sobota, 26 listopada, 2022
Strona głównaLifestyleJezus, ale bez Kościoła. Jak pogodziłem ateizm z chrześcijaństwem?

Jezus, ale bez Kościoła. Jak pogodziłem ateizm z chrześcijaństwem?

Szymon Stępnik zaskoczył pisząc swój katolicki coming out i przyznając, że pomimo kryzysu Kościoła sam trwa przy Watykanie. Dużą część jego argumentów uważam za kompletnie nietrafioną. Przy okazji postaram się jednak napisać, dlaczego nie uważam, aby mój rozbrat z religią był stuprocentowy. Można odejść od Kościoła, pozostając kulturowo chrześcijaninem.

Papieżu, co się stało z Watykanem za Twoimi plecami?

Szymon zaczyna od wyjaśnienia, dlaczego w ogóle uważa istnienie Boga za prawdopodobne. Autor pisze, że obserwując złożoność życia na Ziemi (kontrastującego z pustką otaczającego nas kosmosu), prawa fizyki itd. wnosi, że ktoś musiał to wszystko zaprojektować. To nic innego, jak stary jak świat – starszy nawet od Chrześcijaństwa – argument teleologiczny, na istnienie wielkiego projektanta, który mażąc cyrklem po niebie stworzył „wszelkie ptactwo skrzydlate, różnego rodzaju”.

Tak stary argument, ma też całą – również wiekową – bibliotekę krytyków. Tym najbardziej godnym polecenia jest Bernard Russel, który zmierzył się z wizją cichego poruszyciela w swoim eseju „Dlaczego nie jestem chrześcijaninem?”. Mówiąc najprościej, gdyby dobry Bóg faktycznie to wszystko sobie zaprojektował, to dlaczego poddawałby gatunki nieustannym przemianom? Po co stwarzałby wadliwe mechanizmy ewolucji biologicznej, narażając tysiące gatunków na wyginięcie, innym dając przepustkę do funkcjonowania w kolejnych wiekach? Co więcej, czy sam będąc bytem nieskończenie skomplikowanym bytem nie musiałby zostać przez coś stworzony? Dochodzi tu do klasycznego dylematu kury i jajka. Oczywiście, można spróbować go ominąć, mówiąc że Bóg działa poza czasem i nikt nie musiał go stwarzać, ale tym samym trochę zbywamy się prawa do używania tego samego argumentu w kontekście powstania wszechświata.

Pisząc ten tekst znalazłem plakat polskiego thrillera-erotycznego „Nieruchomy poruszyciel”. Ciekawe jak twórcy wpletli „argument teleologiczny” w intrygę kryminału.

Świadectwa wiary znajdą się wszędzie

No dobrze, powiedzmy, że ilość niewiadomych w sprawie powstania wszechświata i zachwyt nad otaczającą rzeczywistością mogą prowadzić do wiary w „pierwszego poruszyciela”, czyli jakąś siłę kosmiczną, która zaprojektowała świat, a następnie pozwoliła mu żyć własnym życiem. Od tych wniosków jest jednak szalenie daleko do wiary w zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa.

W tym miejscu Szymon pisze, że przekonują go świadectwa wiary. Śmierć kolejnych męczenników oraz fakt, że „gdyby zmartwychwstanie było zwyczajnym kłamstwem, dość szybko wyszłoby to na jaw”.  Oba argumenty uważam za pretekstowe. Autor tekstu po prostu bardzo chce wierzyć i próbuje znaleźć do tego uzasadnienie.

Świadectw wiary faktycznie mamy w historii bezliku, ale mowa o każdej wierze. W tym samym szeregu co pierwszych chrześcijan mógłbym postawić hugenotów, płonących buddyjskich mnichów, japońskich kamikaze oddających życie za Cesarza i dżihadystów wkładających na siebie pas szahida. Ponoszenie śmierci za wzniosłe ideały jak widać jest akceptowalne w wielu kulturach i w żaden sposób nie mówi nam o niezwykłości chrześcijaństwa.

Jeśli zaś chodzi o „powszechność” wiary w zmartwychwstanie, to można ją porównać do powszechności wiary w płaski kształt Ziemi. Argumenty za kulistością globu wysnuwał już Arystoteles (zauważył, że okręty na horyzoncie wyłaniają się od masztu w dół, a nie „na raz”), a Eratostenes dokonał całkiem dokładnego pomiaru długości równika. Mimo tego, jeszcze w XVII wieku ciągano Galileusza po sądach, za twierdzenie czegoś, co dla wielu starożytnych było oczywistością. Powszechność wiary w jakieś głupstwo, nie jest dowodem jego prawdziwości.

Do skumania, że Ziemia jest okrągła wystarczy niewiele, ale ludzkość i tak boryka się z tym problemem do dziś.

Czy da się pogodzić ateizm z Chrześcijaństwem?

 Nie wierzę więc w Boga, ani w zmartwychwstanie Jezusa po śmierci. Zostałem jednak wychowany w wierze chrześcijańskiej i choć dziś ją odrzucam, to myślę, że w historii Jezusa jest coś, co może ubogacać życie i nadawać mu wymiar duchowy. Jezus – jako jeden z wielu starożytnych cyników – miał za nic doczesną karierę, dobra materialne, podziały społeczne i etniczne. Wreszcie – co najważniejsze – miał za nic śmierć i to właśnie z tej zuchwałości wobec nieuchronnego, wzięło się jego hasło „nie lękajcie się!”. Oczywiście, stoi za nim nieuczciwa oferta pozyskania życia wiecznego. Musimy ją jednak zrzucić na kontekst historyczny. Dziś, pewnie Jezus powiedziałby: „żyjcie tak, żebyście nie bali się śmierci”. Nie wyobrażam sobie, żeby obrawszy tę samą strategię co 2000 lat temu, krążąc po miastach współczesnej Europy, mógłby osiągnąć ten sam efekt co wówczas. Byłoby to raczej przeciwskuteczne. Wiek formowania się wielkich monoteistycznych religii dobiegł końca.

Kościół jest instytucją polityczną

Nie sądzę też, żeby Jezusowi spodobał się współczesny Kościół. Nie chodzi mi wcale o skandale pedofilskie czy finansowe, a raczej o wymiar polityczny tej instytucji. W swoim tekście Szymon Stępnik mówi, że Kościół nie miesza się do polityki, bo nie ma swoich posłów czy senatorów (jeszcze czego!). Ma za to osobne państwo, na czele którego stoi monarcha absolutny wyposażony w dogmat o nieomylności. W tym sensie Kościół nie może „mieszać się do polityki”, bo sam – od swojego powstania – był instytucją stricte polityczną. Czytając po latach pisma Jana Pawła II, uderza w to, że wychwalany dziś pod niebiosa papież, uwielbiał pisać o polityce, a wizją partii jego marzeń było coś na kształt tysiącletniego Prawa i Sprawiedliwości.

Całkowite przekreślenia figury Chrystusa byłoby dla mnie błędem. Zresztą w puste miejsce po chrześcijańskim Bogu w sekundę są w stanie wpełznąć wróżki, bioenergoterapeuci i New Age. Jezus mógłby zachować miejsce jako jeden z najważniejszych etyków Europy (ze względu na prostotę swojego nauczania), ale pod warunkiem, że odbierze mu się boskość, a instytucję Kościoła sprowadzi do roli ciekawostki z odległych czasów. Działalność charytatywną też można prowadzić poza jego granicami.

Zobacz też:

Jan Rojewskihttps://truestory.pl
Pisarz, dziennikarz. Publikował m.in. na łamach Gazety Wyborczej, Rzeczpospolitej, Onetu, Tygodnika Powszechnego. Był stałym współpracownikiem Wirtualnej Polski i Tygodnika POLITYKA. Od września 2021 roku redaktor naczelny True Story.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

1 KOMENTARZ

  1. „Jezus mógłby zachować miejsce jako jeden z najważniejszych etyków Europy (ze względu na prostotę swojego nauczania), ale pod warunkiem, że odbierze mu się boskość, a instytucję Kościoła sprowadzi do roli ciekawostki z odległych czasów”. To każdą religię pan redaktor chce sprowadzić do ciekawostki? Śmiała teza – może od razu zanegujmy wszelakie aspekty kultury! Jak szaleć to szaleć 😛 A o tym, że wiara opiera się na WIERZE właśnie to Pan nie słyszał?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze