłka często wpadała pomiędzy nagrobki.

Brak źródeł dofinansowania to także brak pryszniców. U mnie z tym bywało różnie, lecz mogę się tylko domyślić, że nie każda szkoła nimi dysponuje. Pół biedy, jeśli WF akurat stanowi koniec waszych zajęć i możecie śmigać do domu, lecz prawdziwy problem pojawia się, kiedy lekcje te umieszczają wam na początku lub w środku planu. Spoceni po wysiłku nie macie się gdzie umyć, a to jest bardzo niekomfortowe.

2. „Macie piłkę i grajcie”

Wuefista to ktoś, kto powinien zachęcać nas do sportu, zarażać pasją i pokazywać korzyści płynące z aktywności fizycznej. Co jednak w przypadku, kiedy rola nauczyciela wychowania fizycznego sprowadza się jedynie do komendy „macie piłkę i grajcie”? On sam siada sobie na trybunach i przegląda telefon, jakby znajdował się na tym stanowisku za karę. I tak dzieje się ustawicznie.

Osoby dorosłe stanowią dla dzieci wzór do naśladowania. Po co angażować się w jakąkolwiek grę, skoro nauczyciela w ogóle to nie interesuje? Jednemu mojemu wuefiście, który słynął z takiego podejścia, na urodziny kupiono składane krzesło, żeby już zawsze miał na czym siedzieć. Wydaje mi się, że wuefiści niekiedy mają jakiś kompleks w stosunku do innych nauczycieli. Być może czują się gorzej traktowani od biologów, polonistów czy matematyków, ale nie ma co ukrywać – ich przedmiot posiada trochę inną rangę niż te maturalne. Głównym celem WF-u jest wypracowanie zdrowych nawyków i zaszczepienie regularności w uprawianiu sportu.

Pamięta ktoś jeszcze Losux, czyli wiekowy już komiks internetowy?

3. „Gracie w to, w co ja chcę, żebyście grali”

Jednym z największych problemów jest brak jakiejkolwiek możliwości wyboru tego, co właściwie chcemy robić na WF-ie. Zazwyczaj zależy to od upodobań samego trenera. W gimnazjum miałem nauczyciela, który wręcz katował nas piłką nożną. Ze względu na duże podobieństwo do obecnego Prokuratora Generalnego, przezywano go nazwiskiem właśnie tej osobistości. „Haratanie w gałę” stanowiło około 90% wszystkich dyscyplin z małymi przerwami na koszykówkę, unihokeja, palanta i kilka innych gier zespołowych. Zawsze lubiłem siatkówkę, więc po prostu na tych zajęciach się wyłączałem, bo nie było w nich nic ciekawego.

Nauczyciel ten kiedyś mnie skrytykował. Twierdził, że muszę interesować się piłką nożną, ponieważ każdy NORMALNY chłopak w moim wieku się nią interesuje. No więc pozostałem nienormalny po dziś dzień.

W liceum z kolei nadeszła siatkówka. Wydawać by się mogło, że to fajna opcja, w końcu przyznałem, że lubiłem tę grę. Problem w tym, że znowuż nie przewidziano żadnych alternatyw i znużeni ciągle staliśmy pod tą siatką, machinalnie odbijając piłkę na każdych zajęciach.

Brak różnorodności naprawdę może wypaczyć postrzeganie sportu. Dlatego też według mnie najlepszym modelem byłby ten przyjęty przez uczelnie, gdzie sam wybierasz sobie to, co najbardziej cię interesuje. Lubisz pływać? Idziesz na basen. Chcesz podnosić ciężary? Zapisujesz się na siłownię. A może chciałbyś się trochę poruszać podczas pilatesu? I to wszystko przy możliwości wypróbowania wielu opcji, gdyż wiadomym jest dla mnie, że najpierw trzeba się z czymś zapoznać, aby potem ostatecznie ocenić, czy ci to pasuje. Po to zresztą powstała między innymi instytucja szkoły – aby pomóc w odnajdywaniu swoich mocnych stron.

4. „Nauczcie się stać na głowie w 45 minut”

Wiele osób może się ze mną nie zgodzić, ale nie powinno się moim zdaniem stawiać ocen podczas wychowania fizycznego. Stopień końcowy wynikałby wyłącznie z frekwencji danego ucznia. Ocenianie dzieci pod względem ich osiągów fizycznych nie jest sprawiedliwe. Niektóre osoby będą posiadać najzwyczajniej w świecie lepsze predyspozycje do uprawiania pewnych dyscyplin.

Podczas mojej edukacji w ramach wychowania fizycznego realizowano wiele egzaminów, w których zawsze te same osoby nie były w stanie sobie poradzić. W podstawówce nawet kazali zakupić nam specjalną książeczkę ze sprawnościami, gdzie przyklejano nam naklejki zielone, żółte i czerwone (te ostatnie oznaczały, że poszło nam najgorzej). Nauczyciel zakładał, że stania na głowie czy dwutaktu spokojnie jesteśmy w stanie nauczyć się w domu, a przecież nie każdy posiadał do tego przestrzeń.

Zresztą odwołajmy się do wspomnianego na początku przykładu dzieci otyłych. Nie są one przyzwyczajone do zabaw ruchowych, więc dopiero trzeba u nich wypracować zdrowe nawyki. Ale jeśli ciągle będą one przegrywać z każdym innym uczniem w każdym możliwym sporcie, to efekt będzie zupełnie odwrotny. Zwłaszcza przy wystawianiu niskich ocen. To trochę tak, jakbyśmy śmiali się z osoby otyłej, która poszła na siłownię – ale przecież ona się stara, prawda? Musi przejść dłuższą drogę, żeby uzyskać dobre efekty. Wiele dzieci czuje lęk i wstyd, natomiast surowe ocenianie tylko nasila to poczucie.

WF. Warto coś zmienić

Tak naprawdę wychowanie fizyczne polubiłem dopiero na studiach. Mogłem tam robić dokładnie to, co wchodziło w zakres moich zainteresowań. Jednocześnie uważam, że sama idea WF-u podczas nauki na uczelni to dość dziwaczna koncepcja. Chodzi mi o to, że – jakby nie patrzeć – jesteśmy już wtedy dorosłymi ludźmi i sami podejmujemy decyzje w kwestii naszej aktywności fizycznej. Nie mówię tu oczywiście o studentach AWF czy na przykład przyszłych marynarzach.

Nie chcę jednakże wrzucać absolutnie wszystkich szkół i wuefistów do jednego wora. W liceum, gdzie trenerzy regularnie się zmieniali, mieliśmy na przykład nauczyciela, który pokazał nam, jak grać w golfa. Bez ocen i bez zrobienia potem egzaminu. Po prostu, abyśmy zaciekawili się tą dyscypliną. Takie podejście właśnie preferuję.

Czytaj także:

Sebastian Jadowski-Szreder
Sebastian Jadowski-Szrederhttps://www.jadowskiszreder.pl/
Youtuber i pisarz, twórca zbioru opowiadań "Incydenty Antoniego Zapałki", hobbystycznie zbieracz filmów i pasjonat horrorów, a także starych gier. Główną sferą jego zainteresowań jest popkultura z wyraźnym zaakcentowaniem elementów retro.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze