czwartek, 7 lipca, 2022
Strona głównaEkologiaArgentyński blackout. Czy może zdarzyć się u nas?

Argentyński blackout. Czy może zdarzyć się u nas?

Nad Buenos Aires zapadły wczoraj ciemności po tym, jak fala upałów uniemożliwiła dalsze funkcjonowanie infrastruktury energetycznej. Po odnotowaniu w mieście rekordowych 41,1°C synoptycy planują jednak dalsze ekstremalne temperatury. Czy to samo może nas spotkać kolejnego lata?

Argentyna topi się z gorąca

Po raz ostatni temperatury tego rzędu występowały w 1957 roku, tuż po obaleniu dyktatury Juana Perona. Dla znacznej części z kilkunastu milionów mieszkańców obszaru metropolitalnego Buenos Aires oznaczało to zatem najgorętszy dzień w ich życiu. Przed godziną 15:00 lokalnego czasu na skutek pożaru, który wybuchł w jednym z domów w dzielnicy San Martin, przestała działać linia wysokiego napięcia, co doprowadziło następnie do konieczności wyłączenia części bloków w lokalnej elektrowni. Efektem było odłączenie od sieci ok. 700 tysięcy użytkowników z uwagi na zbyt małą możliwą do wyprodukowania ilość energii. Nieoficjalne źródła mówią jednak o nawet dwukrotnie większej liczbie.

Przerwa w dostawach prądu spowodowała także tymczasowe wyłączenie dwóch miejskich stacji uzdatniania oraz podnoszenia wody, co z kolei odcięło także część mieszkańców od dostępu do wodociągów. Miejska spółka kanalizacyjna zaapelowała już do mieszkańców o racjonalne korzystanie z prądu oraz wody pitnej – to jednak trudne zwłaszcza w sytuacji ekstremalnego upału. Usuwanie awarii potrwało przynajmniej kilka godzin, przy czym nie ma większych gwarancji, że wkrótce ona się nie powtórzy.

Rząd Argentyny został postawiony w stan gotowości i zadeklarował wdrożenie planu awaryjnego, którego celem ma być zapobieżenie przerwom w dostawach prądu i wody w tak krytycznych momentach, jak obecna fala upałów. Jednym z pomysłów póki co stało się zwrócenie się do Brazylii z prośbą o możliwość importu energii elektrycznej z tego kraju (zarzuconej po elekcji Jaira Bolsonaro, z którym Argentyna ma bardzo złe relacje). Kolejnym jest import większej ilości paliw celem umożliwienia szybkiego zwiększenia produkcji poprzez uruchomienie dodatkowych bloków w elektrowniach w momencie kryzysu. Jedno i drugie, czyli import mocy od sąsiadów oraz zabezpieczenie awaryjnych bloków, stanowią obecnie raczej standard w Europie.

Zdjęcie
Gdy jest ponad 40°C, ale musisz napić się mate…

U nas blackoutem straszono zimą

No właśnie, czy taka sytuacja mogłaby wystąpić także u nas? Eksperci wskazują, że tego rodzaju blackout nie jest w Polsce prawdopodobny. Nieplanowane wyłączenia energii, nie licząc różnego rodzaju katastrof naturalnych fizycznie uszkadzających linie energetyczne, zdarzają się albo w mroźne zimowe dni, gdy popyt na prąd jest najwyższy, albo właśnie w upalne dni letnie. Dlaczego latem? Otóż wtedy stan rzek w wodach jest niższy, a woda cieplejsza, co obniża możliwości chłodzenia. Kolejnym możliwym czynnikiem jest zbyt silne oparcie się na odnawialnych źródłach energii w dniach, kiedy energia wiatrowa albo słoneczna działa zbyt słabo. Ostrzega się o tym kraje, które chcą postawić w 100% wyłącznie na OZE.

W sytuacji kryzysu energetycznego, do której doszło w Polsce w grudniu 2021 r. do blackoutu nie doszło, ponieważ dokonaliśmy szybkiego importu brakującej energii z Niemiec, Szwecji, Litwy i Ukrainy. Taka sytuacja jest obecnie całkowitą normą – kilka dni przed tym zdarzeniem to Polska eksportowała część swojej mocy do naszych skandynawskich sąsiadów. Dzięki paneuropejskiej współpracy krajowych operatorów można skutecznie minimalizować ryzyko awaryjnych wyłączeń. Inne rozwiązanie stanowi awaryjne włączenie części starych, nieużywanych na co dzień bloków. Problem mielibyśmy dopiero w sytuacji, w której jakiś hipotetyczny, bardzo mroźny wyż rozciągnąłby się nad zupełnie całą Europą i nie byłoby od kogo zakupić energii.

Na zachodzie śmieją się z polskich węglowych molochów, ale jak widać, rodzime smrody też się do czegoś przydają. (wysokienapiecie.pl).

Gotujmy się na blackouty w przyszłości

Ponieważ jednak gospodarka mimo wszystko rośnie, nasze elektrownie się starzeją, a nowych, które stanowiłyby znaczący wkład do systemu, póki co nie widać, ryzyko blackoutu zwiększa się z każdym rokiem. Rozwiązaniem tego problemu może być tylko dalszy, intensywny rozwój naszej energetyki, przede wszystkim atomowej i awaryjnie gazowej, z uwagi na ich relatywnie największą odporność na warunki atmosferyczne. Instalacje wiatrowe i słoneczne, mimo że najczystsze, niestety pozostają bardzo podatne na pogodę.

Polecamy również:

W grudniu zeszłego roku Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wydało nawet zalecenia, co robić w sytuacji blackoutu. Należy zatem wyposażyć się w latarki bądź świece, kupić i naładować powerbank, trzymać leki i dokumenty w podręcznym miejscu, a także zgromadzić zapasy jedzenia, którego przygotowanie i przechowywanie nie wymaga prądu. My dodalibyśmy do tego również zgromadzenie przynajmniej kilku butelek z wodą pitną czy ciepłych koców i ubrań. Preppersi mogą się śmiać, ale to oczywiście porady na blackout trwający nie dłużej niż dobę. Jeśli miałby się przeciągnąć, niewiele nam wtedy pomogą.

Bartłomiej Król
Prawnik z Bałut, który stara się nie być mentalnym dziadem, chociaż nie zawsze mu to wychodzi. Od stycznia 2022 r. stały współpracownik portalu TrueStory.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze