poniedziałek, 4 marca, 2024
Strona głównaSportSousa i Walezy. Żywoty równoległe

Sousa i Walezy. Żywoty równoległe

Gdy Henryk Walezy otrzymał wiadomość o śmierci swojego brata nie zasypiał gruszek w popiele. W ciepłą czerwcową noc 1574 roku zdecydował się salwować ucieczką, potajemnie i w przebraniu opuszczając Kraków. Ponad 400 lat później historia się powtórzyła. Jak zwykle z tragedii zamieniając się w farsę.

Paulo Sousa przekracza granicę (renesansowane)

Tym razem zabrakło koni pędzących w kierunku granicy i szlacheckiej pogoni. Nikt nie zakrzyknął: „Najjaśniejszy panie, czemu uciekasz?”. Trener polskiej reprezentacji i tak rzadko bywał w kraju. Sprawę załatwił telefonicznie. Wykorzystując świąteczne rozleniwienie, poinformował prezesa PZPN Cezarego Kuleszę, że odchodzi i tym samym wbił nóż w plecy polskim piłkarzom i kibicom.

Porównanie ucieczki Sousy z ucieczką Walezego, choć komiczne, ma jednak wspólny mianownik. Jeden i drugi mieli dać powiew zachodniego świata i otworzyć nową epokę. Tego pierwszego pętały artykuły henrykowskie i pacta conventa, Sousa miał chyba więcej swobody w rządzeniu. Żaden z nich nie mógł się przyzwyczaić do polskich obyczajów. Sousa przyszedł do Polski by pracować z Robertem Lewandowskim, ale nie spodziewał się, że jego koledzy z reprezentacji są aż tak kiepscy. Pytany o to dlaczego nie ogląda polskiej ligi, wzruszał ramionami mówiąc, że jest zwyczajnie za słaba. Obaj odeszli dostając ofertę z „lepszego” klubu.

To ostatnie zdanie jest bardzo kontrowersyjne. W przypadku Walezego związki z Francją są oczywiste i zrozumiałe, ale Sousa tłumaczący prezesowi Kulszy, że oferta z brazylijskiego Flamengo to dla niego szansa na pracę w jednym z najlepszych klubów świata, budzi zdumienie. Flamengo to najpopularniejszy klub Ameryki Południowej, ale patrząc na jego kadrę, kibic śledzący europejskie rozgrywki rozpozna trzech, może czterech piłkarzy. Liga brazylijska, choć gromadzi tłumy kibiców nie uchodzi za jedną z najsilniejszych na świecie, głównie dlatego, że jeśli tylko objawia się w niej jakiś talent, to jest naprędce wykupywany przez kluby ze starego kontynentu.  Gdyby dziś reprezentacja Polski miała grać sparing z Flamengo, to nie odważyłbym się obstawić „w ciemno”, która drużyna byłaby górą.

Zachowanie Sousy trudno oceniać inaczej niż w kategoriach zdrady, także dlatego, że nasza kadra stoi przed najważniejszymi meczami w ciągu roku. W marcu zmierzymy się z Rosją, a – zakładając pozytywny dla nas rezultat – następnie zagramy ze zwycięzcą meczu Szwecja-Czechy. Stawką będzie awans na mundial w Katarze. Najwyraźniej Sousa nie wierzy w powodzenie tej operacji i już teraz chce odejść.

Paulo Sousa. Człowiek niby wiedział, ale się łudził

Dodajmy, że to nie pierwszy taki przypadek w karierze Sousy. Podobny bałagan Portugalczyk zostawił po sobie we francuskim Bordeaux. Przychodząc tam – zamiast tak jak w Polsce, cytować Jana Pawła II – powoływał się na hasła Rewolucji Francuskiej. Jego pobyt na ławce trenerskiej nie przyniósł oczekiwanych wyników, kontrakt został rozwiązany z woli Portugalczyka, a ten – mimo tego – oczekiwał, że klub będzie mu wypłacać pensje do końca umowy. Wielokrotnie w trenerskiej karierze Sousy pojawiał się także motyw mydlenia oczu kibicom i sztabowcom. Były piłkarz Juventusu przekonuje wszystkich, że urodził się by trenować dany zespół, podczas gdy jest już po słowie z kolejnym klubem. Tak było gdy trenował węgierski Videoton i odchodził do izraelskiego Maccabi. Tak jest teraz, gdy zimowy polski pejzaż chce zamienić na słoneczne plaże Rio de Janeiro.

Co gorsza, o wybrykach Sousy wiedzieliśmy od początku. Wiedział o tym zatrudniający go prezes Boniek, wiedziała część zachwyconych dziennikarzy sportowych, wiedzieli kibice, którzy szybko zaufali Portugalczykowi. Wiedzieliśmy, a jednak się łudziliśmy. Przemawiała do nas ogłada zagranicznego gościa, jego angielski, to że jako piłkarz z sukcesami porozumie się z Robertem Lewandowskim.

Niestety, nasz skok w nowoczesność znów okazał się skokiem na główkę do pustego basenu. Zdrada Portugalczyka będzie miała wymierne konsekwencje. Prawdopodobnie na jakiś czas zakończy eksperymenty z zagranicznymi trenerami. Wiele wskazuje na to, że PZPN znów zacznie stawiać na polskich szkoleniowców, dla których prowadzenie reprezentacji jest zaszczytem. Trudno sobie wyobrażać, żeby Sousa swoim zachowaniem nie pociągnął na dno Zbigniewa Bońka, który całkowicie brał na siebie odpowiedzialność za ten eksperyment. Kibicom może kołatać się teraz po głowie pytanie: jaki był sens zwalniania trenera Brzęczka, skoro Sosua zostawił po sobie spaloną ziemię?

Za kilka lat cała ta historia stanie się tylko wyblakłą anegdotą. Dla poprawy nastroju będziemy powtarzać, że Sousa zabrał ze sobą z polski naszą myśl szkoleniową, tak jak Henryk Walezy przemycił pod koszulą nocną zestaw widelców.

Zobacz też:

Jan Rojewski
Jan Rojewskihttps://truestory.pl
Pisarz, dziennikarz. Publikował m.in. na łamach Gazety Wyborczej, Rzeczpospolitej, Onetu, Tygodnika Powszechnego. Był stałym współpracownikiem Wirtualnej Polski i Tygodnika POLITYKA. Od września 2021 roku redaktor naczelny True Story.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze