czwartek, 6 października, 2022
Strona głównaHistoriaWojna w Ukrainie i powrót teorii o zamachu w Smoleńsku

Wojna w Ukrainie i powrót teorii o zamachu w Smoleńsku

Katastrofa smoleńska zyskuje w obliczu inwazji Rosji na Ukrainę kolejne życie. A właściwie hipotezy o zamachu, którego ofiarami mieli paść pasażerowie Tu-154M. Czy sprawa jest cynicznie wykorzystywana przez władze w Kijowie, by utrzymać maksymalne wsparcie ze strony rządu PiS, partii od niemal 12 lat budowanej na micie zamachu?

Władimir Putin musi być wzruszony za każdym razem, gdy myśli o Smoleńsku. Nie musiał zrobić niemal nic, by polskie społeczeństwo i klasa polityczna podzieliły się na lata (fot. youtube)

Wraz z biegiem lat słowo „Smoleńsk” zaczęło tracić wymiar tajemnicy i kontrowersji. Zarówno wierzący w zamach, jak i ci przekonani o błędzie pilotów czy naciskach na lądowanie w niesprzyjających warunkach okopali się na swoich pozycjach. Jedni uważają drugich za oszołomów, drudzy pierwszych – za zdrajców. Podział był klarowny, a ci, którzy próbowali niuansować, spotykali się – jak to symetryści – z agresją obu stron.

Zamach w Smoleńsku. Frakcja „oszołomów” dostała tlenu

Ostatnio frakcja „oszołomów” uzyskała jednak potężne wsparcie. Symbol walki o wolność Ukrainy, idealny przywódca czasu wojny, podziwiany przez niemal cały świat Wołodymyr Zełenski, mocno zamieszał w ustawionym na środku polskiego podwórka kociołku z napisem „Smoleńsk”. Prezydent Ukrainy za pośrednictwem wideorozmowy uczestniczył w połączonym posiedzeniu obu izb polskiego parlamentu, w trakcie którego wypowiedział następujące słowa:

– Pamiętamy straszną tragedię w Smoleńsku z 2010 roku. Pamiętamy, jak były badane okoliczności tej katastrofy. Wiemy, co to oznaczało dla was i co oznaczało dla was milczenie tych, którzy wszystko dokładnie wiedzieli, ale cały czas oglądali się jeszcze na naszego sąsiada – usłyszeli polscy parlamentarzyści, a z ław zajętych przez tych z większości rządowej posypały się brawa.

Podobno jednak nie wszyscy usłyszeli. Grzegorz Schetyna przekonywał na antenie RMF FM, że nie za bardzo zrozumiał, o co chodziło Zełenskiemu, a inni politycy PO unikali tego tematu jak ognia. „Wprost” donosił, że słowa prezydenta Ukrainy o katastrofie smoleńskiej wywołały w tej partii oburzenie. Według rozmówców gazety, lider Platformy Donald Tusk był na tyle „niemile zaskoczony” słowami Zełenskiego, że nie zdecydował się na komentarz dla dziennikarzy w Sejmie po jego przemówieniu.

Zamach w Smoleńsku. Frakcja „zdrajców” dostała mindfucka

W redakcjach polskich mediów, piejących z zachwytu nad prezydentem Ukrainy, zapanowała konsternacja. To jak, dalej spijamy każde słowo z jego ust, czy jednak trzymamy się starej instrukcji, według której od teorii o zamachu w Smoleńsku należy się wyraźnie dystansować? NaTemat wybrało tę drugą opcję, pozostałe media frakcji „zdrajców” temat przemilczały, media środka zrelacjonowały sucho, a media i medialne gwiazdy od „oszołomów” przeżywały swoje 5 minut.

O co chodziło Zełenskiemu? Bez wątpienia to było kolejne ze świetnie przygotowanych przemówień prezydenta Ukrainy, obliczone na wywarcie jak największego wrażenia na audytorium. W Knessecie porównywał agresję Rosji do holokaustu, w Bundestagu mówił o powtórce z II wojny światowej i burzeniu muru, a w amerykańskim kongresie o 11 września. Decyzja o tym, by rządzącym Polską politykom PiS zagrać na strunie smoleńskiej, musiała być przemyślana.

Według części komentatorów efektem miało być nie tylko na maksymalne wsparcie ze strony polskiego rządu, ale też na osobiste zaangażowanie Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS w towarzystwie premierów trzech państw udał się wkrótce później pociągiem do Kijowa, ale zachował się tak, jak ma to w zwyczaju w Polsce – nie licząc się ze zdaniem innych. 

Smoleńsk. Jarosław Kaczyński już wie, co się stało

Od jego słów o ustanowieniu w Ukrainie misji pokojowej NATO Zełenski mocno się zdystansował, a i sam Sojusz nie potraktował ich poważnie. Sam Kaczyński w piątkowej audycji w publicznym Radiu 24 wydawał się zawiedziony takim obrotem spraw. – Wobec tego chętnie usłyszę jakiś inny projekt. Ale taki, który prowadzi do pokoju w możliwie krótkim czasie, który daje szansę Ukrainie – powiedział prezes PiS.

Kaczyński w tej samej rozmowie nawiązał też do swojej wypowiedzi udzielonej mediom należącym do Orlenu: „pierwszy raz po zapoznaniu się z różnymi dokumentami mogę powiedzieć, że ma wyjaśnienie całości”. Chodzi oczywiści o Smoleńsk. Prezes PiS sprecyzował w radiu, że chodzi o szczegóły techniczne dotyczące „zbrodni i zamachu”, które do tej pory były jego osobistym przekonaniem, a teraz znalazł ich potwierdzenie.

***

Wiara w to, że w Smoleńsku doszło do zamachu, od początku była w Ukrainie, ale też w Gruzji czy Czeczenii jeszcze większa niż w Polsce. Obecnie to już tam właściwie wersja oficjalna. Putin zabił Litwinienkę i Niemcowa, próbował zabić Skripala i Nawalnego, bombardował Gruzję, Czeczenię, cywilne samoloty nad Donbasem, a obecnie – nie mogąc wygrać z ukraińską armią – eksterminuje ludność cywilną. Co miałoby więc powstrzymać go przed likwidacją polskich elit?

Z perspektywy ponad dekady można ostrożnie stwierdzić, że prezydencki samolot Tu-154M z 96 osobami na pokładzie nie rozbiłby się, gdyby nie błędne komunikaty rosyjskich kontrolerów. Zaniechania ze strony polityków sprawiły, że całkowitą kontrolę nad śledztwem przejęła Rosja. A powołanie po latach osoby pokroju Antoniego Macierewicza do kierowania pracami nad wyjaśnienia tego, co stało się pod Smoleńskiem, w żaden sposób – mówiąc delikatnie – nas do tego nie przybliża.

Polecamy:

Maciej Deja
Wyrobnik-dyletant, editor in-chief w trzyosobowym zespole TrueStory.pl. Wcześniej w redakcjach: Salon24.pl, FAKT24.PL, Wirtualna Polska, Agencja AIP, iGol.pl.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze