poniedziałek, 27 maja, 2024
Strona głównaEkologiaCzy Polska rzeczywiście uwolniła wiatraki?

Czy Polska rzeczywiście uwolniła wiatraki?

Po wielu miesiącach prac prawodawczych nad tzw. ustawą wiatrakową, prezydent Andrzej Duda podpisał przedłożony mu projekt, w założeniu liberalizujący budowę farm wiatrowych. Co to oznacza dla polskiej energetyki?

Fot. Rawpixel

OZE – realna zmiana w polskiej energetyce

Już od początku roku obserwujemy w naszym kraju rekordowe wartości produkcji energii z odnawialnych źródeł – choć wiosna dopiero za rogiem, w szczytowych momentach lutego i marca OZE stanowiło nawet ponad połowę udziału w krajowej produkcji energii elektrycznej. Dzięki temu ze zmniejszoną mocą mogły pracować konwencjonalne elektrownie, przede wszystkim te na węgiel brunatny, którym przypada największy udział w polskiej strukturze energetycznej.

Wśród odnawialnych źródeł energii w naszym kraju wciąż prym wiedzie fotowoltaika. Inwestorzy elektrowni słonecznych coraz częściej mogą liczyć na różnorodne rządowe dotacje, takie jak słynny już „Mój Prąd” czy rewolucyjne w ostatnim czasie dofinansowania dla spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych. Dodatkowo, naciski unijne spowodowane ambicjami o osiągnięciu neutralności klimatycznej oraz działaniami wojennymi Rosji przyspieszyły rozwój zielonej energii we wszystkich państwach członkowskich UE.

Na gruncie prawa polskiego energetyka wiatrowa przez wiele lat pozostawała jednak niezagospodarowana. Wszystko przez przepisy, które znacząco ograniczały możliwość budowy nowych turbin wiatrowych i sprowadzały się do tzw. zasady 10h. Regulowała ona odległość wiatraków od zabudowy mieszkaniowej – jako dziesięciokrotność całkowitej wysokości elektrowni wiatrowej. Ta kuriozalna zasada weszła w życie w 2016 roku i w praktyce zablokowała rozwój energetyki wiatrowej w Polsce.

Kompromis wiatrakowy

Prace nad ustawą liberalizującą prawo wiatrakowe trwały miesiącami, a największe kontrowersje dotyczyły minimalnej odległości elektrowni wiatrowych od budynków mieszkalnych. Projekt ustawy zakładał pierwotnie 500 metrów bezwzględnej odległości minimalnej, jednak ostatecznie stanęło na kompromisie 700 metrów.

Nowa ustawa przewiduje, że plany miejscowe będą mogły określać odległość wiatraka od budynku mieszkalnego, z uwzględnieniem bezwzględnej odległości minimalnej o wartości 700 metrów. Ta sama odległość będzie obowiązywać w przypadku budowy nowych budynków mieszkalnych w odniesieniu do istniejącej już elektrowni wiatrowej.

Z powodu istotnej, społecznej wagi budownictwa mieszkalnego uznano, że sfera ta powinna zostać uregulowana odrębnie. Podczas lokalizowania budynku mieszkalnego, tak jak w przypadku elektrowni wiatrowych, należy zachować odległość co najmniej 700 metrów. W tym miejscu warto podkreślić, że w przypadku lokalizowania budynków mieszkalnych wokół istniejącej elektrowni wiatrowej zasada 10H nie będzie już miała zastosowania – to fragment komunikatu Kancelarii Prezydenta.

Czy 700 metrów wystarczy do odblokowania wiatraków w Polsce?

Całkowita wysokość elektrowni wiatrowych wraz z łopatą w najwyższym punkcie jest różna, zazwyczaj jednak przekracza ona 100 metrów. Najwyższe turbiny osiągają wysokość całkowitą nawet na poziomie ok. 200 metrów. Teoretycznie zatem podpisana ustawa powinna wprowadzać znaczącą zmianę w polskiej energetyce odnawialnej, jednak w praktyce sytuacja jest bardziej skomplikowana. Wszystko dlatego, że większość planów miejscowych zakłada odległość 500 metrów od zabudowań mieszkalnych – przed wprowadzeniem w 2016 roku zasady 10h to właśnie ona była uznawana za dobrą praktykę. I choć nowa ustawa miała odblokować wiatraki w Polsce, to zmiana odległości do 700 metrów może oznaczać ich dalszą blokadę.

Zespół Urban Consulting opublikował analizę, według której aż 84% planów miejscowych przygotowanych pod elektrownie wiatrowe może trafić przez tę poprawkę do kosza.

Zamiast planować tam gdzie to już wcześniej było zaplanowane, będziemy planować obok, na nowo. To zajmie nam lata. Te dane są bardzo złe i pokazują jak szkodliwa jest zaproponowana poprawka – czytamy w opublikowanym przez zespół komentarzu.

Przed takim kompromisem odległościowym przestrzegał również Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Elektrowni Wiatrowej.

Ta ustawa to bubel prawny. Wiele gmin miało już przygotowane plany zagospodarowania przestrzennego pod farmy wiatrowe. Ten projekt ustawy powoduje, że już przygotowane projekty budowy farm będą musiały być przygotowane jeszcze raz, co przedłuży cały proces o 8 do 10 lat. Skutkiem będzie brak rozwoju lądowej energetyki wiatrowej w Polsce – dowodził.

Unia stawia warunki

Liberalizacja prawa wiatrakowego została zdefiniowana jako jeden z warunków uwolnienia środków z Krajowego Planu Odbudowy. Nie wiadomo jednak, jak Komisja Europejska ustosunkuje się do nowoprzyjętej zasady o bezwzględnej odległości minimalnej. Choć przewidywano pozytywne podejście do reguły 500 metrów, to dodatkowe 200 może przysporzyć nam kolejnych problemów w Brukseli.

Ustawa wejdzie w życie w terminie 30 dni od dnia jej ogłoszenia.

Paulina Małańczuk
Paulina Małańczuk
Czujna (nie mylić z czuła) obserwatorka kultury.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze