niedziela, 22 maja, 2022
Strona głównaPolitykaTurcja jak Rosja. Do Syrii i Iraku wjeżdża jak do siebie

Turcja jak Rosja. Do Syrii i Iraku wjeżdża jak do siebie

Turcja od lat narusza integralność terytorialną Syrii i Iraku, prowadząc na ich ziemi swoje kampanie przeciwko kurdyjskim ugrupowaniom. Gdy Rosja bombarduje ukraińskie wioski, tureckie drony i artyleria od połowy kwietnia robią to samo w syryjskiej i irackiej autonomii rządzonej przez Kurdów. Skala jest oczywiście inna, póki co inne są też tureckie cele, ale może to dobry moment na refleksję, z kim my się w ogóle kolegujemy?

Tureckie siły specjalne na paradzie w Baku w 2020 r. demonstrują wjazd jak do siebie. Dodajmy, że Baku nie leży w Turcji (Fot. Wikimedia)

Turcja i Kurdowie. Dziesięciolecia nienawiści

Jednym z największych problemów niepodległej Turcji od dziesiątek lat jest trwający konflikt między rządem a mniejszością kurdyjską, zamieszkującą południowy wschód kraju. Od lat 80. relacje między Ankarą a 12-milionową grupą etniczną wahają się między otwartą wojną domową a zwyczajnym okazywaniem sobie wrogości. Turcja nie chce dopuścić do jakichkolwiek ustępstw wobec Kurdów, a już, nie daj Boże, do powstania niepodległego Kurdystanu.

Głównym wrogiem państwa jest lewicowa Partia Pracujących Kurdystanu (PKK), działająca także na terytoriach sąsiednich krajów. Ponieważ w Iranie, Iraku i Syrii Kurdów jest drugie tyle, Turcja aktywnie zwalcza niepodległościowe ugrupowanie także za granicą. Aktywnie. Przy pomocy artylerii i dronów. Bez zgody zainteresowanych stron. A wiecie, jak w prawie międzynarodowym nazywa się kraj, który wkracza swoim wojskiem na terytorium innego, niepodległego państwa bez powodu?

Sytuacja w północnej Syrii od 2019 r.:
– Czerwony – tereny kontrolowane przez rząd Baszira al-Asada
– Żółty – Rożawa
– Zielony – tereny zajęte przez opozycję syryjską
– Granatowy – pas graniczny zajęty przez wojska tureckie
– Czarny – tereny z silną aktywnością Państwa Islamskiego
(Fot. Liveuamap.com)

Turecka operacja w Syrii. Bomby na demokratyczną Rożawę

Od 2012 r. północno-wschodnią częścią Syrii zarządza de facto lokalny, autonomiczny samorząd, którego oficjalna nazwa to Autonomiczna Administracja Północno-Wschodniej Syrii, a popularna – Rożawa. To miejsce to ewenement na skalę regionu, bo Rożawa jest w pełni demokratyczna, realizuje politykę praw człowieka, promuje decentralizację, tolerancję religijną czy równość płci. Władze mocno inspirują się tu pracami Abdullaha Öcalana, założyciela i ideologa PPK. Syryjski dyktator Baszir al-Asad zgadza się na utrzymywanie tego status quo, a w zamian administracja Rożawy pozostaje z nim w sojuszu przeciwko rebeliantom z syryjskiej opozycji oraz bojownikom Państwa Islamskiego.

Turecka armia od 2019 r. kontroluje szeroki na trzydzieści kilometrów i długi na ponad sto pas ziemi na północy Rożawy. To w tamtym roku prezydent Donald Trump stwierdził, że utrzymywanie sił zbrojnych USA, wspierających wcześniej Rożawę w walkach z Państwem Islamskim, na granicy syryjsko-tureckiej kosztuje go zbyt wiele i nakazał im wycofanie się. Turcja zareagowała poprzez przeprowadzenie ofensywy lądowej przeciwko Rożawie i zajęcie wspomnianego pasa ziemi jako „strefy buforowej” pomiędzy kurdyjską autonomią a własnym państwem.

Żołnierki YPG, kobiecej milicji wchodzącej w skład wojsk Rożawy. Na ramieniu kobiety jest plakietka z wizerunkiem Abdullaha Öcalana, ideologa PKK (Fot. Wikimedia)

Od końcówki października 2019 r. trwa kruche zawieszenie broni, które jednak nie jest przestrzegane przez Turków. I tak od 17 kwietnia do dziś niemal codziennie pozycje kurdyjskie były bombardowane przez drony i artylerię wojska tureckiego. Niewiele pomaga to, że władze Rożawy są wieloetniczne (chociaż Kurdowie odgrywają w nich istotną rolę), a także głośno twierdzą, że nie chcą niepodległości, a ich kraj jest integralną częścią Syrii.

Turkowie uważają wojska Rożawy za filię PKK i organizację terrorystyczną, i gdyby tylko mogli, to pewnie zaatakowaliby autonomię na pełną skalę. Dodajmy, że Amnesty International oskarżyło Turków o użycie w kampanii w 2019 r. broni chemicznej, w tym białego fosforu i napalmu, a także o zbrodnie na kilkuset mieszkańcach regionu.

Północ Iraku.
Czerwony – siły rządu w Bagdadzie
Żółty – Region Kurdystanu
Granatowy – tureckie bazy militarne w regionie
(Fot. Liveuamap.com)

Turecka operacja w Iraku. 38 baz na terenie obcego państwa

Jeszcze szerszy autonomiczny status Kurdowie mają w ramach państwa irackiego. Na terenie Regionu Kurdystanu w ramach Iraku, istniejącego od lat 70., zamieszkuje ich już pokaźna liczba, bo niemal 6 milionów. Sporadycznie wybuchały konflikty między autonomią a rządem w Bagdadzie. W 1988 r. podczas wojny iracko-irańskiej Kurdowie zostali oskarżeni o wspieranie Iranu, co skończyło się zrzuceniem przez Irak, za cichą zgodą administracji Ronalda Reagana, gazów bojowych na kurdyjskie miasto Halabdża, w wyniku czego śmierć poniosło kilka tysięcy osób.

Z kolei w 2014 r. po rebelii Państwa Islamskiego, które opanowało północ Iraku, Bagdad oskarżył Kurdów o wspieranie rebeliantów i odciął finansowanie dla regionu. Kurdystan nie pozostał dłużny i w 2017 r. zorganizował referendum niepodległościowe, w którym 93% wyborców zagłosowało za secesją. Wspierany przez USA rząd w Bagdadzie zdołał jednak uporać się z Państwem Islamskim, Waszyngton przekazał zaś, że nie ma zgody na nowe państwo w regionie, a relacje między Kurdystanem a Irakiem wróciły do normy. Sytuacja w autonomii pozostała napięta, bo Partia Pracujących Kurdystanu zarzuciła rządowi autonomii zdradę i rozpoczęła działania przeciwko niemu.

Tymczasem Turcja latami (od lat 70.) naruszała integralność Iraku, by prowadzić walki z obozami partyzantów z PKK położonych w górach na północy kraju. Referendum niepodległościowe w 2017 r. wstrząsnęło Ankarą po raz kolejny. Turcja uznała, że w koniunkcji z sytuacją w Syrii to, co się dzieje, straszliwie zagraża jej integralności.

Mniej więcej w 2019 r. tureckie wojsko po raz kolejny bezkarnie wkroczyło na terytorium irackiego Kurdystanu, by oficjalnie prowadzić „operację antyterrorystyczną”. Oficjalne dane są niejasne, tureckie źródła podają, że w operacjach uczestniczy nie więcej, niż 2000 żołnierzy. Jednak w 2020 r. turecki Dyrektoriat Komunikacji wypuścił mapę, na której było pokazanych 38 tureckich baz w północnym Iraku, z czego najbardziej wysunięta na południe znajduje się w miejscowości Baszika pod Mosulem.

Operujące stamtąd siły wciąż zrzucają bomby na kurdyjskie wsie, a obecna interwencja, o której piszą (albo milczą) media, to tylko kolejny akord tego, co Turcja robi od lat. Rząd w Bagdadzie oskarża Ankarę o naruszanie integralności Iraku, ale kraj jest tak zależny od wymiany handlowej z Turcją, że sam niewiele może. Z kolei premier Autonomii Kurdystanu, umiarkowany polityk Masur Barzani, zaaprobował działania Turcji przeciwko PKK i nazwał je „rozszerzeniem współpracy w celu promowania bezpieczeństwa i stabilności”.

Turcja, jak Rosja. Bombarduje ludzi w obcych krajach, którymi kiedyś władała

Rzecz jasna, stwierdzenie, że Turcja jest jak Rosja, to celowa intelektualna prowokacja. Operacje tureckie nie mają charakteru wojny totalnej, a ich celem, przynajmniej na razie, nie jest pełne podporządkowanie sobie tego terytorium. Co jednak stałoby się, gdyby pozostawić Ankarze zupełnie wolną rękę? Może na to pytanie odpowiedzieć poniższy filmik z wypowiedzią prezydenta Recepa Erdogana:

Putin latami też tylko mówił, że chciałby podporządkować sobie Ukrainę. Przypomnijmy, że tereny dzisiejszej Syrii i Iraku stanowiły część państwa tureckiego przez dobre kilkaset lat. Niemniej jednak, w obliczu prawa międzynarodowego, odpowiadając na pytania z pierwszych akapitów, już teraz Turcja jest agresorem.

Czytaj także:

Pokazuje to też, że są regiony na Bliskim Wschodzie, gdzie granice państwowe i zasada ich nienaruszalności nie znaczy nic. Turcja z jej drugą największą armią w NATO znaczy dla Zachodu zbyt wiele, by ktokolwiek się przejmował jej wyczynami. Również UE jest łagodna wobec Erdogana, bo ten wstrzymuje u siebie uchodźców z krajów islamskich, zamiast pozwalać na ich rozlewanie się po Europie. Jeśli jednak turecki prezydent pozostanie u władzy po nadchodzących wyborach w 2023 r., to gdzie skończy się jego apetyt?

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/a/af/OttomanEmpire1600.png
Imperium Tureckie, ok. 1600 r.

Polecamy:

Bartłomiej Król
Prawnik z Bałut, który stara się nie być mentalnym dziadem, chociaż nie zawsze mu to wychodzi. Od stycznia 2022 r. stały współpracownik portalu TrueStory.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze

WordPress Cookie Plugin by Real Cookie Banner