piątek, 12 kwietnia, 2024
Strona głównaKulturaMuzykaOd premiera do podcastera. Trzynaście minut Morawieckiego

Od premiera do podcastera. Trzynaście minut Morawieckiego

Nowa jakość, nawiązywanie do zachodnich wzorców, większe otwarcie na obywatela – te zasady przyświecały sztabowcom premiera, którzy namówi swojego szefa do zostania podcasterem. Mateusz Morawiecki w trzynaście minut chce pokazać, jak bardzo jest „na czasie”. Pierwsza próba wychodzi jednak dość mizernie.

Premier uruchomił swój podcast. W każdy piątek podsumuje swoją aktywność polityczną (fot. Twitter.com/MorawieckiM)

„Dzień dobry, mówi Mateusz Morawiecki, a to jest mój premierowy podcast” od tego zdania-suchara swój pierwszy podcast w życiu rozpoczyna szef rządu. Sucharów jest jeszcze więcej, Morawiecki w pewnym momencie próbuje (nie)śmiesznie nawiązać, że gada do trąby jak Piłsudski, choć „trąba zamieniła się w porządny sprzęt”. Polityk nie kryje też, że ma tremę, co pewnie ma go bardziej „uczłowieczyć” u potencjalnego odbiorcy,  a u starych wyjadaczy wytłumaczyć.

Po co taki podcast? Według premiera w natłoku codziennych spraw wiele ważnych tematów życia publicznego potrafi uciec, a on w podsumowaniu tygodnia streści swoje najważniejsze aktywności. Nie zamierza jednak „gadać” do mikrofonu, ale raczej być bardziej responsywny – odpowiadać na pytania i wątpliwości Polaków. Nie mówi jednak, jak zamierza to zrobić. 

Już w pierwszych sekwencjach słyszymy grzechy pierworodne polityka – zamiast zmienić treść i sprofilować ją pod słuchacza podcastów, Morawiecki brzmi jak na wiecu lub kolejnej konferencji prasowej. W ciągu 13 minut zaznajamiamy się z dwoma obszarami „państwowości” – wzrostem płacy minimalnej oraz sytuacją w ochronie zdrowia.

Nie dziwi natomiast, że szef rządu, który podniósł najniższe uposażenie statystycznemu Polakowi, chce się tym księgowym trickiem pochwalić. Ale na Boga, on nie może brzmieć jak księgowy! Zamiast pokazać realne wyliczenia: ile dzięki podwyżce Polak będzie mógł sobie kupić, odłożyć, zainwestować, Morawiecki zaczyna snuć historię o kolejnych falach emigracji zarobkowej, o ucieczce do „Londynu – drugiego polskiego miasta” oraz podkreślania, że „to nie kraje skandynawskie wymyśliły model państwa dobrobytu”. 

Historie bez pointy, język baroku

Dlaczego Morawiecki ucieka od konkretu? Może przez wzrost cen podstawowych produktów, benzyny i energii nic w życiu przeciętnego Polaka ta podwyżka nie zmienia? Być może takie „spicze” potrafią przekonać akcjonariuszy na giełdzie lub klientów banków chcących wziąć kredyt we frankach, jednak nawet u średnio rozgarniętego obywatela takie hasła zgrzytają. 

Mateusz Morawiecki sprzedaje także historyjkę o swojej rozmowie z przedsiębiorcą, która ma pokazywać innowacyjność polskiej gospodarki. „Panie premierze, ja chcę płacić dużo moim pracownikom, ale nie mogę zapłacić za dużo za zbijanie europalet” – relacjonuje Morawiecki twierdząc, że ów przedsiębiorca zainwestował w badania nad innowacyjnością, dlatego jego biznes idzie do przodu. Morał, pointa, humor? Niczego takiego w tej historii nie znajdziemy. 

Podczas części – nazwijmy ją roboczo – ekonomicznej, Morawiecki próbuje wplątywać między słowami hasło „Polski Ład”. Przekonuje słuchaczy, że dzięki reformom podatkowych zostanie im więcej w kieszeni, rząd będzie walczył o każde miejsce pracy, a za przyłożeniem czarodziejskiej różdżki „Polska przestanie uchodzić za montownię”. Co ciekawe, niechęć do spełniania roli taśmy produkcyjnej w Europie Wschodniej, nie przeszkadzała premierowi w otwieraniu np. fabryki silników Mercedesa, czy zapraszanie kolejnych wielkich korporacji do Specjalnych Stref Ekonomicznych.

Paradna jest też druga część podcastu, w której premier mówi o sytuacji w ochronie zdrowia. Dorzućmy kontekst: od soboty naprzeciwko budynku Kancelarii Prezesa Rady Ministrów rozbite jest  „białe miasteczko 2.0”. Protestujący medycy zwracają uwagę na niskie wynagrodzenia, złe warunki pracy, niedofinansowanie sektora zdrowia. Domagają się pilnego spotkania z Morawieckim, ponieważ inne formuły dialogu – według nich – się wyczerpały. Co na to premier? 

Uszny krwotok w połowie odcinka

Morawiecki głównie kopiuje frazesy i bon moty z konferencji prasowych.

Przez sześć minut mamy do czynienia z usznym krwotokiem: słyszymy hasła o realizacji postulatów PiS, strajkach rezydentów z 2017 roku, obietnicach podwyżek. „Koszt postulatów środowiska medycznego oszacowano na ok. 100 miliardów złotych (…) za RADYKALNE zwiększenie pensji każdy z podatników zapłaciłby 250 złotych miesięcznie, a VAT musiałby osiągnąć poziom 35 procent” – grzmi Morawiecki w znanym tonie konferencyjno-wiecowym.

Szef rządu przekonuje, że to medycy zrywają rozmowy i nie chcą usiąść do stołu, choć w tym samym czasie za plecami strajkujących pielęgniarek i lekarzy NSZZ „Solidarność” próbuje dogadać się w komisji trójstronnej. „Urealnienie postulatów, powrót do rozmów. To najlepsza droga do poprawy sytuacji” – konkluduje w części zdrowotnej premier. Wybór takiej formuły „komunikacji” zamiast spotkania w cztery oczy z protestującymi jest – co by nie powiedzieć – novum we współczesnej polskiej polityce. 

Cotygodniowym podcastem sztabowcy premiera chcą wczuć się w trend badań opinii publicznej. Zeszłoroczne sondaże Wavemaker wskazały, że blisko 70 proc. Polaków wybiera „internet” jako pierwszy rodzaj mediów, w tyle zostawiając telewizję, prasę lub radio. Z kolei rynek podcastów regularnie się powiększa – według ostatnich szacunków 31 proc. polskich użytkowników internetu słuchało podcastów, co daje nam ok. 8-9 mln osób. Na świecie w 2018 roku wytworzono 500 tys. podcastów, dwa lata później aż 1,7 miliona! 

Teraz na listę doszedł kolejny – podcast Mateusza Morawieckiego. Trzeba go docenić na pewno za próbę zmiany sposobu komunikowania z wyborcą. Opłaciło się to w przypadku Baracka Obamy w 2008 roku czy Borisa Johnsona w kampanii brexitowej. Żeby jednak było to skuteczne narzędzie oddziaływania, Morawiecki musi wyzbyć się barokowej maniery językowej, zrezygnować z udawanego humoru na rzecz konkretnych i prostych argumentów. Żeby być bliżej słuchacza powinien także zrezygnować ze swojej konfrencyjności-wiecowości na rzecz prostego przekazu. Bo prędko może się okazać, że zamiast „nowego kawałka” będzie „stara śpiewka”.

ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze