poniedziałek, 26 września, 2022
Strona głównaPolitykaDezercja czy ludobójstwo - rosyjscy żołnierze przed tragicznym wyborem 

Dezercja czy ludobójstwo – rosyjscy żołnierze przed tragicznym wyborem 

Rosyjscy żołnierze związani klęczą przed Ukraińcami - takie zdjęcia bez trudu można znaleźć w sieci. Trafiają tam też nagrania z ich udziałem - obrońcy każą im powtarzać obelgi w kierunku Władimira Putina oraz przyznawać, że rosyjski przywódca jest szaleńcem. Słowa o tym, że boją się zarówno powrotu do domu, jak o los swoich rodzin, brzmią bardziej wiarygodnie.

Dmitrij Michałowicz Astachow przepraszał Ukraińców za atak na ich kraj i twierdzi, że jest gotów ponieść karę za to, co zrobił (fot. youtube/Wojskowa Telewizja Ukrainy)

Ukraińskie MON donosi, że tamtejsza armia zniszczyła już 290 czołgów, 46 samolotów, 68 śmigłowców i tysiąc wozów bojowych Rosji. Prawdziwe wrażenie robi jednak liczba zabitych wrogów – przeszło 11 tysięcy. Choć to dane trudne do weryfikacji, to pokazują, że z „wojny błyskawicznej”, na którą liczył Władimir Putin, wyszły nici. Rosjanie licznie trafiają też do niewoli.

Rosyjska inwazja bez zapasów paliwa

Jeszcze w lutym ukraińskie media informowały o wielu żołnierzach najeźdźcy, którzy utknęli na tamtejszych bezdrożach bez paliwa. Inni mieli specjalnie opróżniać baki swoich pojazdów, by móc zameldować dowództwu, że nie są w stanie kontynuować misji. Opuszczone wozy bojowe często padają łupem ludności cywilnej, a ukraiński urząd skarbowy ogłosił nawet, że „zdobyczny” sprzęt wojskowy nie będzie musiał być zgłaszany jako majątek do opodatkowania.

Rosyjscy żołnierze często poddają się obrońcom, wszystko wskazuje też, że są przez nich dobrze traktowani. Z drugiej strony, co oczywiste wykorzystywani przez ukraińską propagandę wojenną – poza wspomnianymi wyżej nagraniami, pokonani najeźdźcy występują często na konferencjach prasowych, na których przepraszają Ukraińców za inwazję i tłumaczą, że zostali zmanipulowani przez rosyjską propagandę.

Rosyjscy żołnierze zapewniają, że żaden z nich nie chciał walczyć w Ukrainie, a rozkazy wykonują ze strachu przed dowódcami. Największe wrażenie robi wypowiedź pojmanego, który przedstawił się jako policjant specjalnych oddziałów szybkiego reagowania (SOBR) z obwodu kerczeńskiego. Dmitrij Michałowicz Astachow zdradził, że w styczniu trafił do Smoleńska, skąd został przerzucony do białoruskiego Homla, niedaleko granicy z Ukrainą.

Dmitrij Astachow. Dobry aktor czy skruszony najeźdźca?

Podpułkownik tłumaczył, że żołnierzom do samego końca wmawiano, że uczestniczą w ćwiczeniach. Równolegle dowódcy przekonywali ich, że ukraińskie miasta są jest opanowane przez faszystowski reżim. Wielu z nich spodziewało się, że cywile będą ich witać jak wyzwolicieli. To może wyjaśniać idiotyczne z naszej perspektywy przykłady zachowania rosyjskich żołnierzy, którzy prosili Ukraińców o paliwo.

– Nie wiem, po co to robimy. Wiedzieliśmy bardzo niewiele. Oczywiście, to, co mówiło dowództwo, budziło wątpliwości wielu z nas. Mamy internet, mieliśmy informacje z innych źródeł. Mogliśmy lepiej używać rozumu i nie lekceważyć tych sygnałów, ale tak było łatwiej – mówił Astachow na konferencji zorganizowanej przez ukraińskie siły zbrojne. Policjant zapewniał, że nie był zmuszony do swojego wystąpienia.

Albo Ukrainie trafił się zdolny aktor, albo Astachow mówi prawdę, która rzuca światło na to, w jak trudnej sytuacji znaleźli się rosyjscy żołnierze. Brak informacji powoduje, że rzuceni na terytorium Ukrainy mają problem z komunikacją i aprowizacją. Opór cywilów i bardzo duże straty fatalnie wpływają na morale. Wielu z nich dezerteruje, choć grozi za to 10 lat więzienia.

Dezercja albo ludobójstwo – tragiczny dylemat rosyjskich żołnierzy

– Nie mam słów, by przeprosić Ukraińców za to, co im zrobiliśmy. Ja i moi koledzy jesteśmy gotowi na więzienie, czy na cokolwiek zasługujemy. Mam tylko nadzieję, że okażecie litość tym, którzy przyjdą do was z podniesionymi rękoma (…) zapewniam, że żaden z nas nie chce zabijać Ukraińców. Czy tutaj, czy w Rosji. Zapytajcie, może trafi się jeden idiota. Większość z nas wstydzi się tego, że tu jesteśmy – mówił Astachow.

Pojmany oficer policji ma nadzieję, że on, jak i jemu podobni będą mieli szansę na powrót do Rosji, by powiedzieć swoim bliskim, jak naprawdę wygląda wojna z Ukrainą. – Oni nie wiedzą, co tu się dzieje, często nie mają żadnej alternatywy poza mediami państwowymi. Są ofiarami ciągłego prania mózgów – powiedział Astachow, który zwrócił się też do rosyjskich żołnierzy, by wykazali się odwagą i sprzeciwiali się dowódcom. – Wiem, że to nie jest łatwe, ale to, co tu robimy, to ludobójstwo – dodał.

Polecamy:

Niezależnie od tego czy apel Astachowa dotrze do któregoś z rosyjskich żołnierzy, ich sytuacja jest nie do pozazdroszczenia. Z jednej strony każe się im bić w wojnie, która na dłuższą metę jest do wygrania, strzelać do cywilnych celów i zabijać niewinnych ludzi. Z drugiej, w razie dezercji lub oporu czeka ich długoletnie więzienie i status zdrajcy. No, chyba że w nowej Rosji ktoś uzna, że należy im się amnestia.

Czytaj też:

Maciej Deja
Wyrobnik-dyletant, editor in-chief w trzyosobowym zespole TrueStory.pl. Wcześniej w redakcjach: Salon24.pl, FAKT24.PL, Wirtualna Polska, Agencja AIP, iGol.pl.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze