czwartek, 6 października, 2022
Strona głównaPolitykaKoniec PiS odc. 357? Spokojnie, to tylko awaria

Koniec PiS odc. 357? Spokojnie, to tylko awaria

Jarosław Kaczyński poniósł w Sejmie spektakularną porażkę. Za jego projektem wprowadzającym absurdalne kary za zakażanie koronawirusem w miejscu pracy zagłosowało tylko 151 posłów PiS. Choć przeważają głosy, że był to wybuch kontrolowany, wiele wskazuje na to, że jego skala wstrząsnęła prezesem PiS.

Jarosław Kaczyński wyglądał na zaskoczonego skalą porażki w Sejmie (fot. Twitter/Gazeta Wyborcza)

Ustawa znana jako „lex Kaczyński” lub „lex konfident” najpierw została odrzucona przez komisję zdrowia, a później na posiedzeniu Sejmu. Przed południem plotkowano, że obrady mogą w ogóle się nie odbyć właśnie ze względu na brak poparcia dla ustawy nawet w szeregach PiS.

Porażka Kaczyńskiego czy wybuch kontrolowany?

Jarosław Kaczyński, który zazwyczaj przyjeżdża do Sejmu tuż przed głosowaniami, tym razem pojawił się kilka godzin przed 16., kiedy miało rozpocząć się posiedzenie. W gabinecie marszałka Senatu zjawiali się kolejni hetmani, mający pod sobą po kilka-kilkanaście szabel. Jednak to nie wtedy prezes PiS uświadomił sobie, że ustawa nie ma szans przejść nawet przez pierwsze czytanie. 

Po pierwsze, kwestia obostrzeń antycovidowych od kilku miesięcy rozsadza PiS od środka, a po drugie wiadomo było, że w obradach nie weźmie udziału choćby przebywający w izolacji Paweł Kukiz. Po trzecie, firmowany nazwiskiem Kaczyńskiego projekt był bublem i kuriozum nawet jak na pisowskie standardy stanowienia prawa.

Ustawa miała umożliwić pracodawcom domaganie się od pracownika informacji o posiadaniu negatywnego wyniku testu na COVID-19. Osoby, które zaraziły się w miejscu pracy (wystarczyło „uzasadnione podejrzenie”, że doszło do niego właśnie tam), mogli domagać się od swoich niezaszczepionych kolegów odszkodowania w wysokości 15 tys. zł.

Nawet posłowie PiS w nieoficjalnych rozmowach mówili, że nie rozumieją, dlaczego taki gniot jest procedowany, a tzw. lex Hoc, w sprawie którego marszałek Witek i premier Morawiecki dwukrotnie spotkali się z opozycją, leży odłogiem. Na posiedzenie komisji zdrowia poświęcone „lex konfident” nie chcieli ponoć stawić się nawet urzędnicy ministerstwa zdrowia.

Polityczne gierki zamiast walki z pandemią

Dlaczego w ogóle prezes PiS forsował ten projekt, zamiast uchwalić rekomendowane przez ekspertów „lex Hoc” (od nazwiska posła PiS – lekarza Czesława Hoca)? Bo tego drugiego nie poparłaby część Zjednoczonej Prawicy, a zostałby przyjęty jedynie dzięki głosom opozycji. Kaczyński woli sam przegrać, niż być zależny od widzimisie przeciwników. A pandemia? Wolne żarty. Piąta fala, zgony i los lekarzy to sprawy marginalne przy rozgrywkach o utrzymanie większości parlamentarnej.  

Na wspomnianej komisji zdrowia „lex Kaczyński” przepadło stosunkiem głosów 22 do 17. Mimo tego projekt trafił pod główne obrady. To, a także fakt, że nie zarządzono dyscypliny w głosowaniu  nad odrzuceniem projektu (inna sprawa, że nie byłoby to możliwe) jasno wskazuje, że prezes PiS spodziewał się porażki.

Jarosław Kaczyński spodziewał się porażki, ale jej rozmiary mogły nim wstrząsnąć

Miała ona dopieścić antyszczepionkowy elektorat głosujący na PiS, bo w końcu w partii umacnia się koło przeciwników „sanitaryzmu”. Z drugiej strony, umiarkowanemu wyborcy, który nie wypiera pandemii i chce, by państwo z nią walczyło, Kaczyński chciał pokazać: próbowaliśmy, ale opozycja odrzuciła projekt, nawet nie chciała rozmawiać, mają życie Polaków za nic.

I tak miał wyglądać kontrolowana detonacja „lex konfidenta”. Na pytanie, po co wikłać się w takie gierki, zamiast uchwalić (ze wsparciem opozycji lub nie) skuteczne przepisy, które jakkolwiek odciążą medyków w walce z pandemią i „genem sprzeciwu” Polaków – każdy może odpowiedzieć sobie sam. Osobne pytanie brzmi – czy detonacja nie wymknęła się Kaczyńskiemu spod kontroli?

Grymas prezesa nie rozwiązuje większości

Co innego iść w narrację „zła opozycja rzuca kłody pod nogi” w momencie, gdy przegrało się głosowanie 225 do 235, a co innego, kiedy w grę prezesa PiS zdecyduje się zagrać raptem 151 posłów. 24 członków klubu zagłosowało za wyrzuceniem projektu do kosza, 37 wstrzymało się od głosu, a 16 nawet nie pojawiło się w sali lub nie podniosło ręki.

Dziennikarka „Gazety Wyborczej” Justyna Dobrosz-Oracz zwraca uwagę na reakcję Jarosława Kaczyńskiego po ogłoszeniu wyników głosowania. Prezes PiS z widocznym grymasem wpatrywał się w tablicę, a po tym, jak rozległy się oklaski z ław opozycji, rozłożył ręce. Kolejna po „Piątce dla zwierząt” (jesień 2020) ustawa firmowana przez Jarosława Kaczyńskiego upadła w Sejmie.

Polecamy:

Kolejny „koniec PiS”, wieszczony przez większość opozycji i sprzyjające jej media to oczywiście fikcja. Kaczyński wyreżyserował przedstawienie, każdy odegrał swoją rolę, przez kilka tygodni nikt nie powie, że rząd nic nie próbował zrobić w sprawie pandemii. Później pochowa się kilkadziesiąt tysięcy trupów i można jechać dalej.

Warto jednak obserwować 77 posłów klubu PiS, którzy nie stanęli w jednym szeregu z Kaczyńskim. Jeśli dekompozycja obozu władzy ma faktycznie nastąpić, to zacznie się właśnie w tej grupie.

Czytaj też:

Maciej Deja
Wyrobnik-dyletant, editor in-chief w trzyosobowym zespole TrueStory.pl. Wcześniej w redakcjach: Salon24.pl, FAKT24.PL, Wirtualna Polska, Agencja AIP, iGol.pl.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze