czwartek, 28 października, 2021
Strona głównaKulturaTwierdza: Krzyżowiec. W to nie można przestać grać, mój panie!

Twierdza: Krzyżowiec. W to nie można przestać grać, mój panie!

W podstawówce miałem w klasie kolegę Matiego (kto nie miał?). Mati mieszkał w bloku po drugiej stronie ulicy, co szybko pozwoliło nam nawiązać serdeczną relację. Oczywiście czasu było zawsze mało, zajęć dużo, ale Mati mieszkał tylko z mamą, dlatego też regularnie spotykaliśmy się u niego odrabiać lekcje siedzieć na komputerze. Czy jako dziesięciolatkowie nawalaliśmy w popularne strzelanki albo szukaliśmy zbereźnych filmików? Być może też, ale lwią (celowe określenie) część czasu przeznaczoną na projekty z plastyki spędziliśmy tłukąc w Twierdzę: Krzyżowiec.

P o t ę ż n y Ryszard, najchłodniejszy bohater mojego dzieciństwa, bezceremonialnie wsadził mnie do pociągu fascynacji średniowieczem

Gra stworzona przez Firefly Studios i wydana w 2002 r., będąca w zasadzie samodzielnym dodatkiem do Twierdzy z 2001 r., należy do tych z typu „łatwo się nauczyć, ciężko zostać w nią mistrzem”. Podstawa zabawy polega na stworzeniu funkcjonującej średniowiecznej gospodarki. Należy zapewnić poddanym żywność, wydobyć surowce celem sprzedaży albo przetworzenia, zbudować defensywę, która pozwoli odeprzeć ataki wrogów, wystawić własną armię, a finalnie dokonać oblężenia wrogich twierdz celem zabicia lordów przeciwnika – głównej jednostki w grze.

Wobec pozycji z gatunku strategii czasu rzeczywistego z tego okresu, takich jak Warcraft III czy Age of Empires II, grę wyróżnia znaczące skupienie uwagi na samej strukturze budowanych przez gracza i jego przeciwników zamków. W innych RTSach kamienne mury to rodzaj płotu będącego prostą przeszkodą. W Krzyżowcu stanowią wraz z wieżami, machinami i pułapkami wręcz organiczną strukturę. Każdy, kto oblegał twierdze budowane przez Wilka, wie, o czym mowa.

Twój zamek vs. zamek syna koleżanki twojej starej

No właśnie, o ile kampanie „historyczne” w Krzyżowcu można zbyć milczeniem, o tyle zdecydowanie najciekawszą opcją jest tryb potyczki (skirmish), w którym gracz mierzy się przeciwko kilku (do siedmiu) sterowanym przez komputer przeciwnikom. Najciekawsza kampania składa się właśnie z osiemdziesięciu (!) scenariuszy potyczek o rosnącym stopniu trudności. Wśród botów, z którymi można się mierzyć, znajdują się adwersarze z pierwszej Twierdzy (niesławny tercet Szczur, Wąż, Wieprz i Wilk), historyczni dowódcy czasów krucjat (Lwie Serce, Saladyn, Filip II) oraz postaci stworzone na potrzeby gry (Opat, Sułtan czy Kalif).

Twierdza: Krzyżowiec. Rewelacyjne spolszczenie

Rewelacyjną decyzją było wyposażenie każdej z postaci w twarz i głos – podczas starć przeciwnicy wysyłają nam wiadomości w formie kilkunastosekundowych nagrań video, w których chwalą nas, wyśmiewają albo wygrażają. Nadanie każdej z postaci prostych rysów osobowości pozwala wczuć nam się w stworzony komiksowo, przerysowany świat. Gracz naprawdę może poczuć smutek, gdy przyjdzie po raz pierwszy mierzyć mu się z Lwim Sercem (w pierwszych misjach występuje jako sojusznik). Dzielny Ryszard w toku walki będzie coraz mniej rezolutny i pewny siebie, by po porażce oznajmić ze zgryzotą, że został pokonany, a jego biedne kości na zawsze pozostaną wśród tych nędznych piasków.

Sułtan, znany też jako Krzysztof Krawczyk po spędzeniu nocy na pustyni

Gra wygrywa bowiem też na polu polskiej lokalizacji. Fantastyczny dubbing wprowadzony przez polskiego dystrybutora ułatwił mi przed laty rozpoczęcie przygody z grą, a co bardziej charakterystyczne odzywki będącego naszym asystentem skryby (jękliwe „za mało drewna, mój panie”!), naszych poddanych czy przeciwników, pamiętam słowo w słowo do dziś. Twierdza: Krzyżowiec pokazuje również w genialny sposób, jak wykorzystywać narzędzia miękkie do zainteresowania dzieciaków daną tematyką – i nie, nie tak, jak polskie ministerstwo „grami” o Janie Pawle II.

Przecież cały anturaż Krzyżowca, cała ta zabawa w budowanie zamków i toczenia bitewek, stanowiła tylko przyczynek do wspólnego relaksowania się przy rozgrywce albo omawiana swoich solowych starć na przerwach („a ja wczoraj pokonałem siedmiu Wilków!”). Mimo to po przejściu w końcu paru poziomów kampanii zaczytywałem się w podręcznikach do historii. Ilu zaś moich rówieśników w tym czasie dowiadywało się o istnieniu II wojny światowej poprzez serię Call of Duty? Pierwsze pomysły na edukację w grach z prawdziwego zdarzenia już pojawiają się nad Wisłą– w 2019 r. rodzime studio Pixelated Milk wydało taktyczną turówkę Warsaw, której gameplay jest pretekstem do snucia opowieści o powstaniu warszawskim. Z drugiej strony, może to jednak dobrze, że minister Czarnek nie rozumie współczesnego świata?

Pocztówka z Ziemi Świętej. Prosta i ładna

Twierdza: Krzyżowiec. Czy powstanie remaster?

Tymczasem oddolna społeczność Krzyżowca w dalszym ciągu żyje i chyba głównie napędza się motorem nostalgii, z czego nie do końca zdaje sobie sprawy Firefly Studios. W 2014 r. wyszła Twierdza: Krzyżowiec II, która jednak odeszła od pierwotnego, rysunkowego silnika gry, tracąc zupełnie ten unikatowy vibe, przez co zebrała znacznie niższe oceny. Pałeczkę przejęli zatem fani, którzy wyprodukowali nieoficjalny patch do jedynki, balansujący rozgrywkę i usuwający wieloletnie błędy. Tak naprawdę dla wydawcy najlepszą możliwą decyzją byłby remaster Krzyżowca, z dostosowaniem silnika gry do dzisiejszych możliwości sprzętowych. Aby skutecznie sprzedać nostalgię, należy zaoferować konsumentowi to samo, ale w nowoczesnym wydaniu. Firefly zaś zamiast tego wyprodukowało wariację na temat, jaką była Twierdza: Krzyżowiec II. Takie Age of Empires II Microsoftu doczekało się już dwóch oficjalnych wydań po latach, usprawniających grafikę i rozgrywkę, jak również szeregu nowych dodatków (pierwszy zresztą wprowadzał do gry modyfikację fanowską). Z kolei przykładem z innego podwórka jest The Elders Scrolls V: Skyrim, którą Bethesda wydaje w kółko od dziesięciu lat jako nowość – ale to materiał na inny artykuł. Fani grający nadal w Krzyżowca online, których bez problemu można znaleźć w internecie, z pewnością kupiliby nową wersję.

No i ciekawe, jakby zareagował Mati, gdyby dowiedział się, że z fanowskim patchem włócznicy w końcu się do czegoś nadają.

Bartłomiej Król
Prawnik z Bałut z sercem po lewej stronie. Hobbystycznie również poeta i redaktor. Autor nieodżałowanego bloga "Krytyka Królika" oraz współzałożyciel kolektywu artystycznego "Dwa Nazwiska". Na True Story pisze o tym, co go pasjonuje - czyli o piłce nożnej, kulturze i polityce. Stara się nie być mentalnym dziadersem, chociaż nie zawsze mu to wychodzi.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj
This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze

WordPress Cookie Plugin by Real Cookie Banner