wtorek, 18 czerwca, 2024
Strona głównaPolitykaWojna w Ukrainie. Co się dzieje z Łukaszenką?

Wojna w Ukrainie. Co się dzieje z Łukaszenką?

Gdy wracamy do naszych tekstów z lutego i początków marca, to pojawia się w nich oczekiwanie na spodziewane wkroczenie białoruskich wojsk na Ukrainę. Wszystko wskazywało na to, że Łukaszenka nie tylko pozwoli na bazowanie armii Federacji Rosyjskiej na swoim terytorium, ale też skieruje na wojnę kilkadziesiąt tysięcy swoich żołnierzy. Nie dość, że nic takiego nie nastąpiło, to białoruski dyktator obecnie ciepło wypowiada się… o wojsku Ukrainy. Czy pozostaje nadal lojalny wobec Putina?

Jeszcze dwa miesiące temu czekaliśmy na jego atak. Dzisiaj chwali Ukraińców (Fot. domena publiczna)

Aleksandr Łukaszenka. Białoruski atak na Ukrainę nie nastąpił

Nie da się ukryć, że plan był zupełnie inny. Wojsko rosyjskie miało w kilka dni zająć Kijów i wprowadzić na terytorium Ukrainy rząd marionetkowy. To nie wypaliło, a blitzkrieg szybko zamienił się pod ukraińską stolicą w walki pozycyjne. Przez cały marzec trwała próba sił, a my zastanawialiśmy się nie czy Łukaszenka zaatakuje, a kiedy to nastąpi.

Nieznany był rozmiar armii białoruskiej zdolnej do walk – ale nawet te kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy, obiecanych zresztą Rosji, mogłoby zrobić różnicę w starciach w worku pod Gostomelem. Rozważany był także wariant, w którym Białoruś zaatakowałaby zachód Ukrainy w kierunku Łucka i Równego celem odcięcia Ukrainy od chociaż części dróg zaopatrzeniowych z Polski. Nic takiego także nie miało miejsca.

Pojawiły się donosy, rozpowszechniane przez otoczenie liderki białoruskiej opozycji Swietłany Cichanouskiej, że morale w siłach zbrojnych kraju jest ujemne. Wojskowi, z szefem sztabu generalnego białoruskiej armii na czele, mieli masowo rezygnować ze stanowisk, zgłaszać się po zwolnienia albo po prostu dezerterować. Chodziło oczywiście o sprzeciw w udziale w agresji zbrojnej.

Dziś przeciwko Putinowi, jutro przeciwko Łukaszence?

W pierwszym tygodniu marca armia ulokowana wcześniej wraz z Rosjanami w przygranicznych obozach, została cofnięta do macierzystych jednostek. Zamiast tego wiele osób przedostało się na terytorium Ukrainy i zgłosiło jako ochotnicy do walki przeciwko Rosji. Gdy na początku kwietnia Rosjanie wycofali się z całej północy, możliwość wykorzystania wojsk białoruskich zdezaktualizowała się.

Czy prezydent Białorusi chciał zaatakować, ale bał się buntu i przejęcia kontroli nad jego armią przez Rosjan? Tak w marcu twierdził doradca Cichanouskiej Franak Wiaczorka. Wprowadzenie do białoruskich wojsk rosyjskich oficerów, które byłoby konieczne w obliczu fal dezercji i rezygnacji, sprawiłoby, że pod Łukaszenką zacząłby się trząść jedyny fundament, na którym obecnie opiera się resztka jego niezależności. To w końcu lojalność oficerów, w tym sił wewnętrznych, pozwoliła mu utrzymać się na stołku po masowych protestach w 2020 r.

Łukaszenka chwali armię Ukrainy i mówi, że specoperacja nie idzie

A co się dzieje teraz? Portal Liveuamap.com opublikował nagranie, na którym Łukaszenka chwali armię Ukrainy. Pozytywnie wypowiada się o taktyce opartej na mobilnych ugrupowaniach wojsk i twierdzi, że jego dowódcy powinni uczyć się od ukraińskich odpowiedników. Kwestionuje też rosyjskie plany. O ile Putin i jego przydupasy nadal powtarzają, że wszystko idzie zgodnie z pierwotną koncepcją, to białoruski dyktator wprost twierdzi, że „specoperacja” się przedłuża, i wcale nie jest tak kolorowo, jak chciałby jego kremlowski mocodawca.

Ukraińcy? Super chłopaki.

Po sieci krążą też filmiki z białoruskimi czołgami relokowanymi w różne miejsca kraju – tak, jak gdyby dyktator udawał, że jego armia robi coś istotnego i dlatego nie może walczyć. Jeszcze w styczniu Rosjanie pomagali Kazachom tłumić antyrządową rewoltę, więc wydawało się warto na nich stawiać, ale obecnie ich armia i służby kompromitują się raz za razem. Czyżby Łukaszenka widział, w jakim złym stanie znajduje się Rosja, rozważył jednak skutki sankcji i próbował powrócić do polityki balansowania między Kremlem a Zachodem, która udawała mu się przez poprzednie 25 lat rządów?

To nie wydaje się możliwe tak długo, jak rosyjska armia pozostanie na Białorusi i będzie gotowa do działania operacyjnego. Jak Aleksander fiknie, to jest szansa, że zniknie. Być może jednak co innego zdarzy się, gdyby Łukaszenka poczuł, że Putin nie zagraża mu już militarnie. Póki co większość wojsk lądowych Rosji relokowano do Donbasu, ale w kraju z pewnością pozostaje lotnictwo i siły rakietowe, kontynuujące jeśli nie działania ofensywne, to na pewno nękające Ukrainę. Znając Rosję, w ślad za regularną armią przybyło także tysiące agentów FSB.

Czytaj także:

Nie dalej jak wczoraj rosyjskie samoloty startujące z białoruskich lotnisk zbombardowały cele w okolicach Lwowa. Oszacowano zresztą, że w od początku inwazji z terytorium Białorusi wystrzelono nie mniej niż 630 rakiet. Można też dowolnie zbierać wypowiedzi białoruskich dygnitarzy nie świadczące o żadnej zmianie kursu. I tak, według niektórych, Mińsk obecnie szykuje się do operacji obronnej na granicy z Ukrainą, która razem z NATO gromadzi żołnierzy i sprzęt, a której celem jest pełnoskalowa hybrydowa (bo to się w ogóle nie wyklucza) agresja przeciwko Białorusi i Rosji.

Pamiętajmy w tym wszystkim, że to ambicją Łukaszenki było kiedyś przejęcie kontroli nad Moskwą poprzez stanięcie na czele Związku Białorusi i Rosji. Rządzi on dłużej od Putina i doskonale pamięta czasy, kiedy o tym drugim nikt jeszcze nie słyszał. Obecny rok pokazał, że polityczna pamięć dyktatorów sięga bardzo głęboko i możemy się założyć, że jeśli Rosja zacznie się na poważnie sypać, to Białoruś jednak zrobi woltę i wbije jej nóż w plecy. Trudno byłoby uwierzyć, że Łukaszenka naprawdę do końca życia będzie chciał być już tylko podnóżkiem.

Polecamy:

Bartłomiej Król
Bartłomiej Król
Prawnik, publicysta, redaktor. Na TrueStory pisze głównie o polityce zagranicznej i kulturze, chociaż nie zamierza się w czymkolwiek ograniczać.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze