poniedziałek, 26 września, 2022
Strona głównaPieniądzeCzy znam nauczycieli zarabiających 11 000?

Czy znam nauczycieli zarabiających 11 000?

To ostatnio dość popularne pytanie na forach dotyczących edukacji. Kiedy odpowiadam, że znam, ktoś zawsze wymaga dookreślenia: Czy to stawka miesięczna? Potwierdzam. Brutto czy netto? Nigdy nie pamiętam, które jest które, więc odpowiadam: na rękę. Reakcją jest śmiech lub niedowierzanie. A ja mówię serio.

Adam Miauczyński odbierający 11 tys zł pensji w innym uniwersum (fot. YouTube)

Bo to prawda. Są w Polsce tacy nauczyciele. Nie jest ich wielu. Są też tacy, którzy zarabiają poniżej dyszki, ale więcej, niż wynika to z danych umieszczonych w tabelach określających stawki dla nauczycieli zatrudnionych w oparciu o Kartę Nauczyciela. Prywatnie ludzie są w stanie zapłacić dużo za wiedzę i umiejętności. Stawki za godzinę nauki osiągają ponad 100 zł. I staje się to normą. Przynajmniej w dużych miastach. I to nie jest kwestia konkretnych przedmiotów.

Korepetytor to też nauczyciel

Oczywiście najłatwiej pomyśleć o nauczaniu języka obcego, ale coraz więcej osób jest w stanie zapłacić także za inne przedmioty. Głównie dlatego, że jakość edukacji w szkołach państwowych spada już nie z roku na rok, ale raczej z miesiąca na miesiąc. I tam ludzie tych — z najróżniejszych przyczyn potrzebnych im — wiedzy i umiejętności nie zdobyli albo wiedzą, że nie zdobędą. Prywatnie uczy coraz więcej nauczycieli. Z czego to wynika? Bardzo ogólnie: Z edukacyjnej polityki polskiego rządu. 

Cokolwiek tam dzieje się w głowach zarządzających publiczną oświatą, to na pewno nie zmierza w kierunku polepszenia sytuacji w szkołach państwowych.

Wiceminister edukacji i jego słynna wypowiedź, do której nawiązuje tytuł tekstu

Skracając, znam nauczycieli zarabiających powyżej 10 000 miesięcznie. Są tacy w Polsce. Nie w szkołach państwowych. Pewnie nie w szkołach w ogóle. To gdzie uczą? U siebie w domu, w wynajętym biurze lub we wskazanym przez klienta miejscu. Bo klienci to też nie zawsze tylko dzieci w tak zwanym wieku szkolnym. Młodzież i dorośli, którzy chcą zdać maturę, a czasami najzwyczajniej podszkolić się z konkretnej dziedziny.

Utożsamianie dzisiaj słowa “nauczyciel” z osobą uczącą w szkole państwowej — choć powszechne — może powodować nieporozumienia. To, że nauczyciele odchodzą ze szkół, nie oznacza jeszcze, że przestają zajmować się nauczaniem. Wielu nadal naucza, ale wybiera inną drogę — szczególnie, że w publicznych placówkach coraz trudniej spodziewać się jakościowo dobrej edukacji. Panujące tam warunki w znacznej mierze skutecznie ją uniemożliwiają.

Nauczanie prywatne i publiczne już dzieli przepaść. A będzie gorzej

Kiedy piszę, że ze szkół państwowych odchodzą nauczyciele, niekoniecznie chodzi mi o to, że odchodzą najlepsi. Nie mnie oceniać umiejętności i wiedzę innych uczących. Po prostu trudno oczekiwać, żeby za wypłatę nie zawsze wystarczającą na opłacenie kredytu na mieszkanie, ktoś z radością biegł do pracy. Obecna sytuacja w szkołach doprowadza nauczycieli nie tylko do zmiany zawodu, ale do poszukiwania możliwości zarabiania więcej za to, co robią dobrze; co potrafią robić dobrze.

Matematyka (wyższa), informatyka i… muzyka – to najdroższe przedmioty biorąc pod uwagę średnią stawkę za 60 min korepetycji. Opracowanie za miniony rok dla 20 miast przygotowały e-korepetycje

Niektórzy, jak pani Agnieszka Dąbrowska, o której ostatnio zrobiło się głośno, biorą na siebie ponad dwa etaty, co w połączeniu z obowiązkami pozatablicowymi daje pewnie jakieś 80 godzin  pracy w tygodniu. Inni postanawiają otworzyć własną działalność. Bez obciążeń narzuconych przez dyrekcję czy kuratoria, zostaje więcej czasu na samo nauczanie. Jeśli założymy, że stawka godzinowa przekracza sto złotych, łatwo policzyć, ile można wyciągnąć za tydzień przy 40 godzinach pracy, nawet odprowadzeniu niezbędnych opłat.

Polecamy:

Finalnie doprowadza to do sytuacji, w których za jakościowo dobrą edukację coraz częściej trzeba będzie płacić. I to, ile zarabiają nauczyciele, jakie możliwości pracy im się stwarza w publicznych placówkach, finalnie prowadzi właśnie do tego, że nie każdego będzie stać na dobre jakościowo wykształcenie. Zresztą już tak jest. Biedni stają się wykluczeni edukacyjnie. Wystarczy porównać wyniki nauczania w szkołach prywatnych z wynikami w szkołach państwowych. Kolejne wykluczenia się mnożą.

W obecnej sytuacji wszystko wskazuje na to, że proces rozwarstwienia edukacyjnego, obecny od dawna, będzie się pogłębiał. I będzie się pogłębiało zdziwienie niektórych, że ci wykluczeni nie są zadowoleni z przypisanej im roli.

Tylko czy jako społeczeństwo możemy sobie na taką sytuację w edukacji pozwolić?

Czytaj też:

Michał Domagalski
Pisarz. Autor "Poza sezonem" (nominacja do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius oraz do Nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny) oraz "za lasem/". Publicysta. Sporadycznie nauczyciel.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

1 KOMENTARZ

  1. Kolejna Brednia !!! Do każdego wiatraka potrzeba masy stali i cementu ! Łopaty wykonane z żywić nie są biodegradowalne !!! A ten cement i stał??? Jak wytworzyć ??? Bez węgla ??? Podgrzewać będziemy czym świeczkami ???

Skomentuj Jan Anuluj odpowiedź

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze