poniedziałek, 30 stycznia, 2023
Strona głównaHistoriaWiktor But. Prawdziwa historia handlarza bronią. DŁUGI TEKST

Wiktor But. Prawdziwa historia handlarza bronią. DŁUGI TEKST

Odsiadujący wyrok w USA światowej sławy handlarz bronią Wiktor But został wymieniony za siedzącą w rosyjskim więzieniu koszykarkę Brittney Griner, a po przylocie do ojczyzny niemal od razu wstąpił do Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (nacjonaliści od Żyrinowskiego). Śledząc historię jego życia nie mamy jednak wątpliwości, że Buta najbardziej będzie interesować powrót do starych interesów.

Wojna domowa w Angoli była jednym z konfliktów, które uczyniły z Wiktora Buta milionera (fot. TrueStory)

Dwudziestokilkuletni Wiktor But mógł mieć podobne marzenia jak wielu jego rówieśników. Chciał poznawać języki obce i zwiedzać świat. Traf chciał, że w chylącym się ku upadkowi Związkowi Radzieckiemu droga ku temu wiodła albo przez profesjonalne uprawianie sportu, albo przez GRU (Główny Zarząd Wywiadowczy, czyli po prostu szkołę szpiegów).

Jego biografie nie są zgodne co do wczesnej młodości. Wiadomo, że ma ukraińskie korzenie i że urodził się w Taszkiencie w dzisiejszym Uzbekistanie. Jedne źródła mówią, że był synem mechanika samochodowego, inne że oficera KGB. Swoich sił próbował jako siatkarz, potem żołnierz (przydział na zachodniej Ukrainie), a następnie tłumacz, który zapisał się do Wojskowego Instytutu Języków Obcych. Doświadczenie podpowiada, że tam But uczył się nie tylko portugalskiego, ale też technik wywiadowczych dzięki, którym w przyszłości mógł zbywać światowe organy ścigania.

W 1988 w Mozambiku bawi na misji wojskowej. Poznaje lokalną kulturę, potrzeby, ale też swoją przyszłą żonę (Rosjankę). Upadek żelaznej kurtyny sprawia, że w nowo powołanej do życia Rosji nie tylko wszystko ginie, ale też wszystko można kupić za grosze. But wraz z żoną trafiają do Zjednoczonych Emiratów Arabskich gdzie zaczynają prowadzić towarowe linie lotnicze Air Cess. Jak wielu rozpoczynających przedsiębiorców nie mieli dużych pieniędzy. Towar kupowali za zaliczki. Ich największym atutem była znajomość ZSRR i możliwość skombinowania dowolnego towaru.

Wiktor But. Jak zastąpić Związek Radziecki?

Gdybyśmy zapytali Buta o to co najczęściej sprzedawał w tamtych latach, to pewnie odpowiedziałby coś w stylu Logana Roya z Sukcesji, czyli że to nie on wymyślił świat i nie on odpowiada za ludzkie potrzeby, jednocześnie nie udzielając nam żadnej konkretnej odpowiedzi. Prawda jednak jest taka, że wraz z upadkiem ZSRR ze światowej mapy zniknął jeden z najważniejszych dostawców broni do państw globalnego południa. But postanowił jednoosobowo wypełnić tę lukę.

W 1994 roku Afganistan potrzebował broni żeby zwalczać Talibów. Gdy But się o tym dowiedział skontaktował się z Peterem Mirchevem (jego imię w Google pojawia się albo w kontekście Buta albo Panama Papers), swoim bułgarskim ziomkiem, który załatwiał już takie rzeczy wcześniej. Po latach Mirchev przyzna, że But nie miał wówczas bladego pojęcia o broni i wszystko mylił. Panowie rozdzielili się zadaniami. Jeden miał być odpowiedzialny za sprzęt, drugi za logistykę.

Interes szedł dobrze, ale w 1995 Talibowie zestrzelili samolot z ładunkiem. Nie całkiem wiadomo w jaki sposób rosyjscy piloci wydostali się na wolność. Nie jest wykluczonym, że to wtedy But odkrył o ile lepsze interesy można robić jeśli zaspokaja się potrzeby obu stron konfliktu.

W kolejnych latach był wszędzie, gdzie mogło się zrobić gorąco. W 1997 roku kupił dom w RPA w pobliżu, którego postawił lądowisku. Jego globalna siatka liczyła już 30 firm, które były gotowe uzasadniać kolejne dziwne loty podczas, których rzekomo wożono mąkę i pomarańcze. Stale współpracuje z Andrew Smulianem (ziomem z RPA, odpowiedzialnym za kontakty w Afryce), Mirchevem i Michaiłem Kałasznikowem, twórcą najsłynniejszego karabinu świata.

Do niedawna AK-47 było na wyposażeniu 106 armii na świecie, a karabin został nawet upamiętniony na fladze Mozambiku (fot. Times of India)

Kluczowe w biznesie było aby skorumpować urzędnika z państwa, które mogło w świetle prawa kupić broń. Wystawiał on tzw. certyfikat użytkowania końcowego, dzięki któremu wszystko wydawało się legalne. O certyfikatach wspominaliśmy gdy pisaliśmy o Andrzeju Izdebskim, słynnym „handlarzu bronią od respiratorów”, który wywoził broń z dekomunizowanej Albanii, a ta zamiast trafiać do kraju, który wystawiał certyfikat lądowała np. w Afryce.

System Buta wyglądał tak, że ten najpierw lądował (raczej jego ludzie niż on osobiście) np. w Nikaragui gdzie rzekomo wypakowywał broń, następnie leciał do Brazylii, po drodze robił nierejestrowane lądowanie w kolumbijskiej dżungli gdzie sprzedawał broń tamtejszym bojówkom i terrorystom, a potem w Brazylii ładował na pokład byle co, tak żeby jego przelot przez środek dżungli dało się jakkolwiek uzasadnić.

Dużo interesów tego typu robił z Angolą, gdzie wspierał antykomunistyczną UNITę. Oficjalnie do kraju trafiały sardynki, mąka, ziemniaki, piwo, whisky i olej. Transporty były na tyle duże, że Butem zainteresowało się CIA. Wkrótce stworzono specjalną komórkę, która miała rozpracowywać jego interesy. Dla amerykańskich agentów But wyrósł na nowy rodzaj sił zła, bo podpalał świat gdziekolwiek się pojawił nie z powodów ideologicznych, ale wyłącznie dla pieniędzy.

A tych wyłącznie przybywało. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych Air Cess stał się jedną z największych na świecie firm zajmujących się towarowym przewozem lotniczym. Jego flota liczyła prawie trzydzieści samolotów, a on sam był multimilionerem zatrudniającym około trzystu osób. Założył pasażerskie linie lotnicze w Republice Środkowoafrykańskiej, wynajmował rosyjskie samoloty pasażerskie i towarowe rządowi Muammara Kadafiego w Libii i przewoził broń do stref wojennych.

Z czasem But stał się zbyt głośny. W 1999 roku brytyjski Foreign Office zwrócił uwagę, że żołnierze przebywający na misji w Sierra Leone giną od broni ściąganej ze terytorium byłego ZSRR (głównie AK-47), podczas gdy kilka lat wcześniej głównym wyposażeniem tamtejszych rebeliantów były maczety. Osobny zespół śledczy ONZ badał sprawę w Angoli. Raporty były miażdżące dla Air Cess, firmy zaangażowanej w dosłownie każdy transport broni do tej części świata, ale jednocześnie nie miały mocy prawnej.

Po tym gdy CIA złapało księgowego Buta (to akurat nie było trudne, bo facet przebywał w Teksasie), a w ręce agentów wpadły zapisy bankowe, dzienniki lotów, kopia paszportu Rosjanina i diamenty o wartości 200 tys. dolarów But postanowił zaszyć się w Moskwie i najlepiej w ogóle nie wyjeżdżać z Rosji. W tym czasie Amerykanie doszli do tego, że jedna z firm Buta w najlepsze zaopatruje US Army w namioty i mrożonki, które wozi do Iraku, podczas gdy jej szef jest ścigany międzynarodowym listem gończym.

Biznes musiał zwolnić. Dwa samoloty bezczynnie utknęły w Kongo, trzy leżały porzucone w ZEA. But chciał ratować sprzęt i otworzyć tanie linie lotnicze, skrojone pod kieszeń zwykłego Rosjanina, ale brakowało mu do tego środków.

Wiktor But. Polowanie na handlarza

Operacja złapania handlarza była bardzo złożona, bo zakładała, że ten musi wyjechać z Rosji. Odpowiadali za nią agenci DEA, bo choć But nie przerzucał narkotyków to współpracował z oddziałami utrzymującymi się z handlu kokainą i heroiną. Plan był taki aby tajni agenci udający rebeliantów z FARC (Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii – dawna partyzantka komunistyczna) mieli namówić Buta do wielomilionowego zakupu broni. Podczas spotkania agenci nagraliby jak But mówi o dostawie pocisków ziemia-powietrze w celu niszczenia amerykańskich śmigłowców. Nagranie stanowiłoby dowód na handel bronią, spisek w celu zabicia obywateli USA, spisek w celu zabicia funkcjonariuszy federalnych oraz udzielenie wsparcia organizacji terrorystycznej. Cztery bardzo poważne zarzuty, po których But raczej nie miałby szansy wyjścia na wolność (wyroki w USA sumują się osiągając czasem kuriozalne rozmiary).

Władimir Putin dbał o swoje relacje z państwami afrykańskimi (fot. Wikimedia)

Agenci rozpoczęli operację od zgłoszenia się do Andrew Smuliana, dawnego partnera Buta z RPA. Smulian był spłukany i bardzo potrzebował pieniędzy, dlatego kontakt od Kolumbijczyków traktował jako dar od niebios. 10 stycznia 2008 roku Smulian spotkał się z agentami. Ci wyglądali bardzo autentycznie, jednego z partyzantów udawał były kolumbijski przemytnik kokainy, pracujący jako „aktor” na usługach CIA. Znajomość świata narkotyków i broni szybko pozwoliła przełamać opory. Drugi z „aktorów” był członkiem gwatemalskiego wywiadu, który także przemycał kokainę, a następnie samodzielnie zaproponował DEA pracę jako „znawca tematu”. Obaj nie wyszli na współpracy z nowym pracodawcą najgorzej, za swoje specyficzne usługi dostawali od amerykańskiego rządu milionowe wynagrodzenia.

Celem agentów było ściągnięcie Buta do Rumunii, gdzie spokojnie mogliby go aresztować (rząd w Bukareszcie raczej by nie oponował), ale ten odrzucił propozycję sugerując Mołdawię lub Armenię jako bezpieczniejsze dla siebie miejsca. Ostatecznie stanęło na  Tajlandii, do której But mógł wjechać bez wizy i w dodatku posługując się legalnymi dokumentami.

Podczas spotkania agenci szybko zasypali Buta żądaniami. Opiewały one na sto ręcznych wyrzutni pocisków ziemia-powietrze; pięć tysięcy karabinów AK-47; dziesięć milionów sztuk amunicji; dwieście pięćdziesiąt karabinów snajperskich Dragunow; dwadzieścia tysięcy granatów odłamkowych i siedemset czterdzieści moździerzy. But tylko notował. Nawet przez sekundę nie zasugerował, że zamówienie jest niemożliwe do realizacji. Następnie powiedział jak miałaby przebiec dostawa sprzętu, a nawet żartował mówiąc, że „walka z USA to także jego walka” i prowadzi ten swój „jednoosobowy opór” od kilkunastu lat.

To było wystarczająco dużo żeby aresztować handlarza. Jak wspominają agenci DEA, ten nawet rzucony na glebę i zakuty w kajdanki był zupełnie wyluzowany, a pytany o to, czy zdaje sobie sprawę z tego co się dzieje, odparł spokojnie, że „gra jest skończona”. Zgodnie z przewidywaniami agentów Smulian zgodził się zeznawać przeciwko Butowi, żeby otrzymać łagodniejszy wyrok.

Podczas procesu w USA (But zaangażował do swojej obrony prawnika rodziny Gambino, jednej z największych nowojorskich mafii) handlarz nie przyznawał się do winy i nawet skonfrontowany z własnymi nagraniami mówił, że chciał sprzedać Kolumbijczykom jedynie stare samoloty. Ostatecznie 4 kwietnia 2012 roku został skazany przez sąd w Nowym Jorku na karę 25 lat pozbawienia wolności oraz 15 milionów dolarów grzywny. Jego żona powiedziała, że Amerykanie nie chcieli poznać prawdy o jej mężu, a jedynie „skazać Nicolasa Cage’a”. Tym samym nawiązywała do filmu „Pan życia i śmierci”, który był mocno inspirowany biografią Buta.

Zdawać by się mogło, że to koniec historii, ale życie dopisało do niej zaskakujący rozdział. 8 grudnia w Abu Zabi doszło do wymiany więźniów między USA a Rosją. But został wymieniony za Brittney Griner koszykarkę, która została złapana w Rosji z e-papierosem zawierającym olejek haszyszowy.

Po co Władimirowi Putinowi Wiktor But? Oczywiście, aby kupować broń. Niewykluczone, że Moskwa chciałaby odzyskać trochę żelastwa, które niegdyś ochoczo oddawała do krajów trzeciego świata, aby teraz rzucić je na front ukraiński. Dodatkowo Wiktor But może stanowić przedłużenie tamtejszej dyplomacji, trochę tak jak robił to ROSATOM. But zna terrorystów i rebeliantów pod każdą szerokością geograficzną, może pomagać destabilizować świat wszędzie tam, gdzie Rosja ma jeszcze jakieś interesy.  

Zobacz też:

Jan Rojewskihttps://truestory.pl
Pisarz, dziennikarz. Publikował m.in. na łamach Gazety Wyborczej, Rzeczpospolitej, Onetu, Tygodnika Powszechnego. Był stałym współpracownikiem Wirtualnej Polski i Tygodnika POLITYKA. Od września 2021 roku redaktor naczelny True Story.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze