czwartek, 6 października, 2022
Strona głównaLifestyleIrlandia prześladuje chrześcijan? Cała prawda o „strefach wolnych od modlitwy”

Irlandia prześladuje chrześcijan? Cała prawda o „strefach wolnych od modlitwy”

Prześladowania katolików nie ustają - to ulubione hasło środowisk, które nie mogą się pogodzić z tym, że świat nie składa się z wyłącznie rzymskich katolików. Jeszcze bardziej lubią je środowiska progresywne, traktujące je jako mem. W obronie uczuć religijnych - tym razem Irlandczyków - stanęli działacze Konfederacji.

Irlandia wprowadza anti prayer zones? Sprawdziliśmy informacje podane w grafice autorstwa członków Ruchu Narodowego i Konfederacji (fot. Twitter/depositphotos)

Irlandia zakazuje modlitwy – na grafikę sugerującą taką decyzję władz Zielonej Wyspy można od poniedziałku trafić w mediach społecznościowych. Kolportują ją działacze Konfederacji i Ruchu Narodowego, którzy alarmują, że w Irlandii planuje się ustanowić prawo, zakazujące przeciwnikom aborcji modlić się w pobliżu placówek medycznych, w których te zabiegi są przeprowadzane. „W takich akcjach nie chodzi o blokady czy wtargnięcia do szpitali, chodzi wyłącznie o modlitwę” – przekonują narodowcy.

„Chodzi tylko o modlitwę”. Wzorce zza oceanu

Czy aby na pewno? Pamiętacie o zgwałconej 14-latce z Lublina, której w 2008 roku próbowano uniemożliwić dokonanie legalnej aborcji? Jej dane wyciekły wtedy do Internetu, a środowiska anti-choice nękały ją i jej matkę, sprzeciwiając się zabiegowi, na który zgodę wyraził prokurator. Jeździły za nią i protestami doprowadzały do tego, że kolejne placówki odmawiały wykonania aborcji. Dziewczyna w końcu wylądowała w pogotowiu opiekuńczym, odseparowana od matki, która namawiała ją do usunięcia ciąży. 

Dzięki interwencji ówczesnej minister zdrowia – a późniejszej premier – Ewy Kopacz, zabieg ostatecznie przeprowadzono w Gdańsku. Nic jednak prawdopodobnie nie cofnie traumy, jakiej doznała dziewczyna. Traumy podwójnej: po pierwsze związanej z gwałtem, a po drugie – z nękaniem i wpędzaniem w poczucie winy z powodu dokonanej aborcji. Notabene tzw. syndrom poaborcyjny, na którego istnienie lubi powoływać się prawica, istnieje przede wszystkim jako efekt takich właśnie działań.

Powyższy przypadek to jednak ani polski, ani irlandzki ewenement. Najlepiej zorganizowani pod względem uprzykrzania życia ciężarnym i personelowi medycznemu są antyaborcyjni aktywiści w Stanach Zjednoczonych. Mają kilka sprawdzonych metod odwodzenia kobiet od zamiaru dokonania aborcji, spośród których najwięcej kontrowersji wzbudzają tzw. 

  • „operacja ratunkowa” (rescue operation)
  • „pokaz prawdy” (truth display) 
  • oraz „doradztwo chodnikowe” (sidewalk counseling) 

Aktywiści anti-choice. Tak w USA odwodzą kobiety od aborcji

„Operacje ratunkowe” polegają właśnie na blokowaniu wejścia do placówki medycznej, w której przeprowadza się zabiegi przerywania ciąży. Ma to uniemożliwić pracę kliniki i co najmniej przesunąć w czasie moment zabiegu. Wszystko w nadziei na całkowite zamknięcia placówki albo przynajmniej skłonienie ciężarnej do zmiany decyzji. Przez takie działania mieszkanki tzw. „pasa biblijnego” musiały wielokrotnie dokonywać aborcji w innych stanach. 

W skrajnych przypadkach takie akcje ratunkowe to zwyczajne zamachy na życie personelu medycznego przy użyciu broni palnej. Jeśli ktoś myśli, że w Polsce nie znaleźliby się ludzie zdolni do takich działań, niech przypomni sobie napady antyszczepionkowców na punkty szczepień i ich personel. Im też chodzi, jak twierdzą, o ratowanie ludzkiego życia… Łagodniejszą wersją tych operacji jest „doradztwo chodnikowe” – nagabywanie kobiet w pobliżu klinik aborcyjnych i wręczanie im ulotek z materiałami anti-choice. 

„Pokaz prawdy” to z kolei prezentowanie w przestrzeni publicznej grafik mających rzekomo przedstawiać abortowane płody. W rzeczywistości są to albo płody poronione, a nie abortowane, albo zdjęcia spreparowane (np. przez wielokrotne powiększenie) przy pomocy programów graficznych. Tę metodę znamy również doskonale z Polski – furgonetka aborcyjna krąży po Warszawie i Krakowie, czasami się spali, po czym znów powstaje jak feniks z popiołów, mimo sądowego zakazu użytku.

Irlandia wprowadza anti prayer zones? Sprawdzamy

A może rzeczywiście prawodawcy irlandzcy chcą zakazać aktywistom aborcyjnym modlenia się w pobliżu placówek medycznych? Sprawdźmy. Irlandzki „The Journal” cytuje słowa tamtejszego ministra zdrowia Stephena Donelly’ego, który podkreśla, że propozycja zmian dotyczy happeningów, które „mogą powodować niepokój i stres u osób korzystających z zabiegów i świadczących je.” I których celem może być zastraszanie i zniechęcanie kobiety i personelu do przeprowadzania aborcji.

„Każdy ma prawo do bycia traktowanym z godnością i szacunkiem podczas korzystania z usług medycznych. Niestety jesteśmy świadomi demonstracji, które mają miejsce przed szpitalami i przychodniami wykonującymi zabiegi przerywania ciąży. Te demonstracje przyjmują różne formy, łącznie z umieszczaniem małych, białych trumien przed National Maternity Hospital i prezentowaniu niepokojących grafik (…)” – tłumaczy irlandzki minister.

Proponowane przez jego resort prawo wyznaczy określone placówki służby zdrowia oraz okalające je 100 metrów jako strefy bezpiecznego dostępu. Co ważne, zakaz nie dotyczyłby samego prawa do protestu, ale konkretnej, agresywnej jego formy, która ma na celu lub może w uzasadniony sposób wpłynąć na decyzję kobiety o dostępie do usługi lub przeszkodzie w dostępie. Poza tym dotyczy on tylko ograniczonego obszaru – wspomnianych 100 metrów wobec wybranych klinik. Ani słowa o zakazie modlitw.

Konfederackie szury znowu piszą bzdury

Mamy zatem do czynienia z (nie pierwszą już) manipulacją ze strony Konfederacji mija się z prawdą. Mamy do czynienia jedynie z projektem możliwych przyszłych zmian w prawie i nikt nikomu nie chce zakazać modlenia się w pobliżu placówek medycznych. Zakazane miałoby być tylko celowe napastowanie pacjentek, zastraszanie ich i nagabywanie. 

Dlaczego, gdy ktoś w Polsce krzyczy o prześladowaniach, to najczęściej okazuje się, że chodzi tak naprawdę o zakaz prześladowania innych przez niektórych chrześcijan właśnie, a nie np. o faktyczne mordowanie chrześcijan w Nigerii? Albo chociażby o próbę wykreślenia Reformowanego Kościoła Katolickiego w Polsce udzielającego ślubów parom jednopłciowym z rządowego rejestru związków wyznaniowych?  Dobre pytanie. Szkoda, że wciąż pozostaje bez odpowiedzi. 

Krzysztof Całus
Doktor nauk humanistycznych. Politolog, filozof, historyk. Na TrueStory porusza głównie tematy z pogranicza polityki i „obyczajówki”. Pasjonat Ameryki Łacińskiej. Autor dysertacji pt. „Kuba i rewolucja kubańska w prasie polskiej 1958-2016”.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze