
Giorgia Meloni i Bracia Włosi. Korzenie w ruchu faszystowskim
Bracia Włosi (Fratelli d’Italia to pierwsze słowa włoskiego hymnu) wywodzą się bezpośrednio z Włoskiego Ruchu Społecznego (Movimento Sociale Italiano), partii założonej w 1946 r. przez kolegów Benito Mussoliniego. Faszystowski dyktator został rozstrzelany, a jego reżim zlikwidowany, jednak jego ideom pozostało wiernych wiele osób. MSI było momentami całkiem popularne w społeczeństwie – we wczesnych latach 60. pozostawała jedną z czterech największych włoskich partii, a do lat 90. utrzymywała ok. 5% poparcia.
Giorgia Meloni wywodzi się bezpośrednio z tej organizacji. Była ona działaczką młodzieżówki MSI, a potem sama prowadziła organizacje młodzieżowe Sojuszu Narodowego – sukcesora partii neofaszystowskiej powstałego jej rozpadzie. Sojusz Narodowy również dosyć szybko się rozleciał, a w jego miejscu powstali właśnie Bracia Włosi – a także partia Forza Italia (Naprzód Włochy), w której pierwsze skrzypce odgrywa nieśmiertelny Silvio Berlusconi. To właśnie u byłego właściciela klubu AC Milan i miłośnika imprez bunga-bunga Meloni trzy lata dzierżyła tekę ministra ds. młodzieży.
Ale spadek po faszyzmie pozostał Braciom Włochom głównie w przestrzeni symbolicznej. Logo Braci Włochów to Fiamma Tricolore – trójkolorowy płomień w narodowych barwach, który zastąpił w 1946 r. faszystowskie symbole z czasów Mussoliniego. Do dziś istnieje zresztą faszystowska partia o tej nazwie. Z kolei sama Giorgia Meloni w 2017 r. zasłynęła z krytyki projektu ustawy penalizującej faszystowską propagandę, między innymi poprzez zakaz wykonywania niesławnego salutu rzymskiego.


Giorgia Meloni. Włoska Marine Le Pen?
Z drugiej strony, czy poza Fiamma Tricolore coś z tego neofaszyzmu zostało? Meloni podkreśla, że faszyzm to zamknięty rozdział włoskiej historii, chociaż sama go otwarcie nie potępa. Jej program to raczej standard dla nowych europejskich ruchów konserwatywnych, które łączą retorykę nacjonalistyczną, antyimigrancką i prochrześcijańską.
Bracia Włosi w swoim programie mają obronę włoskiej tożsamości przed islamizacją, co sprowadza się do postulatów radykalnej walki z migracją Afrykańczyków drogą morską (na przykład poprzez zakazanie organizacjom pozarządowym wykonywania misji ratunkowych na Morzu Śródziemnym). Nie brakuje także wezwań przeciwko „ideologii gender”, która razem z „lobby LGBT” grozi włoskiej, chrześcijańskiej rodzinie, przez co żadne małżeństwa jednopłciowe oczywiście nie wchodzą w grę.
Jednak wbrew pozorom Giorgia Meloni nie prowadzi aż tak silnej retoryki antyunijnej. Włochy mają być jednym z największych beneficjentów brukselskiego Funduszu Odbudowy, który ma pomóc w naprawie tradycyjnych włoski bolączek – bezrobocia i podziału kraju na bogatą północ i biedne południe. To skutkuje raczej przyjęciem narracji bliższej Jarosławowi Kaczyńskiemu, niż otwarcie wrogiej Brukseli Marine Le Pen.
Meloni zresztą mówiła, że Polska to obecny przykład „polityki wobec UE nieprowadzonej na kolanach”. Póki co wygląda na to, że jej wygrana chyba jednak nie grozi Italexitem czy też wyjściem Włoch z NATO. Obiecuje także, że zachowa ostry kurs wobec Moskwy – w lutym tego roku poparła sankcje na Rosję i wysłanie broni Ukrainie. To ostatnie jednak można łatwo poddać w wątpliwość przez fakt, że Bracia Włosi nie będą w stanie rządzić sami.
Czytaj także:
- Silvio Berlusconi jest niezatapialny
- PiS wychodzi z Unii, ale w niej zostaje. Skąd dziwna polityka rządu?
A ich koalicjantami, z którymi Meloni podpisała przedwyborcze porozumienie, będzie Liga (pożytecznego idioty Kremla Matteo Salviniego) i Forza Italia (dawnego przyjaciela Putina Silvio Berlusconiego). Włochy to kraj tradycyjnie prorosyjski, prawie połowa obywateli nie wini Rosji za wybuch wojny, a ponad połowa sprzeciwia się wysyłce broni na Ukrainę.
Państwo mierzy się nadal z kryzysem energetycznym i inflacją, a wyborców bardziej interesuje rozwiązanie tych problemów, niż wojna toczona z perspektywy Włoch gdzieś daleko. Nawet jeśli Giorgia Meloni chciałaby przyjąć twarde stanowisko wobec Rosji, jej koledzy mogą jej to uniemożliwić.
Póki co włoska polityczka sterując swoją partią obraca wszystko w swój sukces. Gdy w 2019 r. zrobiono remix jej wypowiedzi, który miał ją ośmieszyć (Meloni krzyczy na początku: jestem Giorgia, jestem kobietą, matką, chrześcijanką i nikt mi tego nie odbierze), zamiast tego użyła go do własnej promocji. Jej późniejsza autobiografia nosi tytuł… „Jestem Giorgia”.
Włochy to jednak kraj wyjątkowo niestabilny politycznie, a premierzy są tam zmieniani jak rękawiczki. Jeśli zgodnie z oczekiwaniami Bracia Włosi będą w stanie sformować rząd (razem z Salvinim i Berlusconim mają sondażowe poparcie ok. 45%, a zgodnie z porozumieniem premierem ma zostać lider partii z najwyższym poparciem), to zobaczymy, czy z takimi koalicjantami uda jej się wytrwać na stołku. Wybory już 25 września.
Polecamy: