piątek, 14 czerwca, 2024
Strona głównaPolitykaCzescy piraci wchodzą do rządu. Czego można się po nich spodziewać?

Czescy piraci wchodzą do rządu. Czego można się po nich spodziewać?

Ahoj! Choć Czesi nie mają dostępu do morza, to do ich nowego rządu właśnie weszła partia piratów. Czego możemy się spodziewać po tym egzotycznym z nazwy ugrupowaniu? I czy będzie ono potrafiło współpracować z centroprawicową większością?

Widział już piratów hiszpańskich, angielskich i holenderskich. Ci naprawdę go zaskoczyli.

Partie piratów zaczęły pojawiać się na horyzoncie w połowie pierwszej dekady XXI wieku, a wiatru w żagle dostały po kryzysie finansowym w 2008 roku. Był to dobry czas dla różnego rodzaju „internetowych populistów”, którzy wcześniej nie potrafili przebić się do mainstreamu. Organizacje pod pirackim sztandarem powstały m.in. w Szwecji, Niemczech, czy na Islandii. Wszędzie udało im się – przynajmniej na jakiś czas – wprowadzić pojedynczych parlamentarzystów, ale zazwyczaj znikały ze sceny po jednej kadencji. Ich główną ideą było zachowanie wolności osobistej i intelektualnej w dobie wszędobylskiej internetowej inwigilacji. Hasła nośne, ale chyba niewystarczające aby pozyskać odpowiednią ilość głosów i przetrwać dłużej niż parę lat.

Obok piratów na europejskiej scenie politycznej pojawiały się takie formacje jak islandzka Najlepsza Partia, która proponowała by państwo zostawiało przy gejzerach ręczniki do kąpieli, czy czeska partia Sprawy Publiczne. Ta druga, choć istniała od 2001 roku, zaliczyła prawdziwy piracki zwrot, gdy jej prezes zapowiedział, że nie będzie miała ona programu, a o jej kolejnych posunięciach będą decydować członkowie za pomocą internetowego głosowania. Opłaciło się. W wyborach Sprawy Publiczne otrzymały 10 proc. głosów. Po rozpadzie tej organizacji część członków odnalazła się w antyemigranckiejWolności i Demokracji Bezpośredniej, jak na ironię rządzonej przez niejakiego Tomio Okamurę.

Jak Europa długa i szeroka, zwolennicy demokracji bezpośredniej uwielbiają powoływać się na przykład Szwajcarii, gdzie taki system działa

Słabość do demokracji bezpośredniej widać też w programie Piratów. Do tego dodają uwielbienie dla wolności wypowiedzi, postulat szybkiej cyfryzacji kraju i obowiązkowy program antykorupcyjny. Teoretycznie wchodząc do rządu odnieśli niebywały w skali całego kontynentu sukces, ale de facto podobne ugrupowania powstawały także u nas. Gdyby zlepić ze sobą późnego Palikota i wczesnego Kukiza, prawdopodobnie wyszłoby nam coś na kształt pirackiej szajki.

Dobry wynik partia zawdzięcza w dużej mierze wizerunkowi jej lidera – Ivan Bartoša – w którym niektórzy komentatorzy polityczni widzieli zadatki na nowego Vaclava Havla. Warunkiem do awansu na męża stanu byłoby jednak ścięcie dredów i przypodobanie się „masowemu wyborcy”, czego Bartoš robić nie zamierza. Jednocześnie, mimo luźnego wizerunku, mowa o polityku, który lubi popisywać się w mediach swoją erudycją (jest doktorem filozofii) i jak to się mówi w Polsce, zaorać w dyskusji rywala.

Co Piraci zmienią w Czechach?

Piraci, choć mają tylko dwóch ministrów w centroprawicowym gabinecie, mogą mieć jakiś wpływ na rzeczywistość, ponieważ otrzymali tekę ministra spraw zagranicznych. A tu – w porównaniu do polityki poprzedniego premiera, multimilionera Andreja Babiša – szykuje się prawdziwy zwrot. Słuchając świeżo upieczonego ministra Jan Lipavskiego mamy wrażenie, że słyszymy Joe Bidena z początku kadencji. Zdaje się, że dla obu polityków ważniejsze są sojusze oparte na wartościach, niż na krótkotrwałych korzyściach finansowych. Innymi słowy, Czechy odwrócą się od Grupy Wyszehradzkiej i będą szukać raczej partnerów na Zachodzie.

Ivan Bartoš, dredziarz, filozof, lider czeskiej Partii Piratów

Nowa orientacja dyplomatyczna Czechów może namieszać w europarlamencie, bo liderzy rządu – w tym premier Peter Fiala – są zrzeszeni razem z Prawem i Sprawiedliwością we frakcji Konserwatystów i Reformatorów. Jest prawdopodobnym, że w obecnej sytuacji Czesi zaczną dryfować w stronę Europejskiej Partii Ludowej (w której jest m.in. Platforma i PSL) i tym samym przyspieszą powstanie nowej „eurosceptycznej” partii w Brukseli, do której mieliby należeć deputowani od Le Pen, Kaczyńskiego i Salviniego.

To wszystko pod warunkiem, że nowy czeski rząd zachowa sterowność. Pomimo egzotycznego z polskiego punktu widzenia połączenia centroprawicy z wywrotowymi piratami formacje dogadały się zaskakująco szybko i tym samym zaszachowały partię ANO Andreja Babiša, mimo że to ona zyskała najwięcej głosów w wyborach.

Zobacz też:

Szczyt V4 z Macronem. Czy Polska może coś zyskać?

Głosujesz na PPS, a wychodzi Platforma

Jan Rojewski
Jan Rojewskihttps://truestory.pl
Pisarz, dziennikarz. Publikował m.in. na łamach Gazety Wyborczej, Rzeczpospolitej, Onetu, Tygodnika Powszechnego. Był stałym współpracownikiem Wirtualnej Polski i Tygodnika POLITYKA. Od września 2021 roku redaktor naczelny True Story.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze