poniedziałek, 30 stycznia, 2023
Strona głównaPolitykaApostazja i RODO, czyli jak Kościół stawia się ponad prawem

Apostazja i RODO, czyli jak Kościół stawia się ponad prawem

Jedno z największych przedsiębiorstw na świecie za aprobatą polskich sądów odmawia usunięcia wrażliwych danych osób, które nie chcą już korzystać z jego usług. Nie chodzi tu o Google’a, Amazona ani Twittera, tylko o Kościół katolicki. W grudniu Naczelny Sąd Administracyjny kolejny raz potwierdził istnienie specjalnych kościelnych przywilejów.

376. Zebranie Plenarne Konferencji Episkopatu Polski, Fot. Eliza Bartkiewicz / BP KEP

Apostazja – co po niej czeka nasze dane osobowe?

Temat apostazji wraca do debaty jak bumerang, dzięki głośnym deklaracjom gwiazd takich jak Margaret czy Dawid Podsiadło oraz na fali nastrojów społecznych po czarnych protestach w 2020 r. Tak naprawdę nie ma innej drogi do wypisania się z organizacji poza ścieżką przewidzianą na mocy dokumentu „Dekret Ogólny Konferencji Episkopatu Polski w sprawie wystąpień z Kościoła oraz powrotu do wspólnoty Kościoła” z 2016 r. Procedura nie jest obecnie zbyt skomplikowana – w jej toku należy uzyskać odpis świadectwa chrztu z odpowiedniej parafii, następnie udać się z nim do lokalnego proboszcza, który podpisze w naszej obecności akt wystąpienia. Ten dokument trafia do kurii, która wysyła z powrotem do parafii chrztu, by finalnie w naszych aktach znalazła się informacja, że staliśmy się apostatami.

W praktyce jednak ścieżka może być uciążliwa, parafie niechętnie wydają świadectwo chrztu inną drogą niż podczas osobistej wizyty, a lokalny proboszcz może robić nam problemy i odmawiać podpisania dokumentów, albo też żądać za to grubej łapówki. W jej toku apostata in spe będzie także prawdopodobnie emocjonalnie szantażowany kijem (wizją piekielnych płomieni) albo marchewką („Kościół boleje z powodu każdego grzechu, szczególnie z powodu porzucenia wiary chrześcijańskiej”, jak czytamy w dekrecie KEP). Były próby podważenia tej procedury i załatwienia jej na drodze „świeckiej”, ale w 2016 Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że organy państwowe nie mają kompetencji do oceny ważności oświadczeń o wystąpieniu z Kościoła.

Samo dokonanie procedury apostazji nie sprawia, że całkowicie znikamy z kościelnych archiwów. W nich nadal znajdują się związane z nami dokumenty, a szczególnie świadectwo chrztu (z dopiskiem o dokonaniu procedury apostazji). Samo to, że parafia chrztu jest zobowiązana do wpisania tej informacji do ksiąg i wydawania odpisu świadectwa z dopiskiem, to efekt wieloletnich sądowych batalii. Z teologicznego punktu widzenia nie ma bowiem możliwości całkowitego „wypisania się” z Kościoła, co wynika z antycznej zasady semel catholicus, semper catholicus (raz katolik, zawsze katolik), którą odświeżył zmarły parę dni temu papież Benedykt XVI w liście „Omnium in mentem” w 2009 r.

Upraszczając – chrzest jest uznawany w katolickiej doktrynie za nieodwołalny, w Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy wręcz o „niezatartym duchowym znamieniu przynależności do Chrystusa”, którego „nie wymazuje żaden grzech” (a więc i apostazja). Kościół uważa apostatów za osoby, które „zerwały wspólnotę z Kościołem”, podlegających ekskomunice, ale nie wypisanych z instytucji. Nie ma też znaczenia to, że w Polsce tradycyjnie chrzci się już najmniejsze dzieci, niemogące podjąć świadomej decyzji o byciu członkiem instytucji, która będzie trzymać ich dane na zawsze. „Gdyby Kościół i rodzice nie dopuszczali dziecka do chrztu zaraz po urodzeniu, pozbawialiby je bezcennej łaski stania się dzieckiem Bożym”, mówi dalej Katechizm.

To, że po apostazji parafia chrztu nie wrzuca naszego świadectwa dokonania sakramentu do niszczarki, uzasadniane jest także tym, że każdy apostata ma możliwość powrotu na łono Kościoła. Mówi się również o wykonywaniu „zadań własnych” wspólnoty – chociażby prowadzenia statystyki. Trudno jednak sensownie uzasadnić, dlaczego do celu statystycznego potrzebne są pełne dane ze świadectwa chrztu (imię i nazwisko, data i miejsce urodzenia, imiona rodziców). To ostatnie skutecznie wyłącza działanie prawa do bycia zapomnianym, wynikającego z prawa europejskiego – i to mimo tego, że Kościół nie podaje publicznie, ile osób dokonuje corocznie apostazji. Można się tylko domyślać, że takie dane są zbierane, a liczby rosną.

Apostazja i RODO. Sąd potwierdza specjalną pozycję Kościoła

Prawo do bycia zapomnianym wywodzi się z jednej z przełomowych spraw dotyczących ochrony danych. Hiszpan Mario Gonzalez wygrał sprawę przeciwko Google’owi – po wpisaniu w wyszukiwarkę jego imienia, pojawiały się odnośniki do stron internetowych, na których znajdowały się informacje o licytacji jego nieruchomości ze względu na zadłużenie. Gonzalez tymczasem twierdził, że pospłacał swoje długi, informacje wpływają negatywnie na jego dobre imię, a gigant technologiczny nie daje się doprosić, by usunąć te wyniki. Sprawa dotoczyła się do Trybunału Sprawiedliwości UE, który nakazał Google’owi wyczyszczenie karty Mario Gonzaleza.

Na kanwie tej sprawy powstał art. 17 znanego i lubianego rozporządzenia RODO. Dotyczy on jednak nie tylko danych zbieranych w internecie – każdy, kogo dane są przetwarzane, może zażądać od podmiotów przetwarzających te dane ich usunięcia. Wystarczy, że zostanie spełniony jeden z kilku warunków – na przykład, jeśli dane osobowe nie są już niezbędne do celów, w których zostały zebrane, albo osoba, której dane dotyczą, cofnęła zgodę na przetwarzanie. Jeśli wniesiemy sprzeciw wobec przetwarzania naszych danych, to druga strona musi wykazać, że istnieją ważne prawnie podstawy do ich dalszego przetwarzania. To np. obowiązek przetrzymywania dokumentacji pracowniczej, ale także cele archiwalne, naukowe albo statystyczne. Kościół z chęcią powołuje się właśnie na te ostatnie.

Kościół ponadto od 1997 r., gdy zaczęto interesować się w Polsce problemem przetwarzania danych osobowych, pozostaje wyłączony w ich zakresie z kontroli organów państwa. W ustawie z tego roku związki wyznaniowe i kościoły znalazły się poza zainteresowaniem Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (GIODO) razem z takimi instytucjami jak agencje wywiadu albo ABW. Od tego czasu pojawiła się nowa ustawa, a GIODO zastąpił bliźniaczy UODO, obecnie jednak Naczelny Sąd Administracyjny wydał trzeci z rzędu wyrok potwierdzający, że nowy organ także nie może wpływać na kościelne decyzje odmawiające usunięcia danych.

Nie wnikając dalej w prawne zawiłości – Kościół na mocy RODO powołał własnego, kościelnego inspektora ochrony danych. Osoba niezadowolona z tego, jak Kościół przetwarza dane, może złożyć skargę do kościelnego inspektora, a następnie do „właściwej dykasterii Stolicy Apostolskiej”. Dekret wprost stanowi też, że „prawo do żądania usunięcia danych nie przysługuje w przypadku, gdy dane dotyczą udzielonych sakramentów”, a złożenie takiego wniosku co najwyżej „zobowiązuje administratora do niewykorzystywania danych objętych wnioskiem bez zgody ordynariusza miejsca”.

Zgodnie z przepisami RODO tylko wtedy, jeśli związek wyznaniowy (mający wcześniej szczególny status, co miało miejsce w Polsce) nie wprowadziłby takiej instytucji, kontrolę przejęłyby organy państwowe. Warunkiem jest jednak dostosowanie wewnętrznego inspektoratu w danej instytucji do rozporządzenia – a tymczasem kościelny inspektor, który ze względów teologicznych odrzuci wszystkie wnioski dotyczące usunięcia danych apostatów, działa w sposób stawiający Kościół ponad prawem.

Co zatem można zrobić poza włamaniem się do kilku kościelnych archiwów i wykradzeniem swojej teczki (do czego oczywiście nie zachęcamy)? Obecnie nic. Równie dobrze można prosić policję o usunięcie nam mandatów drogowych z powołaniem się na RODO. Osoby niezadowolone z tego, że Kościół bez ich zgody przetrzymuje ich dane, mogą co najwyżej pomyśleć na przyszłość i nie zapisywać do niego swoich dzieci (czytaj nie chrzcić ich). Przynajmniej do czasu, aż sądy i państwo nie dojrzeją do tego, by jednak zainteresować się Kościołem, gdy ten śmieje się literze prawa w twarz.

Czytaj także:

Bartłomiej Król
Prawnik, publicysta, redaktor. Na TrueStory pisze głównie o polityce zagranicznej i kulturze, chociaż nie zamierza się w czymkolwiek ograniczać.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze