czwartek, 7 lipca, 2022
Strona głównaPolitykaScheda po Kaczyńskim. Błaszczak wysuwa się na prowadzenie

Scheda po Kaczyńskim. Błaszczak wysuwa się na prowadzenie

Oglądaliście serial Sukcesja? Jeśli tak i obgryzaliście paznokcie ekscytując się walką o schedę po Loganie Royu, to co powiecie o tym, co dzieje się dziś w Prawie i Sprawiedliwości. Traktowany przez wielu niepoważnie i pozbawiony charyzmy Mariusz Błaszczak właśnie zaczął wysuwać się na prowadzenie w wyścigu o władzę po Kaczyńskim. Gwarantujemy jednak, że nie jest to ostatni odcinek.

W PiS chętnych do objęcia schedy po Kaczyńskim jest więcej niż kilku. Na zdjęciu celowo nie zamieściliśmy Zbigniewa Ziobry, bo w tym wyścigu praktycznie się nie liczy, o czym więcej piszemy poniżej

Mariusz Błaszczak został wicepremierem i tym samym zastępuje na tym stanowisku Jarosława Kaczyńskiego. Nie byłoby w tym nic znaczącego, gdyby nie wypowiedź prezesa PiS w TVP. Wkrótce po głównym wydaniu wieczornych Wiadomości, Kaczyński oznajmił, że Błaszczak „z całą pewnością zastąpi go znakomicie i sądzi też, chociaż to nie jest jeszcze ten moment, w którym może publicznie to ogłosić, że zastąpi go pod każdym względem, także jeśli chodzi o wszystkie funkcje”. Nikt do tej pory nie zasłużył na taką deklarację ze strony prezesa, który niemal jawnie namaścił go na swojego sukcesora. Czy słowa prezesa można traktować poważnie i co na to peleton chętnych do objęcia funkcji nowego szefa wszystkich Polaków?

O co chodzi z Błaszczakiem?

Prezesowi Błaszczak jest potrzebny przede wszystkim jako minister w resorcie obrony. Zarówno kryzys migracyjny jak i wojna na Ukrainie sprawiły, że PiS postanowił uczynić z militaryzacji kraju swoją główną obietnicę wyborczą. Mowa o skutecznym dozbrojeniu i podwojeniu stanu polskiej armii. Błaszczak może wyglądać tu wiarygodnie, bo obiecał, że kupi czołgi od Amerykanów i słowa dotrzymał. Większe problemy będzie miał Morawiecki, który w przekazie może potykać się o rząd niespełnionych obietnic. Opozycja z łatwością wypomni mu brak mieszkań, żłobków czy samochodu elektrycznego. Także zapowiedziana właśnie budowa hal sportowych nie brzmi dziś tak imponująco jak rozjeżdżający wszystko na swojej drodze amerykański czołg.

Składanie hołdów rozpoczęte.

I choć Błaszczaka trudno nazwać jastrzębiem, a sam polityk do munduru musiał trochę się przyzwyczajać, to Jarosław Kaczyński ceni w nim inne cechy. Od kiedy tylko szef MON pojawił się w orbicie Porozumienia Centrum (a było to w głębokich latach 90.), nie kombinował na boku, nie tworzył swojej drużyny, ślepo podążał za Jarosławem i realizował jego połączenia. Gdy inni się wykruszali lub zdobywali na własne zdanie – ich lista jest zbyt długa, żeby ją tutaj zamieścić – Błaszczak posłusznie kroczył krok w krok za Jarosławem Kaczyńskim.

Plotki o tym, że miałby zostać premierem pojawiały się już dwukrotnie. Raz gdy rząd przeżywał kryzys wywołany wyborami kopertowymi i dąsami Jarosława Gowina. Drugi raz, gdy Zbigniew Ziobro groził odejściem w związku z „piątką dla zwierząt”. W obu wypadkach chodziło o to, że Błaszczak miałby potrafić lepiej podporządkować sobie obu rozbójników niż Morawiecki, a także zmobilizować partię. Aktyw PiS szefa MON ceni. Morawieckiego z kolei ni w ząb nie rozumie.

Co na to peleton?

Problemem Morawieckiego w partii od początku była jego wielkomiejskość. I choć Mariusz Błaszczak większość życia spędził w Warszawie, to nie epatował nią tak, jak były prezes banku, który – pomimo swojej głębokiej wiary, tak w Boga jak i w program PiS – był dla części aktywu partii niezrozumiały. Ponadto, Morawieckiemu w ostatnich latach zdarzyło się kilka afer finansowych, związanych czy to z działkami we Wrocławiu, czy z kupnem obligacji skarbu państwa. Kaczyńskiemu taki klimat może kojarzyć się z rządami SLD i „układem”, który tak usilnie chciał zwalczać. Błaszczakowi w tym samym czasie to co można zarzucić, to przede wszystkim nadgorliwość.

Legendarna spina Morawieckiego z Macierewiczem pokazuje jak ostre potrafią być tarcia w PiS (fot. youtube)

Paradoksalnie, większym problemem dla Błaszczaka w przejęciu partii może być Duda niż Morawiecki. Bo choć prezydent czasem zawalał (rozumiem przez to jakiekolwiek niewykonanie woli Jarosława), to jednak – zakładając porażkę PiS w 2023 roku – stanie się jedynym politykiem partii, którego nie będzie się dało wywalić ze stanowiska, a w dodatku posiadającym prawo weta. Wówczas to do Dudy – którego elektorat PiS kocha i któremu nie można odmówić charyzmy – zaczną ustawiać się kolejki. Minusem tej kandydatury jest fakt, że Duda jest zwyczajnie kiepski w zarządzaniu. Przez siedem lat w pałacu prezydenckim nie umiał zbudować wokół siebie lojalnej ekipy. Najbliższe dwa muszą mu na ten cel wystarczyć.

Zbigniewa Ziobrę w zestawieniu świadomie pomijam. Jarosław Kaczyński nigdy nie wybaczył mu zdrady i założenia własnej partii. Gdy latem 2020 roku Ziobro poprosił o fuzję Solidarnej Polski i PiS spotkał się z odmową. Wówczas zrozumiał, że swoją przyszłość może budować wyłącznie na gruzach Prawa i Sprawiedliwości. Dla niego, jako jedynego w zestawieniu, najlepsza byłaby sromotna porażka PiS w wyborach. Taka, aby wszyscy inni mogli podkulić ogony, a on został syndykiem masy upadłościowej. Na to się jednak zupełnie nie zanosi.

Zobacz też:

Jan Rojewskihttps://truestory.pl
Pisarz, dziennikarz. Publikował m.in. na łamach Gazety Wyborczej, Rzeczpospolitej, Onetu, Tygodnika Powszechnego. Był stałym współpracownikiem Wirtualnej Polski i Tygodnika POLITYKA. Od września 2021 roku redaktor naczelny True Story.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze