piątek, 14 czerwca, 2024
Strona głównaKulturaFilm„Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu” obraża Francję? Szef MON nie ma...

„Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu” obraża Francję? Szef MON nie ma wątpliwości

Francuski minister obrony Sébastien Lecornu poddał krytyce jedno z najnowszych widowisk Marvela. Według polityka druga część „Czarnej Pantery” przedstawia Francję jako państwo w bardzo niekorzystnym świetle. Czy rzeczywiście film typowo rozrywkowy może napiąć stosunki międzynarodowe?

W filmie pojawiają się najemnicy ubrani jak żołnierze podczas Operacji Barkhame oraz posługujący się językiem francuskim / fot. „Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu”

Z MCU wiąże się wiele kontrowersji. Jakiś czas temu pisaliśmy o tym, że kolejne filmy spod szyldu Marvela i Disneya raczej powodują u wielu odbiorców poczucie zmęczenia aniżeli ekscytację. Dodatkowo włodarze komiksowej wytwórni zdają się mieć w głębokim poważaniu komfort pracy swoich zleceniobiorców, wyznaczając im niewiarygodne terminy. Pokazał to choćby serial Mecenas She-Hulk. Jednakże – jak się okazuje – nawet czołowy francuski polityk postanowił skrytykować jeden z najnowszych filmów o superbohaterach.

Sébastien Lecornu wskazuje na konkretne sceny ukazane w widowisku Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu. Dla niewtajemniczonych Wakanda stanowi fikcyjne afrykańskie państwo o zaawansowanej technologii opartej na surowcu zwanym wibranium. Wakandyjskie władze za punkt honoru postawiły sobie jak największą ochronę swojego dobra naturalnego, aby nie wpadło ono w niepowołane ręce. Ramonda, królowa Wakandy, w jednej ze scen bierze udział w zgromadzeniu ONZ. To właśnie podczas tego wydarzenia przedstawicielka Francji zarzuca fikcyjnemu afrykańskiemu państwu, że wibranium może okazać się zgubne dla zachowania bezpieczeństwa międzynarodowego.

W tym samym czasie widzowi ukazane zostają wydarzenia mające miejsce na obszarze Wakandyjskiego Centrum Współpracy mieszczącego się na wyspie Mali. Pada ono ofiarą ataku ze strony najemników, którzy chcą ukraść wibranium, ale ich plan się nie powodzi. Istotniejsza jest jednak inna kwestia – włamywacze mówią w języku francuskim. Ale na tym nie koniec, ponieważ jeden z dziennikarzy, Jean Bexon, wskazał na bardzo duże podobieństwo pomiędzy mundurami napastników a ubiorem żołnierzy francuskiej armii podczas Operacji Barkhame (2014-2022).

Lecornu opublikował w Internecie post o następującej treści:

Stanowczo potępiam tę fałszywą i wprowadzającą w błąd reprezentację naszych sił zbrojnych. Myślami jestem przy 58 francuskich żołnierzach, którzy zgięli, broniąc Mali przed islamistycznymi grupami terrorystycznymi. Składam im hołd.

Film jako narzędzie propagandowe

Może nam się wydawać, że podejście francuskiego ministra obrony stanowi skrajność. Na tapet wzięty został przecież film typowo rozrywkowy, przy którym widz nie musi za bardzo myśleć. Można podejrzewać, że większość osób, która miała okazję obejrzeć Wakandę w moim sercu, nawet nie zwróciła uwagi na takie detale. Jeżeli ktoś zapytałby się mnie, czy analizowany polityk ma słuszność, odparłbym, że „niby tak, ale nie do końca”. Trudno byłoby raczej wytoczyć twórcom jakiś sensowny proces, a i podejrzewam, że gdyby jednak skuszono się na taki krok, Francja narobiła by sobie złego PR-u.

Większość spraw ma jednak dwie strony i nie da się ukryć, że film od początków swego istnienia stanowił narzędzie mające przekazywać pewne treści podprogowe. Chyba najdobitniejszym przykładem będzie tu dokument Olimpiada z 1938 roku w reżyserii Leni Riefenstahl. Nawet wiedząc, jakich zbrodni dokonali Niemcy podczas istnienia III Rzeszy, nie da się ukryć, że film ten uchodzi po prostu za piękny, bardzo plastyczny i przede wszystkim innowacyjny. Wiele metod operowania kamerą wykorzystanych przez Leni stosowanych jest po dziś dzień. Widzimy tam wygimnastykowane ciała atletów, ich zgrabne ruchy i po prostu czuć, że są to ludzie zdrowi, dumni ze swojego pochodzenia. I właśnie w tym sęk, bo wiadomo, że całość posiada mocno polityczny wydźwięk nastawiony na zaprezentowanie nazistowskiej idei nadczłowieka (napisałem „nazistowskiej”, ponieważ z Nietzsche nie ma ona zbyt wiele wspólnego).

Nawet animacje Disneya uciekały się do ośmieszania politycznych przeciwników Stanów Zjednoczonych. W Der Fuehrer’s Face  z 1943 roku dostajemy osiem minut srogiego jechania po Hitlerze, Mussolinim, Goeringu i kilku innych rozpoznawalnych postaciach Osi. A to wszystko przy osadzeniu w roli głównej Kaczora Donalda, który w sennych wizjach pracuje przy produkcji pocisków artyleryjskich w nieludzkich warunkach uwłaczających podstawowym zasadom BHP. Reglamentacje wojenne powodują spadek jakości śniadania pracowniczego, obejmując twardy chleb, sprej o smaku bekonu i jajka, a także kawę zaparzoną z jedynego ziarnka, jakie udało się zgromadzić. Takich zabawnych momentów jest tu dużo więcej, dlatego polecam zapoznać się z całością. Na samym końcu wszystko okazuje się być wyłącznie koszmarem Donalda, który kwituje całą sytuację słowami „Cieszę się, że jestem obywatelem Stanów Zjednoczonych Ameryki!”.

Podobnie sprawy się mają z Wilkiem i Zającem. Odcinki tej kreskówki powstawały zazwyczaj przy większych wydarzeniach mających miejsce na terenie Związku Radzieckiego. Gdy w 1980 roku Letnie Igrzyska Olimpijskie odbyły się na terenie Moskwy, główni bohaterowie musieli otrzymać epizod, w którym mierzyli się w koszykówce czy na ringu bokserskim.

Filmy, które wywołały polityczną burzę

Każdy z tych trzech przykładów stanowi dowód na to, jak bardzo ideowo mogą zostać nacechowane dzieła kultury. W żadnym wypadku fakt zawarcia propagandy nie obniża ich walorów artystycznych czy rozrywkowych. Podejrzewam, że dzieciaki albo osoby nieznające szerszego kontekstu po prostu nie wykryłyby tych elementów ideowych. MCU częściowo wpisuje się w ten schemat, ponieważ świat (a nawet wszechświat i wieloświat) zostaje tam ukazany jako mocno zamerykanizowany. Przybysze z innych planet bez problemu porozumiewają się po angielsku, a największą drużynę superbohaterów uformowano właśnie w Stanach Zjednoczonych. W tym uniwersum odwzorowano jednak wiele realnych miejsc geograficznych: mamy Czarną Wdowę pochodzącą z Rosji, mamy Red Skulla będącego Niemcem czy Asgardczyków, którzy po zniszczeniu swojego królestwa osiedlili się na obszarach skandynawskich.

Amerykanie (zresztą nie tylko oni) często czerpią informacje o świecie między innymi właśnie z filmów. I oczywiste jest to, że wiara w Iron Mana to czysta przesada, ale ten superbohater znajduje się na obszarze konkretnego państwa, tam działa i tam prowadzi swoje przedsiębiorstwo. Nawet filmy historyczne często sięgają po propagandę, ukazując jeden naród jako lepszy od drugiego, w zależności od tego, kto nakręcił dane dzieło.

Człowiek-Pająk na tle flagi pewnego państwa. A jakiego? Zgadnijcie. Podpowiem: nie jest to Polska / fot. „Spider-Man 3”

Z bardziej współczesnych produkcji, które wywołały burzę, wymienić można między innymi komedię Wywiad ze Słońcem Narodu z 2014 roku, gdzie przywódca Korei Północnej, Kim Dzong Un, przedstawiony został w nienajlepszym świetle. Sam film nie był jakoś szczególnie moim zdaniem udany, ale ogólna jego tematyka wystarczyła, aby Sony Pictures wycofało częściowo swoją produkcję z kin i umieściło ją od razu na streamingu. Firma padła ofiarą cyberataku na swoją sieć komputerową i wiele przesłanek wskazywało na to, że sprawcami byli północnokoreańscy hakerzy. Osoby odpowiedzialne za włamanie zagroziły także, że w miejscach, w których dojdzie do wyświetlenia filmu, przeprowadzone zostaną zamachy. Ostatecznie kilkaset kin za zgodą Sony i tak nie uległo szantażowi.

W ogniu krytyki znalazł się również film Królowa Wojownik z 2022 roku. Wielu oburzonych internautów zarzucało tytułowi, że choć jest on dramatem historycznym, to mocno zafałszowuje fakty. Ukazane w produkcji w pozytywnym świetle wojowniczki Agojie z królestwa Dahomej w rzeczywistości przeznaczone były do podbijania sąsiednich plemion, aby ich król mógł sprzedawać jeńców jako niewolników. Stanowiło to główne źródło dochodów tego państwa. Tymczasem film próbuje ukazać, że główna bohaterka mimo swojego działania dla tego oddziału chce zachęcić króla do zrezygnowania z niewolnictwa na rzecz produkcji oleju palmowego. Historycy niemal jednoznacznie podkreślili, iż takie wydarzenie było po prostu mało prawdopodobne. Polityczny aspekt wynika z faktu, iż niewolnictwo w dalszym ciągu stanowi gorący temat, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, podczas gdy sprawa okazuje się wcale nie jawić jako zerojedynkowa.

I tu dochodzimy do puenty. Wiadomo, że ani filmy, ani gry nie powinny nam zastępować źródeł naukowych opracowywanych przez znawców tematu. Mimo osadzenia fabuły w konkretnym państwie i czasach duża część zdarzeń może być tam wymyślona. Nadal jednak należy uważać, na ile można sobie pozwolić, a zwłaszcza wtedy, kiedy określamy swoją produkcję jako historyczną. Wakanda w moim sercu definitywnie nie zalicza się do tego gatunku, lecz z perspektywy Francuzów rzeczywiście – zwłaszcza że wyraźnie ukazana zostaje reprezentantka Francji, a najemnicy mówią po francusku – taka prezentacja ich narodu ma prawo być przez nich postrzegana jako nieodpowiednia. Ale wcale nie musi. Nadal w końcu jest to tylko kolejny film superbohaterski i jeśli ktoś przez konkretną scenę nabierze awersji do danego kraju, nie dostrzegając innych jego rzeczywistych walorów, to dla takiej osoby nie ma już chyba ratunku. Pozostanie zatopiona w swej ignorancji.

Czytaj także:

Sebastian Jadowski-Szreder
Sebastian Jadowski-Szrederhttps://www.jadowskiszreder.pl/
Youtuber i pisarz, twórca zbioru opowiadań "Incydenty Antoniego Zapałki", hobbystycznie zbieracz filmów i pasjonat horrorów, a także starych gier. Główną sferą jego zainteresowań jest popkultura z wyraźnym zaakcentowaniem elementów retro.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze