czwartek, 6 października, 2022
Strona głównaKulturaGry wideoW to się grało #6: Prehistorik 2

W to się grało #6: Prehistorik 2

Dziś wracamy do przyciemnionych szkolnych salek informatycznych i komputerów stojących odłogiem na świetlicach. Znajdźmy na kremowo-szarej obudowie masywny przycisk, kliknijmy go i poczekajmy, aż po charakterystycznym piknięciu i chwili buczenia ujrzymy niebieskawy ekranik pełen tekstu. Facetka właśnie wyszła, więc nie pozostaje nic innego, jak znaleźć na dysku folder z gierkami, które nie wiadomo, skąd się tu wzięły, i wcisnąć enter. Tym razem trafiamy na kultową platformówkę, w której przyjdzie nam wybrać się jaskiniowcem na poszukiwanie żarcia.

Grafika jest nadal ładna, a w latach 90. nie znano przecież słowa „pixelart”.

Prehistorik 2. W 2022 roku świeży jak nigdy

Prehistorik 2 opublikowany w 1993 r. to druga gra z cyklu wyprodukowanego przez francuską firmę Titus Interactive na MS-DOS i bardzo rzadki u nas Amstrad CPC. Studio to możecie kojarzyć również z pozycji takich jak Titus the Fox, zajmowało się też dystrybucją kultowych Kangurka Kao oraz Worms World Party, a ponadto wydało Supermana na Nintendo 64, powszechnie znanego jako jedna z najgorszych gier wszech czasów. O ile pierwsza część Prehistorika była naprawdę prostą, średnio ciekawą pozycją z bardzo złym sterowaniem, to dwójka nawet dzisiaj daje radę. Serio.

Fabularne tło gry jest bardziej niż skąpe, ot, wyłazimy ze swojej jaskini uzbrojeni w maczugę i mamy znaleźć coś do żarcia. Po drodze czyhają na nas niedźwiedzie, pająki czy dinozaury (sic), później także inni jaskiniowcy, a finalnie różni przeciwnicy rodem z opowiadań fantasy. O ile pierwszy Prehistorik jeszcze w miarę trzymał się konwencji epoki, o tyle tu mamy już zupełną, postmodernistyczną jazdę bez trzymanki – zamiast jagód, znajdujemy częściej frytki albo tort, regularnie też punktów dostarczają nam przedmioty codziennego użytku jak radio czy zabawki.

Naszym jaskiniowcem steruje się zaskakująco gładko. Mimo pewnej powolnej responsywności po paru próbach nie mamy większych problemów w trafieniu niedźwiedzia w łeb, zanim do nas doskoczy. Problemem pozostaje to, że czasami respiący się na danych obszarach planszy przeciwnicy pojawiają się pod nami, niesprawiedliwie odbierając nam serduszka. Te można wprawdzie odzyskać, tłukąc przeciwnika, który nas zranił, i zbierając wypadające z niego kostki, ale czasem zdąży on bez przyczyny zniknąć z planszy…

Ciekawostka: przed uruchomieniem gry zagląda ona do naszego zegara systemowego, by sprawdzić, w którym roku nadal w nią gramy. 30 lat minęło jak jeden dzień!

Prehistorik 2. Uderz w kamień, a hamburger się odezwie

Ponadto gra jest urozmaicona o smaczki, które wcale nie musiały w niej się znaleźć. Gdy wciśniemy strzałkę w dół w miejscu, gdzie nic nie ma (bo można też w ten sposób wejść np. do jaskiń), jaskiniowiec wyszczerzy się w groźnym grymasie. Gdy będziemy dłuższą chwilę biegać i skakać, to po stanięciu zasapie się. Do tego gra jest naprawdę porządnie, jak na tamte czasy, udźwiękowiona, a nasza postać notorycznie chrząka, by dodać sobie rezonu.

Chciałem poświęcić trochę uwagi tej grze z uwagi na dwa ciekawe tropy, które się w niej znajdują. Pierwsza to warstwa meta, która unosi się nad całą produkcją. Na bazowym poziomie otrzymujemy grę o jaskiniowcu, w którym musimy przejść od punktu A do punktu B, po drodze zbierając punkty. Jednak meta grą jest zbieranie ukrytych znajdziek i sekretnych przejść, których jest na każdej planszy przynajmniej drugie tyle, co elementów na pierwszej płaszczyźnie.

Po uderzeniu maczugą w odpowiednie miejsce może z nieba spaść ogromny hamburger, albo może odsłonić się platforma prowadząca do jakiegoś bonusu, czasem też w niektórych miejscach można nacisnąć strzałkę w dół, by teleportować się w dodatkową część planszy. Gra premiowała w ten sposób odkrywanie, ale także rozmowę między graczami – ten o lepszej znajomości znajdziek mógł przekazać informacje młodszym kolegom. Niektóre bowiem znajdują się w takim miejscu, że sami byście na to w życiu nie wpadli. Tak to przynajmniej wyglądało u mnie w szkole, gdzie najlepsi znali przykładowo sekret, jak trafić do bonusowego poziomu.

Prehistorik 2 Screenshots :: DJ OldGames
Kraina Pieczonych Gołąbków. Nie grajcie w Prehistorika na kwasie, dzieci.

Prehistorik 2. Jaskiniowiec w Arkadii

Do tego zaś trafiamy po wykonaniu pewnej sztuczki, i nie znajduje się na nim nic oprócz ogromnych ilości jedzenia do zdobycia. Nie wiem, na ile twórcy są tego świadomi, ale to bezpośrednie wykorzystanie średniowiecznego, arkadyjskiego mitu o Kukanii (od włoskiego cuccagna – obfitość), znanej też jako Kraina Pieczonych Gołąbków. W świecie tym nie brakuje żywności, każdy dzień jest innym świętem, domy zbudowano z mięs, a w rzekach płynie wino.

W Prehistoriku zaś zaczynamy biegać po hot-dogach albo słomkach ze smakowym mlekiem. Kapitalizm z jego nieograniczonym właściwie dostępem do pożywienia stanowi ostateczne spełnienie snu jaskiniowca. Paradoksalnie jednak dziś wiemy z prac archeologicznych, że prehistoryczni łowcy-zbieracze zasadniczo byli w stanie utrzymać się z tego, co znaleźli, a głód pojawił się na stałe w życiu człowieka dopiero po wprowadzeniu osiadłego trybu życia związanego z rolnictwem. Może dlatego naszemu bohaterowi tak łatwo przychodzi dostać się do Kukanii?

Polecamy również przypomnieć sobie z nami:

Gra, w porównaniu z innymi wydawnictwami Titus Interactive, nie przebiła się aż tak dobrze do świadomości masowego odbiorcy, w odróżnieniu od wspomnianych Kangurka Kao czy Worms World Party. Nie doczekała się też kolejnych części, zaś samo studio zbankrutowało w 2004 r. po serii nierfortunnych decyzji biznesowych. Prehistorik 2 to jednak taka pozycja, którą można odpalić równie dobrze dzisiaj i wszystko jest jasne – strzałkami chodzisz, spacją walisz maczugą, nie daj się zabić, powodzenia.

Równie dobrze dziś mogłaby powstać platformówka w stylu roguelite oparta na tym pomyśle – z losowym generowaniem poziomów, kilkoma postaciami do wyboru, zbieraniem prostego ekwipunku i walce z bossami. Grałbym jak szalony, więc jeśli czyta to jakiś deweloper gier, niech pamięta, gdzie po raz pierwszy spotkał się z pomysłem. A jako że regularnie pytacie nas, czy i gdzie można zagrać w pozycje z cyklu „W to się grało”, wskazujemy: o tu. Miłej zabawy!

Bartłomiej Król
Prawnik, publicysta, redaktor. Na TrueStory pisze głównie o polityce zagranicznej i kulturze, chociaż nie zamierza się w czymkolwiek ograniczać.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze