czwartek, 28 października, 2021
Strona głównaLifestyleLinkedIn - a komu to potrzebne?

LinkedIn – a komu to potrzebne?

Zapisz się mówili, znajdziesz pracę mówili. Na razie znalazłem głównie niepasujące do mojego profilu oferty, zaproszenia do znajomych od przedstawicieli obcych mi branż i dużo spamu. Kto wie, gdyby lokalny pośredniak posiadał apkę, może byłaby ona lepsza od cyfrowego giganta?

Po publikacji tego tekstu usunę konto, które tam założyłem
  • Tak, Linkedin jest zajebiście popularny – ma już 740 milionów użytkowników na całym świecie
  • Tak, przyjęło się, że aby odnieść sukces na rynku pracy trzeba mieć tam konto
  • Nie, nie rozumiem jak niby miałoby mi to pomóc w znalezieniu roboty

Na szczęście o pracę aktualnie się nie martwię. Zresztą, nawet gdybym ją stracił to pewnie wróciłbym do tradycyjnego pomysłu rozsyłania CV i uruchomienia sieci kontaktów. Do tej pory to mnie nie zawodziło. Chcąc jednak być nowoczesnym, mniej analogowym i nie odstawać od swoich znajomych założyłem konto na LikedIn. Tak na wszelki wypadek.

Profil starałem się uzupełnić naprawdę drobiazgowo. Wszystkie szkoły, dyplomy, dodatkowe (potwierdzone przez znajomych!) zdolności, hobby wpisywane w różnych językach, tak żeby tajemniczy rekruter z Szanghaju zobaczył, że lubię wędkarstwo i kajakarstwo. Zdjęcie profilowe to pełna profeska. Wbity w garnitur, z szarmanckim uśmiechem na ustach, mógłbym z miejsca zastąpić Leonarda Di Caprio w Wilku z Wall Street.

To ja.

I co? I nic.

Zacznijmy od zaproszeń do znajomych. Oczekiwałbym, że taka apka będzie próbowała matchować ze sobą ludzi z tej samej branży. Nic bardziej mylnego. Zaproszenia wysyłali mi już bankierzy, prawnicy, pracownicy branży tekstylnej, hotelarskiej, sex shopów i emeryci, którym po prostu się nudzi. Z mojej branży mogę wymienić dwa zaproszenia na dwadzieścia, a cieszę się tu większym powodzeniem niż na Tinderze.

Idźmy dalej, do ofert pracy. Tu nagminnie molestuje mnie oferta z polsko-francuskiej izby gospodarczej. Zgadnijcie, jakie jest główne kryterium, którego nie spełniam na oferowanym stanowisku? Oczywiście, znajomość francuskiego, którym władam gorzej niż Lech Roch Pawlak. Linkedin wciskał mi to z maniackim uporem, mimo że w moim CV mam zaznaczone jakie języki znam, a jakich wcale.

Na koniec zostawmy sobie crème de la crème, czyli skrzynkę odbiorczą. Pierwsza wiadomość to zaproszenie do webinaru o czat botach, którą na wszelki wypadek otrzymałem trzy razy. Dalej mam jeszcze informację o „innowacyjnej technologii testowania psychometrycznego kandydatów niższego szczebla” (cokolwiek to znaczy); zachęcenie do prowadzenia firmy na Słowacji; człowieka, który przedstawia mi się jako ekspert „działający na styku nauki i biznesu” oraz życzenia z okazji urodzin od zupełnie obcych sobie kontaktów.

Może to moja wina? Może pominąłem w ustawieniach opcję „bądź przydatny linkedinie” albo znajduje się ona za paywallem? W każdym razie, czekam na sprawną aplikację od najbliższego urzędu pracy.

To_tylko Redaktor
Konto należące do redakcji TrueStory. Czasem wykorzystywane do puszczania niepodpisanych wiadomości od czytelników.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj
This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze

WordPress Cookie Plugin by Real Cookie Banner