piątek, 12 sierpnia, 2022
Strona głównaPolitykaIII Wojnę Światową już przegrali wszyscy - FELIETON GAWINA

III Wojnę Światową już przegrali wszyscy – FELIETON GAWINA

Porażka w tej bezwzględnej grze zapowiadała się od lat. Konkretnie od 1999 roku, gdy Władimir Putin doszedł do władzy w Rosji (najpierw jako premier), poprzez jego słynne wystąpienie w 2007 (już jako prezydenta), w który zdradził imperialne plany, po wojnę w Gruzji, aneksję Krymu i udział w tworzeniu separatystycznych republik. 24 lutego porażka zmaterializowała się w pełni i z każdym kolejnym nabojem, pociskiem, każdą rakietą i bombą, każdym zniszczonym celem militarnym i cywilnym, każdą zamordowaną kobietą i każdym zamordowanym dzieckiem urealnia się w stopniu coraz makabryczniejszym, niosąc ze sobą coraz poważniejsze skutki dla całego świata.

Obraz Charlesa R. Knighta obrazujący życie Neandertalczyków (fot. Wikimedia)

III Wojnę Światową, która zaczęła się w Ukrainie, przegraliśmy wszyscy: od Unii Europejskiej po Chiny, od USA po kraje arabskie, od Rosji po Ukrainę. Wiele, wydawałoby się nieodwracalnych, procesów społecznych i gospodarczych straciło sens. Wiele myśli filozoficznej i antropologicznej znalazło się w martwym punkcie, w którym możliwa jest jedynie śmierć: realna i symboliczna, intelektualna i mentalna, społeczna i gospodarcza. Przegraliśmy jako zwolennicy wojen i pacyfiści, jako obywatele. Przegraliśmy jako ludzie. Nigdy więcej nie będzie świata sprzed wojny.

Wojna zatrzymała ważne przemiany społeczne

Wiedzieliśmy, że globalizacja się nie sprawdza. Że kapitalizm nie przynosi korzyści nikomu poza garstką przez niego uprzywilejowanych. Że wolny rynek okazał się rosyjską ruletką, ale w magazynku rewolweru znalazło się co najmniej pięć naboi. Wojna zatrzymała tę refleksję.

Ekologia też odeszła na dalszy plan: pandemia najpierw przywróciła faunę i florę miejscom, które zatrzymały się w lockdownach – często wystarczał tydzień, by ekosystemy w okolicach miast przemysłowych i światowych kurortów typu Wenecja odzyskiwały bioróżnorodność – a potem sprawiła, że bogatsi jeszcze bardziej się wzbogacili, a biedniejsi zbiednieli w ramach toksycznego nadrabiania gospodarczych strat.

Podczas lockdownu zwierzęta zaczęły wracać do miast

Obostrzenia i wymogi sanitarne walki z covidem wymusiły produkcję miliardów przedmiotów z niebodegradowalnych materiałów, a w takich krajach jak Polska obniżyły skuteczność ścigania przeciwników segregacji śmieci. Zdecydowanie mniej mówiło się o klimacie, chociaż pogoda szalała, zwłaszcza przy wykorzystaniu silnych i porywistych wiatrów, z udziałem brutalnych gradobić. Nawet niektóre sieci sklepów spożywczych ograniczyły ofertę produktów wege, gdyż wcześniej rosnąca świadomość istnienia praw zwierząt jakby się zatrzymała wskutek innych wyzwań i zagrożeń.

Pandemia odeszła na dalszy plan. W nieco niezręcznym momencie: oto zatrzymały się akcje szczepień, w obliczu realnego wojennego zagrożenia i przyjmowania uciekinierów z wojny bez paszportów covidowych. Teraz szury antyszczepionkowe zaczęły podnosić rewelacje w stylu (a raczej jego braku): wystarczyła wojna, by pandemia się skończyła. „Wystarczyła” wojna? W jakim my, kurwa, żyliśmy świecie?

Tak, ten świat musiał przegrać razem z nami, logicznie, naukowo, medycznie, a nawet metafizycznie i religijnie. Choć tego ostatniego wątku wolę teraz nie rozwijać; obawiam się, że instytucjonalne religie przegrały wcześniej, ale nie było to istotną przyczyną upadku i rozpadu tego świata, co wolę podkreślić co bardziej bogobojnym, w tych trudnych czasach.

Tu symbol jednej z porażek

Wojna w Ukrainie od razu była światowa

Wojna od razu była światowa, bo zaangażowała wszystkich, nie tylko przez media społecznościowe (pokaż mi swojego Facebooka i TikToka, a powiem ci, według jakiej strategii walczysz i na ile przegrasz). Nienawiść jest ostatecznym upadkiem, a miłość niczego nie wybacza, jeśli rany nie mogą się zagoić, jątrzone rozognianiem kolejnych konfliktów. Ponieważ to nie jest jedna wojna: to zbiór wojen, które resztkami sił powstrzymywaliśmy przed wybuchem. Zbiór przesycenia obecnym porządkiem świata, zblazowania pozornym dobrobytem, rosnącym PKB na mieszkańca, powodującym jedynie wzrost niecierpliwości i frustracji u tych, którzy nie załapali na jego zawsze niedostateczny i niesprawiedliwy podział. U tych, którzy nie uciekali do rajów podatkowych, ponieważ byli zajęci opatrywaniem oparzeń w prywatnych piekiełkach.

I w ten sposób możemy się ukrywać w okopach rozważań i z bezpiecznej odległości identyfikować prawidła świata po końcu historii, ogłaszając koniec metafizyki tudzież ekonomii. Odwieczna prawda (znowu – jedna z nielicznych wiarygodnych) stanowi, że aby zbudować coś nowego, należy najpierw zburzyć stare; zrównać z ziemią ruiny i zaproponować trwalsze, bardziej ludzkie konstrukcje. W obecnym kontekście brzmi to zwyrodniale i bezczelnie, zdaję sobie z tego sprawę i biję się w pierś, przepraszając za tak nieetyczne analogie. Ale kiedy już dotarła do nas świadomość, że stary świat nie wróci, naszym moralnym obowiązkiem jest zaproponowanie nowych zasad. Najlepiej globalnych, nawet jeśli już nigdy nie odbudujemy tej globalnej wioski, a izolacja, również powojenna, będzie dotyczyć nie tylko Rosji (ten wątek, najpewniej, rozwinę w innym tekście).

Pozwolę sobie zasygnalizować możliwe kierunki zmian w skrócie. Przyjdzie czas, żeby je omówić bardziej szczegółowo, podając ultrakonkretne rozwiązania na lata. Ale po kolei. Oto plan na zbudowanie mojej utopii i odejście od miejsca, w którym się znaleźliśmy:

  1. Odchodzenie od gospodarki rynkowej.
  2. Zdecydowane ograniczenie funkcjonowania giełd, zwłaszcza towarowych.
  3. Likwidacja rynków instrumentów pochodnych jako przestrzeni nieuczciwej spekulacji.
  4. Regulacja cen podstawowych produktów i dóbr, na przykład poprzez ustalenie ceny maksymalnej w danych koszykach – od pieczywa, poprzez prąd i gaz, po paliwa.
  5. Likwidacja deweloperów, komercyjnego rynku zakupów i wynajmu mieszkań na rzecz lokali komunalnych lub kwaterunkowych.
  6. Zmiana zwyczajów konsumenckich, ograniczenie produkcji i konsumpcji na rzecz pełniejszej eksploatacji już posiadanych dóbr.
  7. Odchodzenie od globalizacji.
  8. Przywrócenie zlikwidowanych gałęzi przemysłu ciężkiego i lekkiego w poszczególnych państwach albo przynajmniej regionach (wytyczanych w jakiś geopolitycznie uzasadniony sposób).
  9. Podział gigantycznych korporacji na zdecydowanie mniejsze firmy.
  10. Rozwój jednoosobowych działalności gospodarczych i rzemieślniczych.
  11. Odchodzenie od marek; ograniczenie, działań promocyjnych, marketingowych i reklamowych na rzecz, raczej lokalnej, obiektywnej informacji o produkcie.
  12. Wprowadzenie jednego środka płatniczego dla całego świata; tam, gdzie się da, nawet powrót do barteru.
  13. Opieranie światowej energetyki na atomie, przy uwzględnieniu konieczności istnienia minielektrowni słonecznych i – tam, gdzie to bezwzględnie konieczne – wodnych i wiatrowych.
  14. Delegalizacja konfliktów zbrojnych i demilitaryzacja świata.
  15. Ograniczenie w szeroko rozumianej kulturze scen przemocy na rzecz scen miłości.

Taka mi się rysuje utopia, jednak w jakimś ułamku promila możliwa. Nie ekspercka, a międzyludzka. Improwizując, ze świadomością potencjalnych błędów i wypaczeń, życzeniowo i roszczeniowo. Zakładając dobre, albo chociaż neutralne, intencje wszystkich budowniczych nowego świata. Z naiwnością charakterystyczną dla człowieka, który przez przypadek dokonał przełomowego odkrycia i wierzy, że sinusoida hoss i bess zatrzyma się w optymalnym dla człowieczeństwa punkcie i straci rację bytu.

A jaki jest twój pomysł na grę, w której można chociaż zremisować?

Zobacz też:

ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze