piątek, 12 sierpnia, 2022
Strona głównaLifestyleRandki po 25 roku życia są jak grzebanie w śmietniku. Dlaczego szukanie...

Randki po 25 roku życia są jak grzebanie w śmietniku. Dlaczego szukanie miłości to taki koszmar?

Przysięgam mówić prawdę i tylko prawdę, tak mi dopomóż kanapko drwala. Kiedy wróciłam na rynek singielek miałam 26 lat. Zakończyłam właśnie 3-letni związek z perspektywami i coś mnie uderzyło. Zrozumiałam, że po etapie wspólnego mieszkania i wizyt u rodziców cofnęłam się do etapu pytań o ulubiony kolor. Poryczałam się, bo powiem wam szczerze, że nienawidzę randkowania. A po 25 roku życia szukanie miłości jest jak grzebanie w śmietnikach.

Randki po 25 roku życia są jak grzebanie w śmietniku
Randki po 25 roku życia są jak grzebanie w śmietniku

Wleźć na ścianę

Już widzę to oburzenie na waszych twarzach. W śmietnikach też da się znaleźć perełki (pozdrawiam freegan), jednak żeby do nich dotrzeć musisz przerzucić całe sterty zwykłego g**na. Randkując w okolicach 30-tki obijamy się o ściany. 

Ściana 1: “nie jestem gotowa/y na poważny związek”

Ściana 2: “ciągle kocham swoją/ego ex” 

Ściana 3: “interesuje mnie tylko seks”

Iiii można by je tak wymieniać. Żeby nikt mi nie zarzucał stronniczości. Mam wielu znajomych w moim wieku, którzy przechodzą przez to samo piekło, znaczy się piękny okres poszukiwania miłości życia. Każdy z nas potrzebuje uczucia. Możemy to wypierać, ale biologii nie oszukamy. Człowiek potrzebuje miłości. Nie dla każdego jest życie w związku, to fakt, ale miłość i bliskość to zupełnie inna kwestia. 

Życie na walizkach 

Dlaczego w takim razie tak trudno jest znaleźć swoją drugą połówkę, a z wiekiem wcale nie robi się łatwiej? Nie jestem psychologiem, więc nie mogę mówić o kwestiach naukowych, ale powołam się na spostrzeżenia swoje i swoich znajomych. 

Problemem przede wszystkim jest to, że po 25 roku życia każdy z nas ma już swój bagaż. Bagaż bolesnych doświadczeń, nieudanych relacji, życiowych traum, wielu błędów i nauczek. I wiecie, to zrozumiałe, że kiedy raz się mocno poparzymy, to następnym razem weźmiemy tę blachę przez rękawicę kuchenną. Nie jestem królową metafor, ale rozumiecie o co mi chodzi. 

Wybieram kandydatkę numer 3

Niezrażona postanowiłam jednak wrócić na rynek i zacząć randkować, czego nie robiłam tak naprawdę od czasów wczesnostudenckich. Od czego zaczęłam? Oczywiście od pobrania chyba wszystkich możliwych apek randkowych. W końcu jak szybciej i skuteczniej z kimś się umówić niż przez Tindera, Badoo czy inne bimble szmindle? 

I to jest kolejny problem randkowania w dzisiejszych czasach. Akurat nie tylko dla osób w okolicach 30-tki. My po prostu mamy za duży wybór! Przebieramy sobie w kandydatach i kandydatkach na parę jak w ulęgałkach, a do tego nie mamy pewności, czy trzy swipnięcia dalej nie czeka na nas ktoś jeszcze bardziej w naszym typie. Nie umiemy się zatrzymać na tej jednej osobie, bo a nuż (a widelec) następna będzie jeszcze lepsza. Konsumpcjonizm w relacjach? Witamy w XXI wieku. 

Skąd ten ból przed 30-tką?

Problem w tym, że w okolicach 30-tki pojawia się w naszym mózgu idiotyczne myślenie, że “kończy nam się czas” na znalezienie partnera/ki na całe życie. Znajomi biorą śluby, rodzi im się kolejne dziecko, tamci budują dom, a ci chwalą się pierścionkiem wręczonym na Santorini. I weź tu nie czuj presji. Nie da się! Nie kłamcie, wiem, że też ją czujecie jeśli jesteście w moim wieku. Nawet jeśli tylko podświadomie. 

Babcie pytają o kawalera/pannę, mama płacze, że już nigdy nie doczeka wnuków, a koleżanki po zaręczynach pytają: “a ty to kiedy się ustatkujesz”. I dostajecie białej gorączki. Mózg programuje się na szukanie męża/żony, a randki zaczynają przypominać rozmowy kwalifikacyjne. Kiedy miałam 20 lat, czułam że mam cały czas świata na znalezienie idealnego partnera. Teraz płaczę na ślubach znajomych i to nie ze wzruszenia ich piękną miłością. 

Oczywiście szanuję też brak potrzeby budowania związku, zakładania rodziny i innych takich romantycznych bzdur. Każdy płynie przez życie swoim stylem. 

Podsumowując, randki po 25 roku życia przypominają mi też trochę grę w gorące krzesła. Dookoła ciebie wszyscy dobierają się w pary, a ty z każdym kolejnym miesiącem orientujesz się, że zostajesz na parkiecie sama. Z tym jednym pustym krzesłem. 

ARTYKUŁY POWIĄZANE

17 KOMENTARZE

  1. Mam 30 lat. Nigdy nie miałem dziewczyny. Nie mam bagażu złych i dobrych doświadczeń. Choć widzę, że jest trudno w tym wieku kogokolwiek sobie znaleźć, a ja przespałem ostatnie 10 lat na byciu niedojrzałym dzieckiem, to wciąż mam nadzieję, że spotkam kobietę z którą uda mi się stworzyć szczęśliwy związek.

  2. by wymagać trzeba wpierw oferować, równie dobrze, choć nie twierdzę, autorka może wchodzić w część przekopywanego śmietnika bynajmniej nie wspomnianych perełek

  3. Jestem 32-letnim katolikiem, mam dobrą pracę w IT i dość spore puste mieszkanie, ale też nigdy nie byłem w żadnym związku. Mam wysokie wymagania jak na dzisiejsze czasy – szukam porządnej dziewczyny, dziewicy, która stawia wiarę na pierwszym miejscu tak ja. Pogodziłem się z tym, że takiej nie znajdę i że będę musiał żyć sam. Pieniądze mam ale one nie zapełnią pustki, dają tylko jako taką wygodę i spokój.

  4. Mam 30 lat i nigdy nawet nie trzymałem dziewczyny za rękę. Mieszkam nadal z rodzicami, na kieszonkowe mam z krypto, czasem pojadę na parę nocek na magazyny. Co mam zrobić żeby znaleźć kobietę?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze