piątek, 12 kwietnia, 2024
Strona głównaPolitykaWybory w USA. Biden zamierza ubiegać się o reelekcję. Tylko po co?

Wybory w USA. Biden zamierza ubiegać się o reelekcję. Tylko po co?

Jak donosi amerykański The Hill, Joe Biden zamierza ubiegać się o reelekcję i miał już o tym poinformować swojego przyjaciela Baracka Obamę. Choć nie jest to potwierdzona informacja, a do kolejnych wyborów jeszcze długa droga, już teraz należałoby zapytać, czemu dziadzio Joe w ogóle miałby to robić.

Jak donosi The Hill, Joe Biden ma ubiegać się o reelekcję. Pytanie tylko, po co? (fot. Facebook)

Kolejne wybory o fotel prezydenta USA odbędą się 5 października 2024 roku. Joe Biden będzie wówczas raptownie zbliżać się do 83. urodzin. Jego potencjalny rywal, Donald Trump, jest ciut młodszy. W czerwcu 2024 roku będzie obchodzić 78 urodziny.

Nim zapytamy obu panów o sekret długowieczności, powinniśmy skonstatować, że rywalizacja Bidena z Trumpem także nie należy do najmłodszych i obaj kandydaci spotkali się już ze sobą w ostatnich wyborach. Wokół tamtej elekcji narosło bardzo wiele kontrowersji. Gdy zamknięto lokale wyborcze mogło się wydawać, że wybory wygra Trump. Te jednak były przeprowadzane podczas epidemii koronawirusa, a zliczanie głosów trwało wyjątkowo powolnie. O ile wyborcy Trumpa raczej nie bali się wirusa i chętnie szli do lokali wyborczych, o tyle wyborcy Bidena wysyłali je pocztą. Otwieranie kolejnych listów trwało przysłowiowy „ruski rok”, ale z każdym dniem stawało się jasne, że szala zwycięstwa przechyla się na stronę kandydata Demokratów. Gdy ten ostatecznie wygrał wybory, Trump powiedział, że te „zostały skradzione”, a tłum jego zwolenników przeprowadził bezprecedensowy szturm na Kapitol.

Dzień po ataku na Kapitol jedna z kenijskich gazet opublikowała taki artykuł (fot. Twitter)

Wkrótce po tych wydarzeniach kluczowym było to, czy Izba Reprezentantów wykorzysta ostatnie dni prezydentury Trumpa, by przeprowadzić procedurę impeachmentu i tym samym pozbawić biznesmena możliwości ubiegania się o urząd w przyszłości. Tak się jednak nie stało. Trump został oskarżony o celowe podżeganie do przemocy przeciwko władzom Stanów Zjednoczonych, ale wniosek nie otrzymał wymaganej większości 2/3 głosów w stuosobowym Senacie.

Wybory USA. Drugi raz do tej samej rzeki?

Tym samym Partia Republikańska straciła szansę żeby rozliczyć się z „trumpizmem” i znaleźć bardziej akceptowalnego kandydata. Od razu było więc jasnym, że Trump skorzysta z okazji by wrócić po władzę. Gdyby republikanie wybrali w prawyborach kogoś innego, głosy prawicowych wyborców podzieliłyby się między oficjalnego kandydata i Trumpa i tym samym radykalnie ułatwiłoby demokratom zdobycie reelekcji.

Co więcej, kandydata mogącego pokonać Trumpa na łonie „Grand Old Party” po prostu nie ma. Mówi się o gubernatorze Florydy Ronie DeSantisie oraz senatorze Timie Scocie, jedynym czarnoskórym republikaninem w izbie wyższej, ale to kandydatury mające takie szanse w starciu z Trumpem, że CNN bez żenady dopisuje obok nich Dwayna „The Rocka” Johnsona i to mimo tego, że popularny aktor nie zgłasza póki co politycznych ambicji.

Memy już są (fot. Twitter)

Czy w takim razie amerykańska polityka – zupełnie tak samo jak francuska – stała się dniem świstaka, oferującym za każdym razem dokładnie to samo? O tym przekonamy się gdy prawybory rozpoczną się na dobre. Na razie wygląda na to, że Demokraci faktycznie szykują się na drugie (a w zasadzie trzecie, jeśli liczyć kampanię z 2016 roku) starcie z Trumpem i wolą zdać się na sprawdzone rozwiązanie.

Tyle, że jest nim niedołężny dziadzio Joe.

Wybory USA. Pierwszy rok Bidena

Joe Biden rozpoczął kadencję z gigantycznym mandatem poparcia. Kandydat otrzymał 81 milionów głosów, co stanowiło rekord w historii Ameryki. Rządy zaczął od próby zwalczenia kryzysu wywołanego epidemią koronawirusa. Podpisał ustawę o bezprecedensowym wsparciu dla najuboższych (Amercian Rescue) oraz próbował przepchnąć pakiet ustaw znany jako „Build Back Better”, który zakładał wydatek miliardów dolarów tak na naprawę amerykańskiej infrastruktury jak i różnorakie benefity socjalne.

Porażka drugiego projektu nie jest nawet tyle winą Bidena, co po prostu trudną sytuacją parlamentarną. W Senacie przewaga demokratów utrzymuje się wyłącznie głosem wiceprezydent Harris, a Build Back Better uznano za tak radykalny pakiet zmian, że nawet część polityków tej partii odwróciła się od pomysłu.

Premier Boris Johnson stanowczo uprościł hasło demokratów (fot. OpenDemocracy)

Dodajmy do tego upokarzające wyjście Amerykanów z Afganistanu, które zakończyło się blitzkreigiem Talibów i zaprzepaszczeniem wszystkiego co USA zrobiło w tym kraju przez ostatnie 20 lat. Trochę lepiej Stany zareagowały na sytuację na Ukrainie. Waszyngton potwierdził, że jest liderem wolnego świata i przesłał tony wojskowego sprzętu za naszą wschodnią granicę.

Czy to wystarczy aby otrzymać reelekcję? Przed Bidenem jeszcze trzy długie lata sprawowania rządów, ale biorąc pod uwagę, że demokraci najpewniej przegrają nadchodzące wybory w Kongresie, to nie byłbym optymistą. Oczywiście, każdy polityk miałby pod górkę z tak kruchą przewagą, ale być może Ameryka po prostu potrzebuje innego lidera. Młodszego, żywszego, potrafiącego klarowniej tłumaczyć swoje racje i nie zasypiającego przy różnych okazjach.

To co dla jednych będzie zwykłą „drzemką mocy” dla innych stanie się niewyobrażalna gafą. Niezależnie od tego jak łagodne mielibyśmy podejście do wieku Joe Bidena, to faktem jest, że zbiera on potężną kartotekę dowodów na to, że fizycznie może już nie być w stanie sprawować urzędu. A to zaśnie, a to nazwie dziennikarza „skurwysynem” przy włączonym mikrofonie, albo powie coś tak niewyraźnie, że dostarczy mediom na tydzień powodów do spekulacji. Przynajmniej na ten moment, można powiedzieć, że gafy Trumpa są mniej (zastrzyki z wybielacza) lub bardziej (wszystkie tweety) świadome, choć też nie jest on przecież młodzieniaszkiem.

Wybory w USA. Wielkie wyzwanie dla Partii Demokratycznej

Wspomniane już 81 milionów głosów oddanych na Bidena nie było głosami „za” ale „przeciw” polityce Trumpa. Kto wie, być może gdy wyborcy zobaczą w telewizorach, że facet z wielką blond czupryną znów ma szanse zostać prezydentem ponownie wybiorą Bidena. Na razie ich entuzjazm spada. Podobnie jak we Francji, założenie w ciemno, że przecież i tak mieszkańcy miast nie chcą prezydent Le Pen może okazać się ślepym zaułkiem. Żeby z niego wyjść Bidenowi pozostanie schować starcze ambicje do kieszeni i wskazać swojego następcę.

Jan Rojewski
Jan Rojewskihttps://truestory.pl
Pisarz, dziennikarz. Publikował m.in. na łamach Gazety Wyborczej, Rzeczpospolitej, Onetu, Tygodnika Powszechnego. Był stałym współpracownikiem Wirtualnej Polski i Tygodnika POLITYKA. Od września 2021 roku redaktor naczelny True Story.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze