piątek, 9 grudnia, 2022
Strona głównaKulturaSerialeŚmierć „Świata według Kiepskich”. Dosłownie i w przenośni

Śmierć „Świata według Kiepskich”. Dosłownie i w przenośni

Pracować czy nie pracować? Oto pytanie, którego na pewno nigdy nie zadałby sobie grany przez Andrzeja Grabowskiego Ferdynand, jeden z głównych bohaterów znanego serialu „Świat według Kiepskich”. I choć oficjalnie ostatni odcinek wyemitowano 16 listopada tego roku, to "Kiepskich życie i świat" straciły swój urok już dawno temu. Finał serialu powinien był nastąpić jakieś kilka lat wcześniej, gdyż ewidentnie autorom brakowało dobrych pomysłów, a i główni aktorzy zaangażowani w projekt zdawali się odtwarzać swoje role automatycznie i z pewną dozą znużenia.

To już jest koniec. (Fot. mat. prasowe/ATM Grzegorz Gołębiowski)

Tekst ten będzie poświęcony śmierci „Świata według Kiepskich” w różnym rozumieniu tego słowa. Z jednej strony nie można zapominać o związanych z sitcomem aktorach, którzy już nie żyją. Z drugiej strony nie da się nie zauważyć różnic w osobowości poszczególnych bohaterów, przez które zdają się oni nie żyć już w swojej starej formie. Śmierć swoją kosą dotknęła także ciekawe pomysły na rozwój sitcomu. No i w końcu – postać ponurego żniwiarza także odwiedziła mieszkanie Kiepskich, przedstawiając się jako Gienia, ale o tym akurat napisałem w ramach ciekawostki i nie będę tego tematu zbytnio rozwijał.

„Świat według Kiepskich”. Śmierć aktorów, ale czy bohaterów?

Chyba jednym z najmocniejszych argumentów świadczących o tym, że serial powinien zostać zakończony, była śmierć charakterystycznych dla widowiska odtwórców ról. Pewnie duża część fanów serialu się ze mną nie zgodzi, ale według mnie brak babki Kiepskiej (grająca ją Krystyna Feldman zmarła w 2007 roku) i listonosza Edzia (którego odtwórca Bohdan Smoleń umarł w 2016) był jeszcze znośny, choć już wtedy dało się dostrzec pewną niekompletność.

Z tego, co pamiętam, w serialu w pewnym momencie otwarcie zakomunikowano, że Rozalia Kiepska nie żyje i jest to dość istotne dla opisania, jak duże rozczarowanie przeżyli widzowie po emisji zupełnie nijakiego odcinka finałowego. Nic tak naprawdę nie zostało w nim dopięte, bo prawdopodobnie sam epizod wyprodukowano dużo wcześniej, zanim jeszcze zapadła ostateczna decyzja o wycofaniu serialu z emisji.

Co do Boczka i Paździocha, fabularnie nie pojawiły się żadne wzmianki o tym, co się z nimi stało. Ostatnie wystąpienia Ryszarda Kotysa były dość przykrym doświadczeniem wizualnym – może to brzmi okrutnie, ale zaręczam, że nie chcę tutaj temu aktorowi uwłaczać. Po prostu widać, że biedaczek był schorowany i nie za bardzo ogarniał rzeczywistość. I ten jego wyjątkowo opłakany stan, kiedy bardziej już statystował aniżeli odgrywał pełnoprawną rolę, idealnie odzwierciedlał to, jak prezentowały się ostatnie sezony „Świata według Kiepskich”.

Żartowaliśmy! (Fot. mat. prasowe/ATM Grzegorz Gołębiowski)

Należy tu zaznaczyć, że aktorów występujących na planie omawianego serialu zmarło znacznie więcej, przy czym większość odgrywała raczej epizodyczne role. Niektórzy nawet mówią o „Klątwie Kiepskich”, lecz tu chyba wkraczamy do świata teorii spiskowych. Sitcom emitowano 23 lata i już w pierwszym jego sezonie występowały osoby w dość podeszłym wieku. Nic zatem dziwnego, że przez to niepełne ćwierćwiecze tak wielu z nich odeszło z tego świata.

Ale chyba właśnie to takie kompletne opuszczenie tematu tego, co stało się z często widywanymi lokatorami wrocławskiej kamienicy, wydaje się niesatysfakcjonujące. Kto nagminnie oglądał perypetie Kiepskich, wie doskonale, że w większości przypadków nie łączą się one ze sobą w żaden logiczny sposób. Marian Paździoch, choć został rozszarpany w jednym odcinku przez dzikie zwierzę, w następnym żył sobie jak gdyby nigdy nic. Nie wspominając już o niezliczonej liczbie zawałów, jakie przechodził. Mimo to jednak w pewnym momencie po prostu go nie ma i nikogo to nie dziwi.

Według mnie finał tej produkcji powinien uwzględniać całokształt. Stanowić podsumowanie. Może nawet dobrze byłoby przełamać czwartą ścianę albo nakręcić jakiś dokument połączony z ukazaniem pracy za kulisami. W jednym z wywiadów Renata Pałys wcielająca się w rolę Heleny, żony Mariana Paździocha, wyjawiła, iż miała pomysł na odcinek stanowiący realne zakończenie całej serii. I choć nie zdradziła zawartości scenariusza, i tak wydaje mi się, że byłoby to duże lepsze i bardziej przemyślane niż to, co otrzymaliśmy.

„Świat według Kiepskich”. Ferdynandów zawsze było dwóch

Ferdynand Kiepski to tak jakby dwie postacie, z których pierwsza obróciła się w niebyt po odejściu reżysera Okila Khamidova. W roku 2008 narodziła się druga, moim zdaniem znacznie gorsza. Jasne, stary i nowy Ferdek posiadają kilka wspólnych cech – stronią od pracy, mają żonę Halinę i spożywają dużo alkoholu (napisałbym, że Mocnego Fulla, jednak piwo to w nowszych odcinkach pojawia się o wiele rzadziej). Znalazłoby się jeszcze kilka analogii, lecz coś jest ewidentnie nie takie samo.

Widzicie, stary Ferdek był bezrobotnym fanatykiem zimnego piwka, ale jednocześnie lubił kombinować, jak by tu zarobić i się nie narobić. Mimo bumelanctwa miał dryg do konstruowania różnego rodzaju urządzeń, będąc lekkoduchem i wesołkiem. Jego wynalazki miały zrewolucjonizować świat i pomóc społeczeństwu, jednocześnie denerwując przy tym odwiecznego arcywroga, Mariana Paździocha.

Bo jak wiadomo, ten ostatni nie tylko był komunistą i folksdojczem, lecz także wrzodem na zdrowym organizmie społeczeństwa. Potem to wszystko się zmienia i Ferdek staje się starym, narzekającym na wszystko dziadem. Jest bardziej wulgarny, a i jego preferencje alkoholowe ulegają modyfikacji. Coraz częściej sięga po wódkę (a raczej według Boczka „wódkie”) albo tanie wino, zaczyna też przypominać typowego alkoholika.

Czytałem kilka komentarzy na Filmwebie i jeden użytkownik napisał tam swoją interpretację tego zjawiska. Według niego Ferdek stał się bardziej ludzki, a to, co jest widzowi dane zobaczyć, stanowi postępujący upadek tego bohatera jako człowieka, który uległ nałogowi. Muszę przyznać, że coś w tym jest, ponieważ Kiepski w nowszych sezonach budzi bardziej odrazę niż sympatię.

O wiele dalej mu do poprzedniego typowego wąsatego wujaszka-wesołka, który pozwoli ci po kryjomu spić piankę z kufla, ale tak, żeby ciotka nie widziała. Pytanie tylko, czy taka konwencja została umyślnie przyjęta. Moim skromnym zdaniem nie za bardzo zabieg ten wpisuje się w charakter sitcomu, który miał jawić się jako absurdalny, przaśny, ale też swojski.

Inne postaci również się nieco zmieniły. Boczek stał się po prostu pospolitym głupkiem, zaś Walduś po powrocie ze Stanów przerodził się w zastraszanego przez swoją żonę chłopca bez własnego zdania. Chyba tylko Paździoch, jego żona Helena, Halinka Kiepska i jej córka Mariola pozostali przy życiu jako te pierwotnie wprowadzone koncepty.

Zmiana reżysera przez wielu fanów serialu uważana jest za punkt zwrotny. To wydarzenie, które spowodowało, że wszystko powoli zaczęło się psuć. Oczywiście byłbym niesprawiedliwy, uważając, że wszystkie odcinki w reżyserii Patricka Yoki były słabe. Chodzi mi bardziej o te późniejsze w jego wykonaniu, powstałe około 2010 roku. Zdarzały się wówczas naprawdę świetne i porównywalne pod względem klimatu do tych ze złotych czasów Kiepskich epizody. Niestety stanowiły one wyłącznie drobne wyjątki niewpływające na poprawę całości.

„Świat według Kiepskich”. Odejście Okila jako początek końca

Od początku istnienia serialu pojawiało się wielu krytyków twierdzących, że Kiepscy to dzieło niskich lotów. Cóż, kto co lubi, ale przecież twór przaśny, głupkowaty i miejscami żenujący często może po prostu być przystępny w odbiorze, wytykając wady naszego społeczeństwa. Nie bez powodu czytelnicy pokochali choćby postać Jakuba Wędrowycza, który bez dwóch zdań nie zalicza się do moralnych autorytetów.

To, że „Świat według Kiepskich” był dziełem wyjątkowo prostym, niekiedy nawet grubiańskim, stanowiło atut tego serialu, ale do tego musimy także uwzględnić emanującą ze starych odcinków groteskę. Gdzie indziej mogliśmy zobaczyć świnię śpiewającą w asyście umuzykalnionych kapust? Albo chodzącą, gigantyczną pizzę? Albo siedmiu krasnoludków uczestniczących w filmie pornograficznym? To był kawał mojego dzieciństwa i rzecz jasna, tu pojawia się czynnik nostalgiczny. Nie zaburza on jednakże odbioru po latach, bo część tych odcinków kompletnie wyleciała mi z głowy, natomiast po ich odświeżeniu nadal stanowiły one dość ciekawe doświadczenie.

Wydaje mi się, że w pewnym momencie nastąpił zgon kreatywności i dawnego formatu. Perypetie mieszkańców kamienicy przy ulicy Ćwiartki 3/4 przestały być zabawne, tematyka zaś uderzała częściej w obyczaj niż absurd. Wprowadzono wiele nowych postaci takich jak Jolasia, Prezes Kozłowski czy Badura, jednak nie wydawały się one mi nigdy ciekawe. Czasami nawet irytowały, sprawiając wrażenie, że są niepotrzebne.

Ten trend kontynuował także Adek Drabiński odpowiedzialny za reżyserię od 2018 roku. Nie wiem, czy Janusz Paździoch miał częściowo zastąpić postać Mariana, lecz nawet jeśli, to kompletnie się to nie udało. Nie chodzi o to, że boomersko sprzeciwiam się teraz każdej nowej koncepcji, bo warto pamiętać, że Waldusia też kiedyś przez kilka odcinków zastępował Ziemowit. I jakoś bardziej ten fakt jak i samą postać zapamiętałem.

Nie chcę też zostać źle zrozumiany, bo ktoś mógłby pomyśleć, że utratę jakości utożsamiam z końcem kręcenia serialu w prawdziwej kamienicy (a przecież to nastąpiło całkiem szybko). Albo ze zbyt częstym stosowaniem green screena (który w wielu momentach dodawał absurdu). Otóż nie. To było naprawdę dobre, gdy całokształt prezentował się jako strawny.

Podam przykład. Przy oglądaniu odcinka pod tytułem UFO wydawało mi się, że scenariusz odsunięto na dalszy plan, a większość budżetu poszła na stworzenie tytułowego spodka i obcych się w nim znajdujących. Paździoch wszedł na pokład statku i tyle go widziano. Zero puenty czy jakiegoś żartu przez napisami końcowymi. A ten odcinek i tak nie jawi się jako taki całkowicie stary (odcinek posiada numer 307 i pochodzi z 2009 roku).

Marvel wymięka, czyli Paździoch odlatuje w kosmos.

„Świat według Kiepskich”. Dobrze, że już koniec

Dla „Świata według Kiepskich” emitowanego przez Telewizję Polsat przez 23 lata musiał nastąpić w końcu moment, kiedy należało powiedzieć „dość, kurde”. Napisałem już tutaj o powodach, dla których uważam, że Kiepscy znacznie się skiepścili, ale gdybym miał wybrać najważniejszy czynnik, nie byłby to wbrew pozorom fakt, iż kluczowi aktorzy zmarli. Najistotniejsze jest według mnie to, że w pewnym momencie całość przestała śmieszyć. Porównałbym tę sytuację chociażby z Simpsonami, którzy emitowani są znacznie dłużej. Dla mnie ta kreskówka w nowszej odsłonie jawi się jako absolutnie niestrawna i pozbawiona pierwotnego sensu.

Czytaj także:

Lecz może właśnie w tym rzecz, że pewne produkcje są dobre w konkretnych czasach. Tak jak Simpsonowie dobrze wpisywali się w klimat lat 90., tak Kiepscy reprezentowali końcówkę tego okresu i początek nowego tysiąclecia. A potem z jakiegoś powodu twórcy uznali, że powinno się zmienić kierunek, i nie wyszło to najlepiej. Przeczytałem ostatnio stwierdzenie jednego z włodarzy Polsatu, że „Świat według Kiepskich” może być produkowany tak długo, jak Andrzej Grabowski wyrazi chęć na wcielanie się w postać Ferdka. Problem w tym, że nie samym Ferdkiem Kiepscy stoją i tak, kurde, być nie będzie.

Polecamy:

Sebastian Jadowski-Szrederhttps://www.jadowskiszreder.pl/
Youtuber i pisarz, twórca zbioru opowiadań "Incydenty Antoniego Zapałki", hobbystycznie zbieracz filmów i pasjonat horrorów, a także starych gier. Główną sferą jego zainteresowań jest popkultura z wyraźnym zaakcentowaniem elementów retro.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze