wtorek, 16 lipca, 2024
Strona głównaPolitykaMur na granicy z Białorusią? W 2022 to za mało

Mur na granicy z Białorusią? W 2022 to za mało

W październiku 2021 r. napisałem tekst o murze na granicy z Białorusią, który planuje zbudować PiS. Skrytykowałem ten pomysł, wskazując, że pieniądze na niego przeznaczone można wydać na integrację i pomoc uchodźcom, jednocześnie nie wywołując szkód w środowisku. No cóż, trochę się pozmieniało, a tekst nie zestarzał się najlepiej. Dziś jednak także powtórzyłbym, że nie potrzebujemy muru, który tymczasem zaczął powstawać. Musimy mieć o wiele więcej.

Premier Mateusz Morawiecki na terenach budowy muru w lutym 2022 r. Na migranta wystarczy, ale czołg po prostu przez to przej (Fot. Kancelaria Premiera/Twitter)

Mur na granicy z Białorusią. W 2022 r. ruszyła budowa

Kryzys uchodźczy w 2021 roku pokazał, że granica polsko-białoruska licząca ok. 418 km okazała się niewystarczająca do zamknięcia kraju przed nieuzbrojonymi ludźmi, a co dopiero przed wrogim wojskiem. PiS zareagował wprowadzeniem stanu wojennego i decyzją o budowie fizycznej bariery – wcześniej granicę lądową w większości miejsc stanowił po prostu zaorany pas ziemi, bez jakichś specjalnych umocnień z obu stron.

Jak pisała w listopadzie „Polityka”, powstająca zapora ma się składać z kilku linii ochrony – bariery fizycznej w postaci płotu, kabla detekcyjnego i systemu kamer. Powstanie on ponadto tylko na tej części granicy, na której odnotowano największy ruch migrantów. Wzorem dla umocnienia mają być analogiczne płoty zbudowane na granicach USA z Meksykiem czy Węgier z Serbią. Minister spraw wewnętrznych Mariusz Kamiński podał także, że rząd rozważa budowę tego rodzaju umocnień na całej zewnętrznej granicy unijnej, co oznacza, że mogłaby ona także pokryć granicę polsko-rosyjską i polsko-ukraińską.

Podtrzymuję tezy z tamtego artykułu, że w obecnych realiach politycznych grupy migrantów z bliskiego wschodu, uzbrojonych co najwyżej w kije, to sztuczny problem. Te kilka-kilkanaście tysięcy osób nie stanowiłyby pewnie kłopotu dla państwa polskiego, które obecnie lekką ręką dopisało tak wielu Ukraińców na listę beneficjentów 500+. Można by było przepuścić wszystkich tych ludzi i sprawa rozeszłaby się po kościach. Prawdziwym problemem jest stan naszej armii po spustoszeniu, jakie uczynił w niej Antoni Macierewicz.

Mur na granicy. A polska armia w opłakanym stanie

Na początku lutego wyciekł raport, przygotowany rzekomo przez byłego wysokiego urzędnika MON, z którego wprost wynika, że Armia RP w razie rosyjskiej agresji nie byłaby w stanie przygotować nawet niewielkiej operacji obronnej. Raport opierał się na wynikach kontroli NIK przeprowadzonych między latami 2012 a 2020, miał trafić na biurko Jarosława Kaczyńskiego, ale wojsko na to nie pozwoliło. Co z niego wynika? Autor pisze, że „gotowość bojowa i mobilizacyjna Sił Zbrojnych RP nie istnieje”.

W skrócie:

  • z trzynastu brygad operacyjnych, którymi dysponujemy, średnio możemy skompletować 40% stanu osobowego – co oznacza, że brygady nie nadają się do walki,
  • podstawowym rodzajem sprzętu (ponad 70%) jest ten pochodzący z byłego ZSRR – dotyczy to czołgów, wozów opancerzonych, artylerii, broni przeciwlotniczej i śmigłowców,
  • wyżej wskazany sprzęt jest mocno wyeksploatowany,
  • żołnierze są źle wyszkoleni, w kadrach brakuje specjalistów, a rezerwa za szybko się starzeje (średni wiek rezerwisty wynosi 45 lat).

Nie wspominamy nawet o marynarce, która też istnieje tylko na papierze (pytanie, czy potrzebujemy w ogóle marynarki, jest na inny tekst). Trwająca wojna w Ukrainie pokazała, że skazywany na lamusa, tradycyjny sprzęt bojowy w rodzaju czołgów i artylerii nadal jest kluczowy do utrzymania przewagi na polu walki. Same drony czy ręczne wyrzutnie przeciwpancerne czy przeciwlotnicze to za mało.

Przesmyk suwalski. Kluczowy z punktu widzenia przyszłej bitwy

Pora na garść geopolityki. Dowódcy NATO i teoretycy wojskowości od lat wskazują, że w przypadku wojny Sojuszu z Rosją pierwszym celem ataku będzie tzw. przesmyk suwalski. To wąskie gardło położone wzdłuż granicy polsko-litewskiej, które stanowi jedyne połączenie lądowe z Litwą, Łotwą i Estonią. Równocześnie rozdziela ono lądowe terytoria Białorusi i Rosji w postaci obwodu kaliningradzkiego. Kaliningrad stanowi zaś jedną wielką bazę wojskową dla marynarki, wojsk lądowych, rakietowych czy lotnictwa – i jest kluczowy dla działań operacyjnych Rosji w regionie.

Utrzymanie korytarza suwalskiego jednocześnie umożliwiłoby zaopatrywanie krajów bałtyckich drogą lądową, jak i odcięcie Kaliningradu od zasobów. Jego utrata umożliwiłaby z kolei Rosjanom dokonanie przeciwnego manewru. Obecnie to my trzymamy wszystkie karty w ręku, problem jest jednak taki, że ten teren obfituje w niedostatki infrastruktury, co w połączeniu ze stanem polskiej armii sprawiłoby, że istniałoby ryzyko szybkiego zajęcia przesmyku przez siły rosyjskie. Oprócz ataku na przesmyk nie można by było wykluczyć szybkiego marszu wojska z terenów Białorusi w kierunku Warszawy.

Nie ma też co kryć, że o ile art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego zostałby w razie wojny uhonorowany, to przy obecnym stanie alianckich wojsk na naszych ziemiach chwilę potrwałoby, zanim NATO byłoby zdolne do operacji defensywnej. Jeśli USA nie planuje znacznego zwiększenia swojego kontyngentu, to będziemy musieli bronić się pewnie przynajmniej przez kilka-kilkanaście dni, zanim nadeszłaby odsiecz. Według raportu z MON obecnie nie bylibyśmy do tego zdolni.

Przesmyk suwalski. Z punktu widzenia Rosji jest tak istotny, jak tzw. korytarz gdański biegnący przez polskie Pomorze dla Hitlera w 1939 r. (Fot. Wikimedia)

Linia Maginota i mur marokański. Przeciwko wrogom, a nie migrantom

Być może tym, czego potrzebujemy w obliczu tego, że i tak budujemy nieszczęsny mur na granicy, jest system umocnień i fortyfikacji z prawdziwego zdarzenia. Wojna w Ukrainie toczy się w sposób ze wszech miar konwencjonalny, a jak się okazuje, w marcu Rosjanie nie potrafili sforsować pod Irpieniem systemów obronnych zbudowanych jeszcze przed II wojną światową.

Słynna linia Maginota to tylko jedna z możliwych inspiracji. Oczywiście, jak wiemy z historii, w 1940 r. Niemcy zamiast ją forsować, ominęli ją przez Belgię. Jednak mniej znanym faktem jest to, że podobne umocnienia w alpejskich dolinach w tym samym czasie skutecznie zatrzymały wojska włoskie.

Obecnie jeden z największych murów na świecie istnieje w Maroku. Ten afrykański kraj zbudował system fortyfikacji o długości ponad 2700 km na terytorium okupowanej przez siebie Sahary Zachodniej. Mur marokański oddziela wartościowe z punktu widzenia rządu w Rabacie tereny od pustyni, na których kontrolę sprawują zrewoltowani Arabowie z ludu Sahrawi.

Mur marokański składa się z płotu, pola minowego, ok. trzymetrowego wału ziemnego, rowu przeciwczołgowego, systemu bunkrów obsadzonych artylerią, stacji radarowych i baz wypchanych po brzegi żołnierzami. Maroko wydaje na utrzymanie struktury ok. 4% swojego rocznego PKB, jednak w efekcie czego skutecznie zakończyło wojnę z tzw. Frontem Polisario, organizacją partyzancką dążącą do wyzwolenia Sahary Zachodniej. Nawet jeśli fortyfikacja zostałaby gdzieś przerwana, to siły lądowe będą w stanie wystarczająco szybko przeprowadzić kontratak.

Struktura marokańskich umocnień. Fot. removethewall.org

Być może, oprócz wzmocnienia samego przesmyku suwalskiego to jest rozwiązanie, którego potrzebujemy na granicach z Białorusią i obwodem Kaliningradzkim. Nie chodzi oczywiście o mur w sensie fizycznym, ale o takie umocnienia, które zatrzymają wczesną agresją rosyjskiej armii. Koszty finansowe i środowiskowe będą gigantyczne, znacząco większe od tego półtora miliarda złotych.

Czytaj także:

Ale czy dzisiejsza armia rosyjska, którą widzimy na Ukrainie, byłaby w stanie sforsować odpowiednik muru marokańskiego w te kilka-kilkanaście dni? Operując w dodatku w gęstych, granicznych lasach umożliwiających kamuflaż, a nie na płaskiej jak stół pustyni? Nie sądzę. Być może koszt takich umocnień byłby warty tego, by nawet piędź polskiej ziemi nie zaznała już nigdy więcej ruskiego miru.

Polecamy:

https://preview.redd.it/gtzjgq1exe081.png?width=640&crop=smart&auto=webp&s=20f759dcd02c0a7fc6563295fe05736b0e7f772b
Bartłomiej Król
Bartłomiej Król
Prawnik, publicysta, redaktor. Na TrueStory pisze głównie o polityce zagranicznej i kulturze, chociaż nie zamierza się w czymkolwiek ograniczać.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze