piątek, 12 sierpnia, 2022
Strona głównaPolitykaKonfederacja: "Tak dla uchodźców, nie dla przywilejów". Dziennikarze opuścili konferencję

Konfederacja: „Tak dla uchodźców, nie dla przywilejów”. Dziennikarze opuścili konferencję

Do niecodziennej sytuacji doszło w polskim Sejmie. Politycy Konfederacji - wśród nich Grzegorz Braun - zwołali konferencję pod hasłem "Tak dla uchodźców, nie dla przywilejów". Dziennikarze niemal wszystkich stacji telewizyjnych postanowili ją zbojkotować. Politycy mówili do pozostawionych mikrofonów.

Grzegorz Braun znany jest ze swoich prorosyjskich wypowiedzi

– Nawet nie dostaliśmy światła – biadolił jeden z organizatorów konferencji. Faktycznie, sytuacja w której na miejscu nie było dziennikarzy, a jedynie pozostawiony przez nich sprzęt była niecodzienna. Wyłamała się jedynie redakcja TVP Info, której nadawanie tego typu wydarzeń nakazuje ustawa. Bojkot konferencji ze strony wszystkich komercyjnych redakcji przypomina sytuację, którą oglądaliśmy niedawno w Stanach Zjednoczonych. Tam przerywane były konferencje prasowe Donalda Trumpa, który po ogłoszeniu wyników wyborów, mówił że to on jest zwycięzcą, a wybory zostały sfałszowane. Co w tym wypadku doprowadziło dziennikarzy do wściekłości?

Tak dla uchodźców, nie dla przywilejów. O co chodzi?

Wysłuchaliśmy konferencji polityków Konfederacji. Dowiedzieliśmy się, że przeszkadzają im programy socjalne dla uchodźców. Przypomnijmy, chodzi o jednorazową zapomogę w wysokości 300 złotych, dla osób które przekraczają granicę oraz 500 plus dla matek z dziećmi. Konfederaci mówili, że nie ma gwarancji, że dostaniemy wsparcie z państw Unii Europejskiej, ale to nieprawda.

Komisja Europejska zadeklarowała, że przekaże na pomoc uchodźcom 500 milionów euro. Ponadto uchodźcy mają być rozlokowywani w różnych krajach UE, a duże wsparcie finansowe zadeklarowały też Stany Zjednoczone.

Konfederaci mówią, że obecnie przekazywana pomoc jest „histeryczna” i „egzaltowana”. Jako przykład przywileju, który przysługuje Ukraińcom, podają darmowe przejazdy komunikacją miejską. Cóż, na TrueStory już dawno pisaliśmy, że te powinny być darmowe dla wszystkich. Tym bardziej uważamy, że udostępnienie jej za friko dla naszych gości to dobry pomysł. Ci zresztą mogą mieć problemy z kupnem biletów. Biletomaty nie zawsze są intuicyjne, kioski RUCHU poznikały z ulic polskich miast, a w wielu sklepach spożywczych, po prostu nie da się ich dostać.

Uchodźcy z Ukrainy. Kto tu panikuje?

Przypominamy też, że do Polski przedostało się ponad dwa miliony uchodźców, a więc sytuacja jest zupełnie wyjątkowa i wymaga wyjątkowych środków zaradczych. Wspomniane 300 złotych nie wystarczy na długo. Przybyli do Polski Ukraińcy często nie mają podstawowych środków niezbędnych do życia. Jeśli mają zostać z nami na kolejne miesiące albo i lata, to dobrze byłoby żeby zapamiętali nas jako świetnych gospodarzy. Nie okazując im współczucia i odmawiając pomocy tak naprawdę wspieramy Rosjan w ich niszczycielskich wysiłkach.

Przejmujący mikrofon Grzegorz Braun mówił o „przymusie pomocy”, ale gdyby chciał pozostać na gruncie wykładni Kościoła Katolickiego, którego jest gorliwym wyznawcą, to szybko okazałoby się, że pomoc potrzebującym jest jego zasranym obowiązkiem.

Podejrzewamy, że Braun wie co robi

Media bardzo szeroko rozpisywały się już o rosyjskich kontaktach posła Grzegorza Brauna. Wspomnijmy więc tylko, że ten odwiedzał dziennikarza Leonida Swiridowa, po tym gdy ten został wydalony z Polski, a obaj panowie razem robili sobie zdjęcia wrzucane do mediów społecznościowych.

W przekazie Brauna niepokojące wydaje się jednak to, że uderza w dokładnie te same tony co anonimowe rosyjskie trolle, piszące na Twitterze, jak to pojawienie się Ukraińców wywraca ich życie do góry nogami. Najgłupsze tego typu wpisy dotyczą ogołocenia sklepu spożywczego z ulubionych czipsów (zaraz po tym jak przyjechali Ukraińcy) oraz córki, która na polskim powtarzała alfabet, bo w klasie pojawiły się nowe dzieci. A skąd wiemy, że zamieszczają je rosyjskie trolle? Czasem przez pomyłkę wpisują gdzieś pojedyncze znaki pisane cyrylicą.

Uchodźcy z Ukrainy. Zacznie się polskie piekiełko?

Politycy Konfederacji ubezpieczają się mówiąc, że dziś trzeba „odebrać Ukraińcom przywileje, żeby uniknąć napięć społecznych w przyszłości”. Prawda jest taka, że te napięcia już się zaczynają i to niekoniecznie dlatego, że ktoś otrzymał 300 złotych.

Ciekawy wpis na ten temat zamieścił pisarz i poeta Maciej Robert. Postanowiliśmy zacytować go w całości:

„Wczoraj w klasie syna pojawił się Artem, chłopiec z Ukrainy. Dziś dołączył do niego Artur. Być może pojawią się następne dzieci. Pomyśleliśmy więc, że warto je jakoś przywitać, sprawić, żeby poczuły się mile widziane, żeby nie czuły się wyobcowane i zalęknione. I napisaliśmy na klasowym komunikatorze, że może dałoby się coś zorganizować, jakieś oficjalne przywitanie, może jakiś występ, może jakieś chóralne „Witamy was serdecznie” wypowiedziane po ukraińsku i po polsku. Może jakieś własnoręcznie wykonane flagi z napisami w obu językach. Jakiś miły gest.

No i się zaczęło. Kilka mam solidarnie orzekło (to znaczy orzekła pierwsza, a reszta podłapała), że wystarczy być miłym. Cóż, nie wydaje mi się. Otóż miłym to się powinno być na co dzień i wobec każdego. Być może inni są na co dzień niemili, dlatego bycie miłym jest dla nich czymś wyjątkowym – nie wiem. Wiem natomiast, że to są dzieci, które uciekły przed wojną, którym zburzono domy, którym zabito ojców i dziadków, które zmuszone były przejść w ostatnich tygodniach prawdziwą gehennę i mnóstwo upokorzeń. One już nigdy nie odzyskają normalnego dzieciństwa. Teraz przyjechały do obcego kraju, do nowego miejsca, mają wokół same nieznane im twarze, nie znają nikogo. Nie znają też języka. Są potwornie wyobcowane. Trzeba im okazać wyjątkowe wsparcie, a nie odbierać nadzieję.

Potem pojawił się nowy głos. Na pierwszy ogień poszło: „Nie dajmy się zwariować”. A potem stara śpiewka: „Jestem samotną matką, czemu nikt nie pyta, czy moje dziecko ma wszystko”. Na naszą uwagę, że nie chodzi o pomoc materialną, a tylko o miły gest, dostaliśmy odpowiedź: „Może sobie pani pomagać, ale niech pani spojrzy na nas”. Odpowiedzi Ukrainki, której córka jest w klasie od początku, nie będę przytaczał, bo każdy, kto ją przeczyta, ma od razu łzy w oczach. Ale nie kolejne mamy, które popierały wypowiedzi swoich koleżanek, a „samotna mama” stwierdziła, że dalej dyskutować nie zamierza, bo nie ma o czym.

Otóż jest o czym dyskutować. Czekam tylko, aż ktoś wyjedzie z Wołyniem. I piszą to matki. Matki! Które powinny wiedzieć, co oznacza szczęśliwe dzieciństwo, czym jest empatia, a czym wykluczenie. Piszą to katoliczki, które wszystkie bez wyjątku zapisały swoje pociechy na lekcje religii, aby te nauczyły się tam, czym jest miłosierdzie i współczucie dla bliźniego.

Jeżeli rodzice z tej klasy reprezentują polskie społeczeństwo, to nie wróżę dobrze ani przybywającym tutaj Ukraińcom, którzy wpadli z deszczu pod rynnę, ani Polakom, którzy chcą nieść im pomoc, bo zostaną zadziobani”.

Zobacz też:

To_tylko Redaktor
Konto należące do redakcji TrueStory. Czasem wykorzystywane do puszczania niepodpisanych wiadomości od czytelników.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze