czwartek, 7 lipca, 2022
Strona głównaLifestyleMłodzi odchodzą z Kościoła, ale nie ja. Dlaczego wciąż pozostałem katolikiem?

Młodzi odchodzą z Kościoła, ale nie ja. Dlaczego wciąż pozostałem katolikiem?

Zgodnie z sondażem IBRIS dla "Rzeczpospolitej", aż 47 procent młodych określiło swój stosunek do Kościoła katolickiego jako negatywny. Statystyki uczęszczania na niedzielne msze wypadają jeszcze gorzej. Zdawać by się mogło, że Kościół nie ma już nic do zaoferowania młodym osobom i w przyszłości czeka go ogromny kryzys. Ja stanowię jednak pewien wyjątek - wciąż jestem stosunkowo młody i wciąż uznaję siebie za wierzącego katolika. Dlaczego?

Pomimo wszystko, wciąż pozostałem rzymskim katolikiem
  • Tekst Szymona Stępnika rozpoczyna dyskusję o wierze na łamach TrueStory.
  • O tym co sprawia, że niektórzy zostają w Koście le i jak wypełniamy duchową pustkę po odejściu z Kościoła przeczytasz w kolejnych materiałach.
  • Pod tym linkiem znajduje się odpowiedź na tekst Szymona pt. „Jezus, ale bez Kościoła. Jak pogodziłem ateizm z chrześcijaństwem”.

Mój wywód zacząć należy od tego, dlaczego w ogóle wierzę, że istnieje byt nadprzyrodzony, który stworzył wszechświat, naszą planetę i ludzi. Nie twierdzę, że jestem pewien jego istnienia. Na to dowodów nie ma, nie było i prawdopodobnie nigdy nie będzie. Biorąc pod uwagę czysto empiryczny punkt widzenia, ateiści w istocie mają rację. Boga nie ma, gdyż nikt nie udowodnił jego istnienia. Ale w takim razie, jakie są początki wszechświata? Nie przekonuje mnie twierdzenie, że nie powinniśmy zajmować się czymś, co wykracza poza ludzkie rozumowanie. To, że czegoś nie da się udowodnić nie znaczy, że nie mogę tworzyć sobie pewnych domniemań. Uważam, że są pewne przesłanki, które pozwalają przyjąć istnienie Boga za sytuację bardziej prawdopodobną, niż jego brak.

Pierwszym argumentem jest kwestia przyczynowości wszechświata, o której zresztą mówił też św. Tomasz z Akwinu. Jestem oczywiście świadom, że fizyka kwantowa pokazuje, że niekoniecznie taka przyczynowość musi istnieć zawsze, ale w skali makro- każde zjawisko dzieje się z jakiegoś powodu. Trudno mi przyjąć, że wszechświat powstał przypadkowo, za pomocą bezmyślnie działających praw fizyki. Zdaje się, że spójność praw i logiczność wszechświata przemawia za tym, że za jego planem stała jakaś inteligentna siła, a już tym bardziej – precyzyjnie napisanymi zasadami funkcjonowania. Nawet jeśli tworzy się program automatyzujący pewne czynności albo SI, to stoi za tym jakiś programista, który powołał taki program do życia.

Życie na Ziemi dowodem na istnienie

Co więcej, rozwój inteligentnego życia jest konsekwencją wielu subtelnie komponujących się ze sobą warunków, jak choćby precyzyjnie działająca siła grawitacji i odległość naszej planety od słońca, które stwarzają idealnie warunki do powstawania organizmów. Gdyby którykolwiek z nich był nawet w stopniu minimalnym różny od tych, jakie faktycznie zaistniały, to powstanie inteligentnych form życia byłoby niemożliwe. Trudno mi pojąć, aby wszystkie te czynniki były wynikiem przypadku.

Najśmieszniejszy katolicki mem jakiego znaleźliśmy. Inne są robione mocno na siłę i pewnie bawią trzy osoby w zakrystii

No dobrze, ale czemu w takim razie katolicka wizja tego bytu nadprzyrodzonego? Odpowiedzią jest tutaj Jezus Chrystus. Historycznie ustalone są cztery fakty: pogrzeb zorganizowany przez Józefa z Arymatei, odkrycie pustego grobu, ukazywanie się jego postaci uczniom po pogrzebie oraz zrodzenie się w Jego uczniach wiary w zmartwychwstanie. To, że byli oni w stanie umierać za wiarę w to przekonanie oraz że przetrwało ono tak długo, jest dla mnie mocno sugestywne. Zdaje się, że gdyby zmartwychwstanie Chrystusa było zwyczajnym kłamstwem, dość szybko wyszłoby to na jaw. Wspomniane powyżej aspekty każą przynajmniej pochylić się nad filozofią chrześcijańską i żydowską.  Jeżeli Bóg istnieje i chce interweniować w sprawy ziemskie (a nie widzę powodu, dlaczego miałby tego nie robić), to po prostu musiał to robić poprzez judaizm i chrześcijaństwo. Historia narodu żydowskiego (to jak bardzo często był w historycznym centrum wydarzeń) oraz rozwoju chrześcijaństwa (to, że pomimo wielu przeciwności istnieje do dziś) jest dla mnie przesłanką prawdziwości tych religii. Co więcej, ogromnie przyczyniły się do rozwoju światowej kultury, nauki i filozofii. Trudno wyobrazić sobie dzisiejszy świat bez ich wpływu. Mam ponadto wrażenie, że to właśnie dzięki chrześcijaństwu szeroko rozpowszechniono ideę pomagania innym. Wszystko to jest dla mnie godne podziwu, a także bardzo atrakcyjne i oryginalne, co sprawia, że czuję się dobrze wyznając takie wartości.

Krytykujmy Kościół, ale nie totalnie

Dziś, całkiem słusznie, miesza się z błotem Kościół katolicki ze względu na zarzuty dotyczące ukrywania pedofilii, jego wtrącania się do polityki, podejścia do seksu oraz stosunku do społeczności LGBT.  Według raportu CBOS są to główne przyczyny, dla których ludzie odchodzą od tej instytucji. W tym miejscu zamierzam się odnieść do każdego z tych zarzutów i wyjaśnić, czemu akurat mnie nie zniechęcają do Kościoła.

Najcięższy z nich bez wątpienia dotyczy ukrywania przestępców seksualnych. Sam papieża Franciszek powiedział, że zjawisko pedofilii dotyczy ok. 2 proc. duchownych, a wg raportu J.J. College w Stanach Zjednoczonych – aż 4 proc. Jakkolwiek pedofilia jest rzeczą straszną i karygodną, to jednak zamieszanych jest w nią siłą rzeczy mniejszość duchownych. Trzeba zawsze wskazywać konkretne przypadki, konkretne osoby odpowiedzialne za czyn. Kościół nie ma przecież w statucie krzywdzenia dzieci ani ukrywania przestępców seksualnych. Jestem wielkim przeciwnikiem oskarżania zbiorowisk o wyrządzone zło. Za nimi zawsze kryją się przecież konkretni ludzie, którzy działając bardzo świadomie lub nie, podejmują pewne decyzje. 

Na tym zdjęciu papież wygląda jak badass, dopóki sobie nie przypomnisz, że ma 85 lat i prawdopodobnie duże problemy z oddawaniem moczu.

Mówienie, że Kościół wyrządza dzieciom krzywdę uważam za niesprawiedliwe wobec wszystkich domów dziecka, akcji charytatywnych, czy wakacji dla najuboższych, które są przez tę instytucję prowadzone. Podkreślam jednak raz jeszcze, by wybrzmiało to dosadnie – jeśli któryś z księży lub hierarchów ma coś na sumieniu, winien za to sprawiedliwie odpowiedzieć. Ale zwalanie winy na cały Kościół? To duża przesada i uproszczenie.

Kościół nie miesza się do polityki. Kościół lobbuje

Zarzut odnośnie mieszania się do polityki jest dla mnie najbardziej absurdalny. Księża nie zasiadają w rządzie, ani w Sejmie, ani w sądach powszechnych. Ba! Zakazuje im tego konkordat. To konkretni posłowie i politycy są odpowiedzialni za rządzenie w kraju. A to, że lobbuje swoje przekonania i wspiera polityków, których uważa za słusznych – nie jest niczym złym. Tak robi większość organizacji pozarządowych w mniejszym lub większym stopniu. Co więcej, nie jest też tak, że Kościół ma jedno stanowisko w sprawie słuszności danych opcji politycznych – wewnątrz niego są różne stronnictwa oraz podziały. Sam mam poglądy liberalne i nie przeszkadza mi to w byciu katolikiem.

Stosunek do społeczności LGBT jest wyrazem pewnego nieporozumienia w rozumieniu pojęć. Wiele mówiło się o tzw. “ideologii LGBT”, a samo to wyrażenie jest w Kościele odbierane pejoratywnie. Osobiście uważam, że mamy tutaj dwa zupełnie różne desygnaty tego słowa: zarówno społeczeństwo (czyli pierwotne znaczenie) oraz zbiór pewnych postulatów, przekonań, które dopiero się klarują i o których można dyskutować, jak np. kwestia adopcji dzieci przez pary homoseksualne, małżeństwa takich osób, sposób prowadzenia edukacji seksualnej. Nie jestem socjologiem, ale wydaję mi się, że mamy tu klasyczny, niepotrzebny spór o pojęcia.

Nie uważam, aby Kościół sam z siebie wykluczał osoby ze społeczności LGBT. Owszem, jasno deklaruje co jest grzechem, a co nie, ale nakazuje katolikom traktować te osoby z szacunkiem, współczuciem i delikatnością oraz zabronił jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji. W nauce Kościoła jest nastawienie na seksualność w kontekście małżeńskiego związku kobiety i mężczyzny. Taki specyficzny stosunek jest owocem kilkuset lat rozważań, opinii oraz prac naukowych. To nie czas i miejsce na polemikę w tym zakresie, ale określanie jej jako bzdurnej jest lekką przesadą. Warto również podkreślić, że nauka ta, jak zresztą każda inna, wciąż ewoluuje oraz ulega zmianom. 

Kościół katolicki nigdy nie mówił, że jest tylko dla doskonałych, czystych osób – to mija się przecież z jego celem. Z założenia jest „powszechny” i jest w nim miejsce dla upadających grzeszników. Reżyser John Woo kiedyś powiedział, że lubi Msze Święte, bo to miejsce gdzie spotykają zarówno ci dobrzy, i ci źli, bogaci i biedni, piękni i brzydcy. Problemem może być aktualnie zwykły szacunek dla drugiego człowieka, który niestety zanika w naszym społeczeństwo. Nie jest to jednak wina instytucji religijnej, ale składowa wielu różnych czynników – w tym przede wszystkim mediów.


Mam bardzo pozytywny stosunek do Kościoła katolickiego. Moja doświadczenia z KK są dobre, a prowadzone przez duchownych akcje charytatywne pomogły moim bliskim. Sam czuję się dobrze będąc częścią tej wspólnoty. Uwielbiam niedzielne Msze Święty i obcowanie ze sferą sacrum. Mam wrażenie, że obecnie Kościół ocenia się tylko przez pryzmat jego ciemnej strony. Rzeczywiście, ma on dużo ma złego na sumieniu, ale zupełnie pomija się to co robi dobrze. Ubolewam nad faktem, że młodzi odchodzą od instytucjonalnej religii, ponieważ uważam, że konsekwencje całkowitego jej odrzucenia mogą być katastrofalne w dłuższej perspektywie. Mam nadzieję, że prędzej, czy później Kościół katolicki znów stanie się istotny i będzie dane mi jeszcze żyć w czasach, w których sfera sacrum wciąż będzie istotna w życiu przeciętnego człowieka.

Zobacz też:

ARTYKUŁY POWIĄZANE

3 KOMENTARZE

  1. „Co więcej, rozwój inteligentnego życia jest konsekwencją wielu subtelnie komponujących się ze sobą warunków, jak choćby precyzyjnie działająca siła grawitacji i odległość naszej planety od słońca, które stwarzają idealnie warunki do powstawania organizmów. Gdyby którykolwiek z nich był nawet w stopniu minimalnym różny od tych, jakie faktycznie zaistniały, to powstanie inteligentnych form życia byłoby niemożliwe. ”

    To najzwyczajniej w świecie nie jest prawda. Starałeś się napisać poprawny naukowo artykuł, ale momentami Ci nie wyszło.
    Po pierwsze – grawitacja to nie jest siła, to jest oddziaływanie. Druga sprawa – nie wiemy tak naprawdę, czy życie w ogóle powstało na Ziemi. Może do nas „przyleciało” z kosmosu. Wiemy już dzisiaj o istnieniu mikrobów, które są w stanie przeżyć w przestrzeni kosmicznej. Grawitacja nie jest konieczna do powstania życia.
    Dodatkowo ta „idealna” odległość od Słońca, która „w minimalnym stopniu różna” nie pozwalałaby rozwinąć się życiu, tak naprawdę w ramach obiegu Ziemi wokół naszej gwiazdy, zmienia się dość drastycznie – w najdalszym punkcie to 152,1 mln kilometrów, w najbliższym – 147,1 mln kilometrów. Czyli 5 mln kilometrów różnicy. Biorąc pod uwagę, że Ziemia ma 12 tys. z hakiem km średnicy, to w tę odległość zmieściłoby się ponad 390 planet takich jak nasza. To nie jest minimalna różnica.

  2. Do tej pory udowodniono istnienie tylko życia na Ziemii i nie ma żadnych badań wskazujących na tezę jakoby mogło pojawić się gdzie indziej. To, że mogło przybyć gdzieś z kosmosu jest takim samym poziomem gdybania, co inne moje dociekania.

    To że odległość jest zmienna, a nie stała nie implikuje z kolei tego, że gdyby wahania w odległościach były większe, temperatura mogłaby nie sprzyjać już rozwojowi życia i tym samym, albo byśmy wszyscy zamarzli albo umarlibyśmy z głodu.

  3. „Kościół nakazuje traktować takie osoby z szacunkiem i delikatnością”, po czym wychodzi Jedraszewski, jedną z najbardziej wpływowych postaci w polskim Kościele i mówi o tęczowej zarazie. Fajnie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze