czwartek, 6 października, 2022
Strona głównaPolitykaFundacja Kornice. 5 największych absurdów z billboardów

Fundacja Kornice. 5 największych absurdów z billboardów

Manipulujące albo niezrozumiałe treści na billboardach, dmuchane różańce puszczane w niebo, miliony złotych wyrzucane w błoto, a przy tym brak osiągnięcia założonego celu (chyba, że jest nim zaklepanie PiSowi billboardów na przyszłoroczną kampanię wyborczą). Fundacja Kornice z każdym kolejnym aktem swojej kampanii wpada w coraz większą otchłań absurdu. Postanowiliśmy poświęcić chwilę na wypunktowanie pięciu związanych z nią rzeczy, które najbardziej nie mieszczą się nam w głowach.

Nie pamiętam tego z „Władcy Pierścieni”, ale skoro prosicie: ten tekst to ono.

O tym, co to jest Fundacja Kornice i skąd bierze pieniądze na swoje kampanie, przeczytasz tutaj. Lektura poprzedniego tekstu wysoce wskazana przed niniejszym.

Fundacja Kornice. Stopy 11-tygodniowego płodu

Jeden z pierwszych głośnych plakatów Fundacji Kornice, przedstawiający stopy płodu wyglądające jak u niemowlaka, to manipulacja. W 11. tygodniu ciąży ludzki zarodek dopiero rozpoczyna wchodzić w okres płodowy, ma on jakieś 5 cm i waży 7-9 g. Jego głowa przestaje być największą częścią ciała, natomiast nie ma jeszcze uformowanych narządów płciowych i nie można określić jego płci. To jest dopiero ten etap, kiedy można zacząć odróżnić jego wygląd od płodu innych ssaków. Stopy na plakacie należą tymczasem do noworodka.

Manipulcją o podobnej skali jest chyba najpopularniejszy wczesny plakat fundacji, przedstawiający dziecko na końcowym etapie ciąży w macicy-sercu, z sugerowaniem, że działacze pro-choice chcą je zamordować. Tymczasem nigdzie taki postulat nie jest przedstawiony na serio, bo chociaż z granicznym terminem dla zakończenia ciąży w różnych krajach bywa różnie, to większość aborcji dokonywana jest do 12. tygodnia (w Szwecji to aż 95%, mimo tego, że aborcja na życzenie jest tam legalna do 18 tyg.). W niektórych miejscach na świecie przerwanie ciąży w jej zaawansowanej fazie jest możliwe w przypadku chociażby zagrożenia życia matki (wybiera się mniejsze zło, jeśli niemożliwy jest wcześniejszy poród).

To już jest noworodek. Nikt nie postuluje, by można było dokonać jego aborcji

Fundacja Kornice. Alternatywne chrześcijaństwo

Oczywiście chrześcijaństwo w wersji ludowej znacząco różni się od watykańskiego dogmatyzmu od czasów głębokiego średniowiecza. Kult maryjny zawsze był szczególnie silny na prowincjach całego chrześcijańskiego świata. Współcześnie można powiedzieć, że największym ambasadorem Maryi był papież z polskiej prowincji, Jan Paweł II – do tego stopnia, że zawołanie do Matki Boskiej było jego oficjalną dewizą. Objawienia maryjne w XX wieku wyrastały jak grzyby po deszczu, a Papież Polak robił wszystko, by je promować.

Nie zmienia to faktu, że cuda, który miały mieć miejsce w bośniackim Medziugoriu czy hiszpańskim Garabandal, nie zostały nigdy potwierdzone jako zgodne z nauczaniem Kościoła. Nie przeszkadza to pielgrzymom walić tam drzwiami i oknami – a Fundacji Kornice promować te miejsca na swoich plakatach. Na wszystkim zyskują biura wycieczkowe i lokalni sprzedawcy. Arcybiskup Henryk Hoser, który był papieskim pełnomocnikiem ds. Medziugoria, napisał w 2018 r., że bardzo prawdopodobne, że włoska mafia z Neapolu zarabia na hotelach, przewodnikach i sprzedawcach pamiątek.

Fundacja Kornice. Dmuchany różaniec i „Arka Noego” jak z koszmaru

Może to nie do końca absurd z billboardu, ale jest on ściśle powiązany z działaniami Fundacji. Kontrowersyjne pomysły na promowanie chrześcijańskich wartości są bowiem także obecne w macierzystej wobec niej spółce Eko-Okna. Według danych ze stycznia tego roku, zatrudnia ona prawie 8 tysięcy osób, co sprawia, że jest ona jednym z największych pracodawców w regionie Raciborza. Jej pracownicy jednak nie są wolni od dość kuriozalnych, proreligijnych działań.

W kwietniu 2020 r. portal Donald.pl pisał, że pracownicy Eko-Okien wypuścili przed firmą dmuchane gołębie i różaniec, by „w ramach walki z koronawirusem podziękować właścicielowi [Mateuszowi Kłoskowi – B.K.] i zjednoczyć się z nim.” W opisie relacji z wydarzenia czytamy również, że „Pracownicy Eko Okien wypuszczają w niebo broń na walkę z wirusem. Tym akcentem chcą podziękować właścicielowi i zjednoczyć się z nim w jego proponowanej wizji hierarchii wartości >>Ora et labora<<„. No jasne.

Ostatnio zaś dzieci pracowników Eko-Okien zostały ubrane w merchandise Fundacji Kornice i zaśpiewały piosenkę „Napełnieni Duchem Świętym”. Jak czytamy na stronie Fundacji, „to utwór pełen emocji, uczuć i oddania całym sercem przez dzieci, które zgłosiły chęć udziału.” A co na to pracownicy? Oficjalnie zachwyceni: „Warsztaty online z okazji Dnia Matki, Dnia Ojca, a także jasełka to tylko część akcji, które spotkały się z pozytywnym odbiorem przez pracowników i ich dzieci.” Konia z rzędem temu pracownikowi, który powiedziałby szefom, że jego pomysł na niecodzienną promocję to kuriozum.

Uwaga, tylko dla osób o mocnych nerwach. Może dzieci umiejące śpiewać nie zgłosiły chęci udziału?

Fundacja Kornice. Kampania nie działa

Jeszcze w jej początkach kampanii portal oko.press przedstawił sondaż, którego wyniki mogą być dla Mateusza Kłoska i ekipy z Fundacji Kornice druzgoczące. 82% badanych stwierdziło, że plakaty ze stopami płodu albo dzieckiem w macicy-serduszku nie zmieniło ich podejścia do tematu aborcji, a ponad 6,5% miało przekornie uznać pod ich wpływem, że ich poglądy stały się bardziej liberalne.

Wszystko też wskazuje na to, że seria antyrządowych i antykościelnych tzw. czarnych protestów spowodowała masowe odejścia z Kościoła, w szczególności dotyczące młodych ludzi. W takim środowisku plakaty mogą być co najwyżej niekończącym się źródłem lolkontentu (czy tak się jeszcze mówi?), o czym świadczą dziesiątki memów i zwandalizowanych sztuk. Czy plakat z objawieniami maryjnymi od Fundacji Kornice przekona kogoś, by jechał na pielgrzymkę, czy raczej kupi on sprej i napisze na nim „DUPA”? Wiele wskazuje na to, że wszechobecne billboardy tylko nakręcą młodzież do antyklerykalizmu.

Wstydu nie mają…

Fundacja Kornice. Gargantuiczne koszty kampanii

Last but not least, Fundacja Kornice wydaje dziesiątki, a może i setki milionów złotych, które zasilają kasy operatorów billboardów w całej Polsce. Firmy typu Stroer, AMS (czyli Agora S.A.) czy Cityboard Media nie wyśniłyby sobie nigdy tak dobrego klienta, który notorycznie prowadzi intensywną kampanię reklamową w polskich miastach. W lutym 2021 r. Dom Mediowy Media People podliczył, że koszt kampanii między listopadem 2020 r. a styczniem 2021 r., czyli za trzy miesiące kampanii, mógł wynieść ok. 5,5 mln złotych.

Wprawdzie kampania nie trwa od tego czasu z jednolitą intensywnością, ale mając na uwadze inflację, śmiało można przemnożyć tę kwotę przez 6 kwartałów, które upłynęły od tego czasu, by oszacować jej koszty na co najmniej 30 mln złotych (chociaż niektórzy szacują, że koszt może wynieść… 10 mln złotych miesięcznie). Dla porównania: Radio Łódź podało, że koszt budowy łódzkiego hospicjum dla osób dorosłych zamknął się w 18 mln złotych. Według danych portalu Trojmiasto.pl koszt budowy domu samotnej matki w Gdańsku wyniósł 3,5 mln złotych.

Czytaj także:

Niech czytelnik sam sobie policzy, ile środków Fundacja Kornice mogłaby wydać na coś pożytecznego (i zgodnego z ich linią programową). Zamiast tego pieniądze trafiły do billboardziarzy – a chyba Mateuszowi Kłoskowi nie o to powinno chodzić. Ale może pies jest pogrzebany gdzie indziej? W internecie krąży teoria, jakoby plakaty od Kornic były przykrywką do „zarezerwowania” PiSowi billboardów na przyszłoroczną kampanię wyborczą. Czy to prawda – dowiemy się wkrótce.

Polecamy:

Bartłomiej Król
Prawnik, publicysta, redaktor. Na TrueStory pisze głównie o polityce zagranicznej i kulturze, chociaż nie zamierza się w czymkolwiek ograniczać.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze