niedziela, 23 czerwca, 2024
Strona głównaPolitykaKonflikt w Górskim Karabachu. Analiza ostatnich wydarzeń

Konflikt w Górskim Karabachu. Analiza ostatnich wydarzeń

Ostatnio w mediach pojawiają się informacje o tym, że w Górskim Karabachu "znów się zaczyna", albo, że Azerbejdżan "otwiera nowy front", by pomóc Ukrainie. Przeanalizowaliśmy na TrueStory dostępne informacje i póki co Azerowie raczej tylko testują rosyjskie siły stabilizacyjne. Ale to nie oznacza, że faktycznie nie może się zacząć.

Rosyjskie siły stabilizacyjne w Republice Arcachu, marzec 2022 r. W świetle Ukrainy to brzmi jak ponury żart, ale najprawdopodobniej tylko oni powstrzymują Azerów przed rzuceniem się Ormianom na gardła (Fot. Twitter)

Górski Karabach. Wszyscy kłamią

Właściwie w Górskim Karabachu najbardziej wiarygodnym źródłem informacji są media Republiki Arcachu i lokalne donosy. O tym, ile warte są przekazy z rosyjskich mediów, wiemy od dawna. Niemniej jednak, w konflikcie państw trzecich Rosjanie mogą zachowywać zaskakujący obiektywizm. Być może nawet większy niż Azerbejdżan, który w rankingu wolności Freedom House znajduje się na tej samej półce, co Chiny i Białoruś.

Jeśli chodzi o oddolne informacje, to nie mamy tutaj wiele. Na Twitterze pojawiło się nagranie, na którym rosyjskie wojska opuszczają Republikę Arcachu przez korytarz lacziński. Filmik jest złej jakości, a poza tym nie mówi nic – trudno oczekiwać, by Rosjanie nie mieli w ramach sił pokojowych pewnej rotacji. Pojawiły się też fotografie, świadczące o tym, jakoby Azerowie mieli zająć wioski, a raczej ruiny wiosek Faruch i Karagluch, na północny zachód od miasta Askeran, które to na mocy traktatu pokojowego z 2020 r. miały pozostawać przy Republice Arcachu.

Armenia: Azerowie atakują Arcach

Z informacji podanych przez ministerstwo obrony Republiki Arcachu wynika, że Azerowie użyli dronów Bayraktar do zbombardowania pozycji zajmowanych przez żołnierzy nieuznawanego państwa. Miały one zabić trzy osoby i ranić kolejne 15. Arcach podał też, że wojska azerskie nadal stacjonują w zajętych wioskach. Nieuznawany kraj 26 marca wprowadził stan wojenny.

Armenia zaś wezwała społeczność międzynarodową do zapobiegania próbom „destabilizacji sytuacji na Kaukazie Południowym” oraz wskazała, że rosyjski kontyngent pokojowy, który stacjonuje w Arcachu od 2020 r., podejmie konkretne kroki w celu rozwiązania sytuacji i zapobieżeniu dalszemu rozlewowi krwi.

Erywań wskazał też w nocie, że zajęcie wioski Faruch poprzedził „poprzedził nieustanny ostrzał ormiańskich osiedli i infrastruktury cywilnej”, jak również ostrzegł przed katastrofą humanitarną – do Republiki Arcachu gaz dostarcza Azerbejdżan, który ostatnio odciął dopływ tego surowca pod pretekstem prac remontowych sieci. Azerowie odparli na to, że faktycznie prowadzą prace, a dopływ węglowodorów do Stepanakertu wznowią po przeprowadzeniu testów. Dziś rano armeńska agencja prasowa Armenpress poinformowała o wznowieniu dostaw.

Rosja: potwierdzamy wersję Armenii, ale zapewnimy spokój

Na armeńskie rewelacje zareagowała natychmiast Moskwa, z którą z kaukaskich państw Erywań ma zdecydowanie najlepsze stosunki. Ministerstwo obrony Rosji podało, że Azerbejdżan faktycznie użył Bayraktarów i wkroczył do spornych wiosek, oraz wyraziło „ogromne zaniepokojenie” rosnącym napięciem w regionie.

„Naruszając postanowienia trójstronnego oświadczenia przywódców Rosji, Azerbejdżanu i Armenii z 9 listopada 2020 roku, siły zbrojne Azerbejdżanu w dniach 24-25 marca wkroczyły w strefę odpowiedzialności rosyjskiego kontyngentu pokojowego w Górskim Karabachu i utworzyły posterunek obserwacyjny” – poinformowało w oświadczeniu rosyjskie ministerstwo obrony.

Azerbejdżan: Arcach nie istnieje, to Armenia jest tym złym w sporze

Do strony azerskiej został wysłany apel o wycofanie się. Azerowie umyli ręce i przekazali, że oświadczenie jest jednostronne i nie odzwierciedla prawdy, a Azerbejdżan nie naruszył ani jednego postanowienia traktatu pokojowego. To strona armeńska miała go naruszyć, nie wycofując swoich jednostek z uznanego przez społeczność międzynarodową terytorium Azerbejdżanu. Finalnie jednak 27 marca Azerowie mieli się wycofać.

Co jednak najważniejsze w oświadczeniu, ministerstwo spraw zagranicznych Azerbejdżanu wskazało, że nie ma czegoś takiego jak Arcach – na tym terenie są tylko azerskie prowincje Górski Karabach i Wschodni Zangezur, a oni sami działali w zgodzie z prawem międzynarodowym. Milczenie zachowała za to Turcja – patron Azerbejdżanu.

Na jasno pomarańczowo sporny teren kontrolowany przez podległą Armenii Republikę Arcachu. Na całym jej obszarze stacjonują aktualnie rosyjskie siły stabilizacyjne.

Konflikt w Górskim Karabachu. Czy zamieni się w wojnę?

To, co się działo w Karabachu, to raczej próba sił i test sprawności Rosjan w obliczu domniemanego wycofania się ich wojsk, aniżeli próba wznowienia działań wojennych czy, jak pisali niektórzy, utworzenie drugiego frontu przeciwko Moskwie (tak, były takie określenia). Tak długo, jak w Arcachu stacjonować będą rosyjskie siły stabilizacyjne, nie sądzimy, by Azerbejdżan ośmielił się uderzyć na pełną skalę. Z drugiej strony, te siły muszą siedzieć w górskim kraju, zamiast uczestniczyć w inwazji na Ukrainę.

Polecamy:

Baku nie zaryzykowałoby raczej otwartej wojny z Rosją, bo tego, nawet ze wsparciem Turcji, nie mieliby szans wygrać. Jeśli jednak Rosjanie okazaliby się niezdolni do kontrolowania spornych obszarów, Azerowie mogliby się pokusić o jakiś rodzaj „specjalnej operacji wojskowej”. Narracja Azerbejdżanu jest obecnie tak wroga Armenii, że bez zmiany nastrojów prędzej czy później na pewno do niej dojdzie.

Bartłomiej Król
Bartłomiej Król
Prawnik, publicysta, redaktor. Na TrueStory pisze głównie o polityce zagranicznej i kulturze, chociaż nie zamierza się w czymkolwiek ograniczać.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze