wtorek, 16 lipca, 2024
Strona głównaPolitykaSiedem państw próbuje wrócić na Księżyc. Tylko po co w ogóle tam...

Siedem państw próbuje wrócić na Księżyc. Tylko po co w ogóle tam lecieć?

USA, Chiny, Japonia, Korea Południowa, Rosja, Indie i Zjednoczone Emiraty Arabskie to państwa, które chcą wysłać swoje misje na Księżyc. Pytanie tylko, po co w ogóle tam lecieć, skoro ostatnio człowiek postawił stopę na srebrnym globie prawie 50 lat temu i przez pół wieku nikomu to nie przeszkadzało.

Popularny mem, na którym jeden astronauta pyta drugiego, czy naprawdę „cała Ziemia to Ohio?” wkrótce może się ziścić. Swoje księżycowe ambicje zdradza coraz więcej państw (fot. knowyourmeme)

Popularne powiedzenie mówi, że jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze, ale w tym wypadku nie do końca jest to prawda, a przynajmniej nie na pierwszy rzut oka. Załogowe loty na Księżyc to niezwykle kosztowne przedsięwzięcia, które do tej pory były realizowane wyłącznie przez Amerykanów biorących udział w programie Apollo. Teraz – idąc z duchem czasu – Apolla ma zastąpić jego siostra Artemida, a na pokładzie statku znajdą się też kobiety. To wszystko jednak symbole, najważniejsze dla Amerykanów jest to, aby po pięćdziesięciu latach ich nieobecności na Księżycu w „nowym wyścigu kosmicznym” nie wyprzedzili ich Chińczycy.

Chiny wskrzeszają wyścig kosmiczny

Chiny mają gigantyczne ambicje kosmiczne, które najlepiej podsumowuje fakt, że już budują swoją stację kosmiczną Tiangong (dosłownie „Niebiański pałac”), która miałaby docelowo zastąpić Międzynarodową Stację Kosmiczną (obiekt zostanie wycofany z użycia w 2031 roku). To o tyle ważne, że Chiny nie biorą udziału w projekcie jakim obecnie jest ISS, a Rosja wycofała się z niego w kwietniu 2021 roku. Gdyby więc to Pekin jako pierwszy wzniósł na orbitę stację, która mogłaby zastąpić tą amerykańsko-europejską, to pewnie korzystaliby z niej astronauci krajów BRICS, a więc obok Rosjan także Brazylijczycy, a do tego Irańczycy, którzy obecnie nie mają bardzo rozbudowanych programów kosmicznych.

Pierwsze lądowanie na Księżycu. Mały krok dla człowieka, ale wielki dla przemysłu filmowego (fot. NASA)

Na Tiangongu chińskie projekty się nie kończą. Powstające w Pekinie plany zakładają, że pierwszy Chińczyk na księżycu stanie w 2030 roku i będzie to poważny krok w kierunku wyprawy na Marsa. W ciągu ostatnich dziesięciu lat Chiny wystrzeliły na orbitę ponad 200 rakiet. Na Księżyc trafiła ich bezzałogowa misja nazywana Change 5 wysłana w celu zebrania próbek skał. Przy okazji na powierzchni srebrnego globu umieszczono chińską flagę, celowo większą od tej, którą kiedyś wbili Amerykanie.

Teoretycznie można więc powiedzieć, że historia zatacza koło. Skoro wracamy do „zimnej wojny”, to trzeba powtórzyć wszystkie jej aspekty, w tym wyścig kosmiczny. A skoro Mars dalej jest odległym marzeniem, to dwa skłócone mocarstwa znów powalczą o Księżyc. Wygląda to tak, jakby chodziło o symboliczną dominację lub, mówiąc brutalniej, o mierzenie swoich członków. Ale to nie do końca prawda. Chińczycy i Amerykanie ostrzą sobie zęby także na księżycowe surowce.

Przede wszystkim chodzi o lit, wykorzystywany do produkcji baterii w smartfonach czy laptopach. Nic dziwnego, że wyścig o ten surowiec został ukazany także w drugim sezonie serialu „For All Mankind”. Zakładając, że popyt na pierwiastek będzie wyłącznie rósł, to człowiek będzie musiał odnaleźć jego nowe źródła. Pytanie o to, ile litu da się wyciągnąć ze skał na Księżycu, wciąż pozostaje otwarte, a naukowcy nie są w tym temacie zgodni.

Nawet jeśli księżycowy lit pozostanie mrzonką, to nikt ani w NASA, ani w jej chińskim odpowiedniku nie ma wątpliwości, że aby latać regularnie na Marsa, paliwo trzeba tankować także gdzieś po drodze. To oznacza, że temat kolonizacji i wykorzystania Księżyca będzie regularnie do nas wracał.

Do kogo należy Księżyc?

Przy okazji łatwo zauważyć problem własności srebrnego globu. Traktat ONZ o przestrzeni kosmicznej z 1967 r. mówi, że żaden naród nie może rościć sobie praw do żadnego miejsca w przestrzeni kosmicznej. Z kolei porozumienie w sprawie Księżyca z 1979 roku mówi, że
przestrzeń kosmiczna nie powinna być wykorzystywana komercyjnie, ale USA, Chiny i Rosja odmówiły jego podpisania. Teoretycznie więc w przyszłości spór o to kto i co może wydobywać na Księżycu może posłużyć jako casus belli, czyli pretekst do wypowiedzenia wojny.

Jak wspomnieliśmy na początku obok USA i Chin ambicje „powrotu” na Księżyc zdradzają także inni. Jak im idzie?

O ile japoński program kosmiczny jest przeprowadzany w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego i w porozumieniu z NASA, o tyle Koreańczycy wprost mówią, że interesują ich złoża. Chodzi o uran i hel-3, a więc kosmiczny pierwiastek wykorzystywany przy przeprowadzeniu fuzji jądrowej. Ten drugi pierwiastek mógłby pozwolić na produkowanie bardzo czystej energii elektrycznej, ale nietrudno odgadnąć, że nad projektem czuwa przede wszystkim resort obrony, który czuje się w obowiązku prowadzić ciągły wyścig zbrojeń przeciwko sąsiadom z północy.

Z kolei w przypadku Hindusów marzenia o locie na Księżyc zdają się być dość odległe. Pierwsi astronauci z subkontynetu mieli zostać wystrzeleni na orbitę w zeszłym roku, ale misja została przełożona ze względu na epidemię COVID-19. Nawet jeśli lot odbędzie się w tym lub w przyszłym roku (rząd nie podaje jeszcze daty), to od takich prób bardzo daleka droga do lądowania na Księżycu. Premier Narendra Modi ogłosił, że Indie także biorą udział w nowym wyścigu o srebrny glob głównie dlatego, aby nie odstawać od Chin. Nie bez znaczenia dla tej decyzji były także wybory parlamentarne, które rządząca BJP wygrała w kwietniu 2019 roku.

Zobacz też:

To_tylko Redaktor
To_tylko Redaktor
Konto należące do redakcji TrueStory. Czasem wykorzystywane do puszczania niepodpisanych wiadomości od czytelników.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze