wtorek, 18 czerwca, 2024
Strona głównaSportErdogan kusi imperializmem i... futbolem

Erdogan kusi imperializmem i… futbolem

Recep Erdogan, czyli rządzący twardą ręką de facto od dwóch dekad w Turcji obecny prezydent zdobył 49,39 proc. głosów w pierwszej turze wyborów prezydenckich, natomiast jego główny rywal Kemal Kilicdaroglu 44,92 proc. To spore zaskoczenie dla zachodniej opinii publicznej, że urzędujący przywódca prowadzi w tej rywalizacji. A czym mógł kierować się elektorat Erdogana?

Turcja to kraj mający 85 milionów obywateli, posiadający drugą największą armię w NATO, zaraz po USA, więc Zachód obserwuje z zaciekawieniem wybory w tym kraju, licząc na nowe otwarcie. Turcja zmaga się z ogromną inflacją (W 2022 roku przekroczyła 85 procent. Dziś – według oficjalnych danych prezentowanych przez władze – wynosi niespełna 44 procent). 

Erdogan po pierwszej turze wyborów

Trzeba też mieć na uwadze, że Erdogan działał zdaniem wielu dość opieszale w reakcji na niszczycielskie trzęsienie ziemi w południowo-wschodniej Turcji w lutym, wtedy w wyniku żywiołu zginęło 50 tys. osób.

Marzeniem Erdogana od dawna jest reaktywacja Imperium Osmańskiego współcześnie, co świadczy o daleko idących planach, wręcz mocarstwowych. Doktrynę tureckiego przywódcy często określa się jako neoosmanizm i postrzega w kategoriach imperialnych.

Marzenie o nowym imperium

Znamienna była wizyta prezydenta Autonomii Palestyńskiej w 2015 roku. Gdy przybył na spotkanie z Erdoganem, przywitała go grupa 16 aktorów ubranych w historyczne stroje wojskowe – miały symbolizować państwa, które istniały niegdyś na terenach dzisiejszej Turcji. To jeden z przykładów polityki Erdogana opartej na tęsknocie za historyczną potęgą.

Szesnaście imperiów, które istniały na terenie Turcji, ma związek z pieczęcią prezydencką. Owa pieczęć prezydenta Turcji przedstawia słońce (symbolizujące Turcję) otoczone 16 pięcioramiennymi gwiazdkami. W 1969 roku podana została geneza gwiazdek. Otóż to mają być symbole 16 historycznych imperiów, które istniały na terenie republiki tureckiej, począwszy od państwa Hunów, na Imperium Osmańskim skończywszy. Wcześniejsza wersja głosiła natomiast, że to symbole 16 księstw (beyliks) istniejących na terenie Anatolii między XIII a XV wiekiem.

Erdogan postanowił sobie, że Turcja pod jego przywództwem zyska status regionalnego mocarstwa, który będzie „rozgrywającym” na Bliskim Wschodzie. Turcja ma być do tego zobowiązania z uwagi na położenie geograficzne: znajduje się na styku trzech ważnych regionów: Europy, Bliskiego Wschodu i Azji.

Narracja nacjonalistyczna Erdogana uderza w Kurdów i sugeruje związki opozycji właśnie z nimi, służy do przedstawiania jego przeciwników jako obrońców terroryzmu. W tej imperialnej retoryce ważnym punktem są relacje z USA. Erdogan chce bowiem pokazać swoją podmiotowość, np. wbrew woli Amerykanów blokując wejście Szwecji do NATO.

Polityka futbolowa

Recep Erdogan, podobnie jak np. przywódcy państw z Zatoki Perskiej, stosuje sportswashing, a zatem wykorzystuje piłkę nożną do celów propagandowych, by ocieplić swój wizerunek. Jego sojusznikiem jest Mesut Özil, przez lata znany piłkarz, który grał w Realu Madryt czy Arsenalu, a jako imigrant reprezentował Niemcy. Jednak gdy przed laty wyszło na jaw, że spotkał się z prezydentem Turcji, budzącym już wtedy kontrowersje, w Niemczech zawrzało. A piłkarz, co istotne, zdecydował się na przedwczesne zakończenie kariery reprezentacyjnej.

Erdogan zadbał już przed laty, by znaleźć się w otoczeniu Özila. Był… świadkiem na jego ślubie (tak samo było w przypadku innego piłkarza Ardy Turana, który grał w Atletico Madryt i Barcelonie), obaj występowali w jego klubie İstanbul Başakşehir. Mało tego, przed wyborami pojawiały się sugestie, że Özil może wystartować jako kandydat prezydenckiej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP). A o co chodzi z tym klubem Erdogana?

Gdy była inauguracja stadionu Başakşehiru, wydarzenie uświetnił swoją obecnością sam prezydent. Zagrał nawet w okolicznościowym meczu i pokazał, że lubi i umie obsadzać szpicę, bo strzelił aż 3 gole. To nie był przypadek, że grał z numerem 12. Szybko dostrzeżono symbolikę: był 12. prezydentem Turcji, a ten numer został zastrzeżony. W 2020 İstanbul Başakşehir pierwszy raz zdobył tytuł mistrzowski.

Napastnik Erdogan

W Turcji powszechne jest myślenie wskazujące na to, że zrobienie z İstanbulu Başakşehir „klubu państwowego” to zagrywka wymierzona w kluby ze Stambułu, potentatów tureckiej piłki: Galatasaray, Fenerbahce i Besiktastu. Wymowne, że fani Galaty wybuczeli Erdogana, gdy miało miejsce otwarcie nowego stadionu, ale generalnie Stambuł jako metropolia uchodzi za miasto sprzyjające opozycji i przeciwne mocno konserwatywnemu oraz religijnemu Erdoganowi, który jest także nacjonalistą.

Erdogan twierdzi, że mógł zrobić karierę piłkarską, ale na przeszkodzie stanęła poważna kontuzja i sprzeciw ojca, który domagał się, by jego syn skupił się na edukacji. Prezydent twierdzi, że niewiele brakowało, a grałby w Fenerbahce, któremu teraz szkodzi…

A 10 czerwca odbędzie się finał Ligi Mistrzów w Stambule, ale to już będzie po drugiej turze wyborów, która odbędzie się 28 maja. Tak czy inaczej już dziś trudno zaprzeczyć temu, że Erdogan lubi imperializm i futbol…

ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze