poniedziałek, 4 marca, 2024
Strona głównaPolitykaAfera podsłuchowa. Czy Marcin W. to wiarygodny świadek?

Afera podsłuchowa. Czy Marcin W. to wiarygodny świadek? [WYWIAD]

Ustalenia Grzegorza Rzeczkowskiego rzucają nowe światło na aferę podsłuchową z 2014 roku. Dziennikarz ujawnił zeznania Marcina W., byłego wspólnika Marka Falenty, który mówi wprost, że ten sprzedał taśmy „z Sowy i przyjaciół” Rosjanom. W rozmowie z Janem Rojewskim, Rzeczkowski podkreśla, że nie wszystkim zależy na wyjaśnieniu tej sprawy. Przede wszystkim dziwi zachowanie prokuratury, która wyraźnie nie chce zbadać wątku szpiegowskiego.

Marek Falenta, do niedawna jeden z głównych bohaterów afery podsłuchowej (fot. Wikimedia)

Na początku chyba powinienem Ci pogratulować publikacji. Twój tekst sprawił, że Newsweeka nie byłem w stanie kupić w kilku kioskach. Co sprawia, że Polacy wciąż chętnie czytają o aferze podsłuchowej, mimo, że od jej wybuchu minęło osiem lat?

To temat w którym wciąż jest wiele intrygujących wątków, w tym takich, które prowadzą na wschód i sprawiają, że cała sprawa nabiera charakteru szpiegowskiego. To, że mój tekst wzbudził duże zainteresowanie jest krzepiące, bo to znaczy, że sprawy bezpieczeństwa nie są nam obojętne. Opinia publiczna chce wiedzieć czy obce siły mają wpływ na rzeczywistość polityczną nad Wisłą.

Wspominasz, że wątek szpiegowski interesuje czytelników, ale niekoniecznie organy ścigania.

Nie mam wątpliwości, że dziś służby są mocno podporządkowane partii rządzącej i wyjaśnienie tych wątków po prostu nie leży w ich interesie. Na tym etapie śledztwa nie są to nawet hipotezy. Dziś wiemy już, że w aferę podsłuchową byli zamieszani funkcjonariusze powiązani z PiS.

Masz na to dowody?

Tak. Mamy dowody na to, że funkcjonariusze CBA i ABW prowadzili Marka Falentę. Wiemy też że sam Falenta kontaktował się z politykami PiS. Co więcej, mówił o tym i wysłał listy do najwyższych osób w państwie.

Falenta twierdził wręcz, że PiS obiecał mu ułaskawienie. Skąd w ogóle wziął się ten biznesmen i jak zrodził się pomysł aby nagrywać najważniejsze osoby w państwie?

Marek Falenta od lat wykazywał talent do szybkiego zarabiania pieniędzy. Dorobił się dzięki spółce Electus zajmującą się wykupywaniem długów od samorządów i szpitali publicznych.  Od połowy lat 2000 był kimś w rodzaju informatora służb, kontaktem CBŚ, który szukał powiązań między światem polityki i biznesu. W wymiarze lokalnym szło mu to bardzo dobrze, ale jego ambicje sięgały dalej. Falenta marzył aby zostać najbogatszym Polakiem. W tym celu chciał wejść w rynek energetyczny. I tak dochodzimy do historii spółki Składywęgla.pl, od której zaczyna się afera taśmowa.

Nie wierzę w to, że pomysł aby podsłuchiwać polityków zrodził się w głowie Falenty sam. Być może podsunął go Łukasz N., słynny kelner który zarządzał całą operacją w „Sowie i przyjaciołach”. Początkowo podsłuchującym zależało tylko na zbieraniu informacji o charakterze biznesowym, dzięki której mogliby uzyskać przewagę nad konkurencją. Gra zmieniła swój charakter, gdy okazało się, że podsłuchiwani byli też politycy. Ostatecznie nagrano ponad sto osób i są to dziesiątki godzin rozmów. O większości z nich nawet nie wiemy.

Są nagrania nieujawnione?

Tak, to pewna informacja. Wiemy, że Mateusz Morawiecki został podsłuchany dwukrotnie, ale znane jest tylko jedno nagranie, to w którym mówi, że „ludzie powinni zapierdalać za miskę ryżu”. Jednak według zeznań Łukasza N. premier miał także opowiadać o kupowaniu działek na tzw. słupy.

W swoim tekście opierasz się głównie na zeznaniach Marcina W. Obciąża on Falentę i mówi że ten miał sprzedać taśmy „z Sowy…” Rosjanom. Jak doszło do spotkania obu panów?

Marcin W. w 2013 roku szukał inwestorów do wspomnianych już składów węgla, które były zadłużone na kilkadziesiąt milionów złotych. Faletna obiecał, że wprowadzi spółkę na giełdę. Tak w całej sprawie pojawiają się zresztą Rosjanie. Falenta i W. mieli wobec nich dług. Możliwe, że Falenta chciał go spłacić oddając do ich dyspozycji taśmy z „Sowy”.

Czy W. to wiarygodny świadek?

Marcin W. był skazywany za przestępstwa gospodarcze, ale nigdy za składanie fałszywych zeznań.

Na twój tekst postanowił odpowiedzieć sam Zbigniew Ziobro. Minister sprawiedliwości zaprezentował inne zeznania Marcina W. który mówił o łapówce dla Michała Tuska.

Nie twierdzę, że wszystko co mówi Marcin W. jest prawdą, a raczej, że to co mówi w sprawie afery taśmowej ma pokrycie w innych źródłach. W tekście wspominam zarówno o jego kryminalnej przeszłości, jak i o tym że został on przebadany wariografem. Natomiast uderzający jest dla mnie fakt, że prokuratura mając od Marcina W. informacje o kontaktach z Rosjanami zupełnie nie podjęła tego wątku, ani nie przekazała go prokuraturze krajowej (sprawą zajmuje się gdańska prokuratura – przypis red.). Pytana przeze mnie prokuratura nie mówi nic o art. 130 Kodeksu Karnego, a więc tym opisujący przestępstwo szpiegostwa. Moim zdaniem ilość tych zaniedbań nie jest przypadkowa.

Czy wierzysz, że ta afera naprawdę przyczyniła się do upadku rządu PO-PSL?

Niewątpliwie uderzyła w jego wiarygodność. Taśmy były publikowane od lata 2014 roku, aż do wyborów rok później. Myślę więc, że przyczyniła się do upadku rządu, ale nie była jego powodem. Ekipa PO-PSL była wówczas osłabiona teoriami PiS na temat katastrofy smoleńskiej. Wszystkie oskarżenia wysnuwane przez Antoniego Macierewicza na temat zamachu czy udziału Tuska w spisku na pewno miały wpływ na wielu wyborców.

Czemu w takim razie afera taśmowa tak mocno oddziaływała na wyborców, a wiele afer PiS przeszło zupełnie bez echa i nie miało wpływu na popularność partii rządzącej?

To temat na inną rozmowę, mogę tylko powiedzieć, że wyborcy PO wymagają czegoś innego niż wyborcy PiS, żeby nie powiedzieć „czegoś więcej”. Afera podsłuchowa podkopała zaufanie części wyborców, politycy którzy byli w nią zamieszani musieli odejść ze stanowisk, a chaos decyzyjny doprowadził do odejścia Donalda Tuska. PO straciła impet. Myślę, że gdyby Kaczyński teraz wycofał się z krajowej polityki to efekt dla PiS byłby zbliżony. Ta afera doskonale pokazała jak skuteczną bronią może być dezinformacja. Odstrzelono znaczących polityków partii rządzącej mimo, że ich rozmowy nie miały charakteru przestępczego.

Zajmujesz się tą sprawą od lat. Czy jest szansa, że kiedyś dojdziemy do prawdy?

Jestem sceptyczny, na razie nie ma takiej woli politycznej. Ale wierzę w powołanie komisji śledczej, która zbada kontakty Marka Faletny z Rosjanami. Być może dałoby to szansę na potwierdzenie moich ustaleń przez prokuraturę. Oczywiście najlepiej byłoby gdyby po takim śledztwie udało się postawić konkretne akty oskarżenia. W tym te z paragrafu 130 KK.

Zobacz też:

Jan Rojewski
Jan Rojewskihttps://truestory.pl
Pisarz, dziennikarz. Publikował m.in. na łamach Gazety Wyborczej, Rzeczpospolitej, Onetu, Tygodnika Powszechnego. Był stałym współpracownikiem Wirtualnej Polski i Tygodnika POLITYKA. Od września 2021 roku redaktor naczelny True Story.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze