czwartek, 28 października, 2021
Strona głównaLifestyleRandki po 25 roku życia są jak grzebanie w śmietniku. Dlaczego szukanie...

Randki po 25 roku życia są jak grzebanie w śmietniku. Dlaczego szukanie miłości to taki koszmar?

Przysięgam mówić prawdę i tylko prawdę, tak mi dopomóż kanapko drwala. Kiedy wróciłam na rynek singielek miałam 26 lat. Zakończyłam właśnie 3-letni związek z perspektywami i coś mnie uderzyło. Zrozumiałam, że po etapie wspólnego mieszkania i wizyt u rodziców cofnęłam się do etapu pytań o ulubiony kolor. Poryczałam się, bo powiem wam szczerze, że nienawidzę randkowania. A po 25 roku życia szukanie miłości jest jak grzebanie w śmietnikach.

Randki po 25 roku życia są jak grzebanie w śmietniku
Randki po 25 roku życia są jak grzebanie w śmietniku

Wleźć na ścianę

Już widzę to oburzenie na waszych twarzach. W śmietnikach też da się znaleźć perełki (pozdrawiam freegan), jednak żeby do nich dotrzeć musisz przerzucić całe sterty zwykłego g**na. Randkując w okolicach 30-tki obijamy się o ściany. 

Ściana 1: “nie jestem gotowa/y na poważny związek”

Ściana 2: “ciągle kocham swoją/ego ex” 

Ściana 3: “interesuje mnie tylko seks”

Iiii można by je tak wymieniać. Żeby nikt mi nie zarzucał stronniczości. Mam wielu znajomych w moim wieku, którzy przechodzą przez to samo piekło, znaczy się piękny okres poszukiwania miłości życia. Każdy z nas potrzebuje uczucia. Możemy to wypierać, ale biologii nie oszukamy. Człowiek potrzebuje miłości. Nie dla każdego jest życie w związku, to fakt, ale miłość i bliskość to zupełnie inna kwestia. 

Życie na walizkach 

Dlaczego w takim razie tak trudno jest znaleźć swoją drugą połówkę, a z wiekiem wcale nie robi się łatwiej? Nie jestem psychologiem, więc nie mogę mówić o kwestiach naukowych, ale powołam się na spostrzeżenia swoje i swoich znajomych. 

Problemem przede wszystkim jest to, że po 25 roku życia każdy z nas ma już swój bagaż. Bagaż bolesnych doświadczeń, nieudanych relacji, życiowych traum, wielu błędów i nauczek. I wiecie, to zrozumiałe, że kiedy raz się mocno poparzymy, to następnym razem weźmiemy tę blachę przez rękawicę kuchenną. Nie jestem królową metafor, ale rozumiecie o co mi chodzi. 

Wybieram kandydatkę numer 3

Niezrażona postanowiłam jednak wrócić na rynek i zacząć randkować, czego nie robiłam tak naprawdę od czasów wczesnostudenckich. Od czego zaczęłam? Oczywiście od pobrania chyba wszystkich możliwych apek randkowych. W końcu jak szybciej i skuteczniej z kimś się umówić niż przez Tindera, Badoo czy inne bimble szmindle? 

I to jest kolejny problem randkowania w dzisiejszych czasach. Akurat nie tylko dla osób w okolicach 30-tki. My po prostu mamy za duży wybór! Przebieramy sobie w kandydatach i kandydatkach na parę jak w ulęgałkach, a do tego nie mamy pewności, czy trzy swipnięcia dalej nie czeka na nas ktoś jeszcze bardziej w naszym typie. Nie umiemy się zatrzymać na tej jednej osobie, bo a nuż (a widelec) następna będzie jeszcze lepsza. Konsumpcjonizm w relacjach? Witamy w XXI wieku. 

Skąd ten ból przed 30-tką?

Problem w tym, że w okolicach 30-tki pojawia się w naszym mózgu idiotyczne myślenie, że “kończy nam się czas” na znalezienie partnera/ki na całe życie. Znajomi biorą śluby, rodzi im się kolejne dziecko, tamci budują dom, a ci chwalą się pierścionkiem wręczonym na Santorini. I weź tu nie czuj presji. Nie da się! Nie kłamcie, wiem, że też ją czujecie jeśli jesteście w moim wieku. Nawet jeśli tylko podświadomie. 

Babcie pytają o kawalera/pannę, mama płacze, że już nigdy nie doczeka wnuków, a koleżanki po zaręczynach pytają: “a ty to kiedy się ustatkujesz”. I dostajecie białej gorączki. Mózg programuje się na szukanie męża/żony, a randki zaczynają przypominać rozmowy kwalifikacyjne. Kiedy miałam 20 lat, czułam że mam cały czas świata na znalezienie idealnego partnera. Teraz płaczę na ślubach znajomych i to nie ze wzruszenia ich piękną miłością. 

Oczywiście szanuję też brak potrzeby budowania związku, zakładania rodziny i innych takich romantycznych bzdur. Każdy płynie przez życie swoim stylem. 

Podsumowując, randki po 25 roku życia przypominają mi też trochę grę w gorące krzesła. Dookoła ciebie wszyscy dobierają się w pary, a ty z każdym kolejnym miesiącem orientujesz się, że zostajesz na parkiecie sama. Z tym jednym pustym krzesłem. 

ARTYKUŁY POWIĄZANE

16 KOMENTARZE

  1. Mam 30 lat. Nigdy nie miałem dziewczyny. Nie mam bagażu złych i dobrych doświadczeń. Choć widzę, że jest trudno w tym wieku kogokolwiek sobie znaleźć, a ja przespałem ostatnie 10 lat na byciu niedojrzałym dzieckiem, to wciąż mam nadzieję, że spotkam kobietę z którą uda mi się stworzyć szczęśliwy związek.

  2. by wymagać trzeba wpierw oferować, równie dobrze, choć nie twierdzę, autorka może wchodzić w część przekopywanego śmietnika bynajmniej nie wspomnianych perełek

  3. Jestem 32-letnim katolikiem, mam dobrą pracę w IT i dość spore puste mieszkanie, ale też nigdy nie byłem w żadnym związku. Mam wysokie wymagania jak na dzisiejsze czasy – szukam porządnej dziewczyny, dziewicy, która stawia wiarę na pierwszym miejscu tak ja. Pogodziłem się z tym, że takiej nie znajdę i że będę musiał żyć sam. Pieniądze mam ale one nie zapełnią pustki, dają tylko jako taką wygodę i spokój.

  4. Mam 30 lat i nigdy nawet nie trzymałem dziewczyny za rękę. Mieszkam nadal z rodzicami, na kieszonkowe mam z krypto, czasem pojadę na parę nocek na magazyny. Co mam zrobić żeby znaleźć kobietę?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj
This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze

WordPress Cookie Plugin by Real Cookie Banner