czwartek, 22 lutego, 2024
Strona głównaPolitykaNajważniejsza bitwa tej wojny rozegra się we Francji

Najważniejsza bitwa tej wojny rozegra się we Francji

Jeszcze miesiąc temu moglibyśmy powiedzieć, że Emmanuel Macron stojąc na przeciw rozproszonej opozycji, musiałby przejechać zakonnicę na pasach, żeby przegrać te wybory. Ale kilka tygodni później zwycięstwo Marine Le Pen staje się jak najbardziej możliwe.

Emmanuel Macron i Marine Le Pen (fot. Wikimedia)

O co chodzi Francuzom? To pytanie, które można sobie stawiać oglądając czy to wiece skrajnie prawicowego Érica Zemmoura czy lewaka Jeana-Luca Mélenchona. Choć obaj stoją po przeciwnych stronach politycznej barykady i nie mają szans na zwycięstwo w jutrzejszych wyborach, to łączy ich jedno. Duża łatwość do powtarzania putinowskich bredni. Jeśli do tego dodamy Marine Le Pen, której partia jawnie brała pieniądze od ruskich (przeczytacie o tym niżej), to obraz Francji staje się naprawdę nieciekawy. Istnieje ryzyko, że zwolennicy Zemmoura poprą w drugiej turze Le Pen, ta zostanie prezydentką i zacznie swoje rządy od rozmrożenia stosunków z Rosją i cofnięcia jakichkolwiek sankcji. Tym samym zachwiana zostanie jedność zachodu, Putin będzie mógł dowolnie mordować Ukraińców, a my coraz bardziej będziemy się przesuwać we wschodnią strefę wpływów.

Skąd u Francuzów sentyment do Rusków?

Odpowiedź na tak postawione pytanie, w zasadzie wymagałaby osobnego tekstu, ale w dużym skrócie możemy powiedzieć, że istotne były dwa czynniki. Pierwszy, to odległość geograficzna i brak doświadczeń z „russkim mirem”. Drugi, to emigracja, która przyjechała do Paryża po wybuchu rewolucji październikowej. Wówczas do Francji trafili arystokraci, rozczytani w Tołstoju, potrafiący grać na różnych instrumentach, znający etykietę i lubiący ssać ostrygi. Niezmącona niczym śmietanka rosyjskiego społeczeństwa.

Polityczny rusofilizm Francuzów, który przebił się do politycznego mainstreamu, wynika z czegoś jeszcze. Chodzi o znudzenie polityką Unii Europejskiej, jej biurokratyzmem i silną pozycją Niemiec. Szalejący na wschodzie Europy rosyjski żywioł jest więc jednocześnie odległy – nie może wyrządzić krzywdy nad Loarą – ale też pomocny, bo osłabia wolę Brukseli i Berlina. Tym samym sprawia, że głos Francji liczy się jakby bardziej. A to dla dotkniętych postkolonialnym upokorzeniem Francuzów bardzo ważne.

Tak, wszyscy kandydaci, łącznie z Macronem, chcieliby powrotu Francji imperialnej. Emmanuel Macron nie na darmo mówił niegdyś o „śmierci mózgowej NATO”, postulował stworzenie armii europejskiej, zarzucał Algierczykom że fałszują historię i otwierał fundusze na inwestycje w krajach Afryki Subsaharyjskiej. Francja chciała się rozpierać łokciami wszędzie tam, gdzie kiedyś pojawili się francuscy żołnierze. Tym bardziej, że po wyjściu z Unii Europejskiej Wielkiej Brytanii, Francja zyskała więcej miejsca.

Co jeśli Marine Le Pen wygra?

Liberalny Macron nie jest ulubieńcem socjalistów. Gdy w 2019 roku zapowiedział podwyżki cen benzyny (aby skłonić kierowców do przesiadanie się z silników diesla na auta hybrydowe), przez cały kraj przeszła fala zamieszek znanych jako żółte kamizelki. Ich przekaz był prosty. Strajkujący uważali, że cenę za walkę z globalnym ociepleniem powinni ponosić najbogatsi, a nie ci którzy codziennie dojeżdżają dziesiątki kilometrów do pracy.

Na żółtych kamizelkach najwięcej zyskiwała Marine Le Pen. Tu trzeba powiedzieć, że polityczka ma w sobie coś z Jarosława Kaczyńskiego. Pomimo kolejnych porażek wyborczych (2012 i 2017) jej środowisko polityczne unikało rozliczeń, raczej dając jej czas i wierząc w to, że pewnego dnia w końcu uda jej się wygrać. Tak jak w wypadku Kaczyńskiego pomaga legenda jego brata, tak w wypadku Le Pen istotna jest scheda po ojcu, ponad 90 letnim Jeanie-Marie.

Z naszej perspektywy najważniejszym jest stosunek Le Pen do Putina, a ten jest więcej niż pozytywny. Kilka lat temu portal śledczy Mediapart opublikował śledztwo z którego wynika, że w kwietniu 2014 r. partia Le Pen brała pieniądze od Rosjan. Jak podaje serwis, chodzi o sumę 2 milionów dolarów. Według tego samego źródła Le Pen dwa miesiące później dostała 9 milionów euro z rosyjskiego banku FCRB, a w czerwcu 2016 roku wnioskowała o kolejne 3 miliony euro od banku Stratiegija. Z opublikowanych przy okazji dokumentów wynikało, że pieniądze miały być przeznaczone na kampanię prezydencką. Na wnioskach o przyznanie kredytów widniał podpis samej Marine Le Pen.

Z tej perspektywy jej wybór przekreśliłby wszystko co zachodowi udało się osiągnąć w walce z Putinem. Le Pen mogłaby wycofać się z sankcji i wprost mówić, że Ukraina należy do rosyjskiej strefy wypływów. Niestety, polskim politykom zabrakło w tym wypadku wyobraźni. Mateusz Morawiecki kilka miesięcy temu przyjął Marine Le Pen w Warszawie, tak jakby ta była przywódcą państwa. Chętnie się z nią później fotografował, a politycy PiS wprost mówią, że zmiana władzy w Paryżu mogłaby wyjść Polsce na dobre.

Pytanie tylko, czy będzie to Polska niezależna i suwerenna. Ewentualne zwycięstwo Le Pen (niewykluczone, biorąc pod uwagę ostatnie sondaże), może przekreślić całe, ostatnie 30 lat integracji europejskiej i na nowo podzielić Europę na pół.

Zobacz też:

Jan Rojewski
Jan Rojewskihttps://truestory.pl
Pisarz, dziennikarz. Publikował m.in. na łamach Gazety Wyborczej, Rzeczpospolitej, Onetu, Tygodnika Powszechnego. Był stałym współpracownikiem Wirtualnej Polski i Tygodnika POLITYKA. Od września 2021 roku redaktor naczelny True Story.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze