czwartek, 6 października, 2022
Strona głównaEkologiaTurów. Dlaczego jestem wściekła zarówno na Unię, jak i na rząd?

Turów. Dlaczego jestem wściekła zarówno na Unię, jak i na rząd?

Spór o kopalnię w Turowie stanowi prawdziwy węzeł gordyjski. Jeśli posłuchalibyśmy Unii, musielibyśmy spełnić absurdalne żądania Czechów i narazilibyśmy cały Dolny Śląsk na katastrofę energetyczną. Z kolei, gdyby polski rząd potrafił z kimkolwiek rozmawiać, spór prawdopodobnie udałoby się wygasić w zarodku.

Rosario Silva de Lapuerta, sędzia TSUE, kontra premier Mateusz Morawiecki na tle elektrowni Turów. Choose your fighter (fot. Wikimedia/Flickr)
  • Wyliczyliśmy cztery powody, przez które Polska nie może spełnić żądań UE w sprawie Turowa
  • Prawdopodobnie gdybyśmy mieli jakąś dyplomację, gdyby nie bezsensowne wojenki i „uchwały anty-LGBT”, Unii dałoby się wytłumaczyć złożoność turowskiego problemu
  • Spór w Turowie to zapowiedź tego, co czeka nas w przyszłości, jeśli Polska nie zacznie dynamicznie odchodzić od węgla

Kiedy Trybunał Sprawiedliwości UE zadecydował, by na czas rozpatrywania sporu pomiędzy Komisją Europejską a Polską w sprawie wycinki Puszczy Białowieskiej nałożyć na Polskę środek zabezpieczający w postaci nakazu natychmiastowego zaprzestania wycinki, miałam łzy radości w oczach. Ale nie ograniczyłam się do tego: byłam wśród tych, którzy od momentu podjęcia tej decyzji przez TSUE uważnie patrzyli rządzącym na ręce. Nie miałam nawet cienia wątpliwości, że ze strony TSUE to zasadny krok: każdy kolejny dzień oznaczał bowiem realne straty w białowieskim drzewostanie. Rok 2018 przyniósł zresztą jednoznaczny wyrok w tej sprawie: TSUE nie miał wątpliwości, że Polska rękami resortu ministra Szyszki naruszyła wówczas w Puszczy Białowieskiej zapisy dyrektywy siedliskowej i ptasiej.

Teraz, kiedy w tym samym TSUE zapadła decyzja, by na czas rozpatrywania sporu pomiędzy Czechami a Polską w sprawie Turowa nałożyć na Polskę taki sam środek zabezpieczający – nakaz natychmiastowego zaprzestania wydobycia węgla brunatnego w kopalni należącej wciąż jeszcze do PGE GiEK S.A. – mam nie tylko wątpliwości. Mam usta pełne niewypowiedzianych, niecenzuralnych słów. Z kilku powodów. Zacznę od najważniejszego.

Środek zabezpieczający w tych dwóch przypadkach może jest i taki sam – jeśli nie rozumie się jego konsekwencji i jeśli ktoś zna się na energetyce jak przysłowiowa świnia na kolorach.

Co bowiem oznaczała konieczność natychmiastowego zaprzestania wycinki Puszczy Białowieskiej? Że resort ministra Szyszki nie zarobi na sprzedaży drewna. To dobrze, resort nie jest od tego, by zarabiać. Oraz że drzewostan ostatniego fragmentu lasów pierwotnych w Europie przestanie być masakrowany ciężkim sprzętem. Żyć nie umierać.

1. Gdybyśmy posłuchali Unii, musielibyśmy wyłączyć elektrownię

Co jednak oznacza konieczność natychmiastowego zaprzestania wydobycia węgla brunatnego w Turowie? Po pierwsze, że Kopalnia Węgla Brunatnego Turów PGE GiEK S.A. przestanie zarabiać. A ona jednak po to jest. No, ale szczerze? Szczerze to niech PGE GiEK S.A. wypłacze mi rzekę. Ich utracony zysk nie martwi mnie wcale. Ale wiecie, co mnie martwi? Druga konsekwencja natychmiastowego zaprzestania wydobycia. Bo wiecie, co nią jest? Natychmiastowe wyłączenie Elektrowni Turów.

Węgiel brunatny to bowiem bardzo specyficzne paliwo: paliwo stosunkowo niskokaloryczne, o tak zwanej małej gęstości energetycznej – niższej niż węgiel kamienny. Węgiel brunatny, wydobywany w kopalniach odkrywkowych, opłaca się spalać tylko tam, gdzie się go pozyskuje. Przewożenie go na odległości większe niż kilka kilometrów zupełnie się nie opłaca. Potrzeba spalać go tak dużo, że takie przewożenie nie bardzo zresztą ma sens i niespecjalnie wiadomo, jak miałoby się technicznie odbywać.

Kotły na węgiel brunatny trzeba karmić non-stop. Wydobyty węgiel jest transportowany taśmociągiem w określone miejsce w samej kopalni. Stamtąd specjalny pobierak ładuje go prosto do pieca. To właśnie dlatego największa elektrownia w Polsce – opalany węglem brunatnym Bełchatów – stoi tuż obok kopalni węgla brunatnego Bełchatów. I to dlatego mówi się jasno o tym, że po wyczerpaniu złoża w Bełchatowie nie będzie nawet specjalnego sensu otwierać złoża w oddalonym o zaledwie 60 km Złoczewie. Elektrowni się bowiem o te 60 km nie przesunie. Z długiego na 60 km taśmociągu będzie z kolei więcej szkód niż pożytku.

Tak też jest z Turowem. W pobliżu kopalni znajduje się elektrownia – Elektrownia Turów. Działa w niej 7 bloków energetycznych, z czego ten siódmy – najnowszy – to tzw. kocioł bijakowo-pyłowy w najnowocześniejszej technologii. Wszędzie można przeczytać, że to „najnowocześniejszy blok energetyczny na węgiel brunatny w Europie”. To prawda. Ale to nadal blok na węgiel brunatny: jedno z najbrudniejszych paliw, na jakich oparła swój rozwój nasza cywilizacja.

Kopalnie odkrywkowe wpływają na gospodarkę wodną całych regionów – i nawet jeśli nie jest to problem w samym Turowie, bo tamtejsza kopalnia leży w specyficznej, geologicznej niecce – to jest potwierdzonym efektem ubocznym ich działania w Łódzkiem i w Wielkopolsce. Dodatkowym problemem są unoszące się z takich wyrobisk pyły, bo to jednak zawsze szmat przeoranej i wywróconej na lewą stronę ziemi. Okolice Bogatyni mają jedne z najgorszych współczynników zanieczyszczenia powietrza w całej, dręczonej smogiem i spalinami z domowych kopciuchów Polsce. Co gorsza, spalanie węgla brunatnego na cele energetyczne oznacza wysokie emisje CO2.

W 2015 roku otwarto nowy blok energetyczny w Turowie. Bardzo perspektywicznie

Dlaczego więc martwi mnie konieczność wyłączenia Elektrowni Turów, zgodnie z decyzją TSUE? Teoretycznie to przecież korzyść i zysk dla ludzi i środowiska.

To prawda. Ale to też realny problem.

Elektrownia Turów ma swoje istotne miejsce w polskim systemie energetycznym. Jest jednostką pracującą stabilnie, bez względu na to, czy akurat wieje wiatr, świeci słońce, czy pada deszcz. Pokrywa od 3% do nawet 9% zapotrzebowania energetycznego kraju, zależnie od wydanych przez operatora systemu dyspozycji. A te ostatnio nakazywały Turowowi podnosić poziom produkcji: od tygodni na całych obszarach Europy – w tym i w Polsce – trwała wiatrowa flauta. Również energii z paneli PV było niezwykle mało: wraz z nastaniem astronomicznej jesieni, słońce jest już niżej, zachodzi szybciej i na dodatek ostatnio było pochmurno. Węgiel był po prostu potrzebny i nam, i naszym sąsiadom – Niemcom, którzy w pierwszej połowie 2021 roku spalali go w rekordowych ilościach.

2. Na Dolnym Śląsku zabrakłoby prądu

Co by się stało, gdyby zgodnie z decyzją TSUE tak po prostu, z dnia na dzień ją wyłączyć? Ekhe, ekhm. Cóż. Teoretycznie, krajowy operator systemu energetycznego mógłby sobie jakoś bez niej poradzić. Teoretycznie, bo praktycznie jest tajemnicą poliszynela, że polski system elektroenergetyczny ma haniebnie niskie marginesy bezpieczeństwa i w okresach sezonowych szczytów, zwłaszcza letnich, ratuje się rosnącym importem. Problem w tym, że obecnie – nie bardzo byłoby skąd importować.

Wiatrowa flauta i brak słońca napięły systemy naszych sąsiadów do granic możliwości. Operator mógłby, oczywiście, przejść w tryb awaryjny i uruchomić procedury awaryjnych stopni zasilania. Raz odciąłby energię elektryczną ludziom we Wrocławiu i okolicy, raz Legnicy wraz z przyległościami a kiedy indziej – Wałbrzychowi z sąsiedztwem. Fajnie, nie? Nie, zupełnie nie fajnie. Według wstępnych i szacunkowych wyliczeń – taka sytuacja mogłaby objąć cały Dolny Śląsk, jakieś 5 milionów Bogu ducha winnych ludzi.

3. Mieszkańcy Bogatyni pozostaliby bez ogrzewania

Do tej liczby należy dołączyć też kilkadziesiąt tysięcy osób w okolicach Bogatyni, którym Elektrownia Turów ogrzewa domy. Ciepło odpadowe z elektrowni jest bowiem wykorzystywane do podgrzewania wody, która trafia potem do systemów c.o. Czym oni by się grzali, gdyby elektrownię z dnia na dzień wyłączono? Kozami? Grzejnikami elektrycznymi, których nie byłoby do czego podłączyć albo można byłoby podłączyć jedynie na chwilę?

Ponoć ostatnie negocjacje zostały zerwane z uwagi na „rosnące, irracjonalne żądania Czechów”. Kto zna historię sporu w Turowie, nie ma wątpliwości, że to może być prawda. Czy to jednak oznacza, że Czesi są źli i podli, a my to niewinnie oskarżone baranki?

Ależ skąd. Komunikacyjne wtopy wokół Turowa są szeroko znane. Mniej szeroko znany jest fakt, że od prawie dwóch lat w czeskiej Pradze… nie ma polskiego ambasadora. Kto tam reprezentuje nasze interesy? Kto występował w roli łagodzącego konflikt i lobbującego miękko za jego rozwiązaniem?

Poza porażką dyplomatyczną, Polska stała się obiektem drwin Czechów

4. Nie udowodniono wpływu kopalni w Turowie na ujście wody

Bo wiecie, najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że kilkadziesiąt kilometrów od Turowa, po niemieckiej stronie granicy, działają trzy siostrzane kopalnie węgla brunatnego. Wszystkie należą do Czechów. I jakoś im nie przeszkadzają. Tak jak nie przeszkadza im fakt, że Niemcy będą węgiel brunatny spalać do 2038 roku. Strona polska planuje to robić zaledwie 6 lat dłużej – do 2044, bo na tyle Turów dostał koncesję.

Czesi wystraszyli się, że kopalnia w Turowie może źle wpłynąć na JEDNO ujęcie ich wód podziemnych. Może, choć nie musi, bo tego wpływu nie udowodniono. Po prostu nie udowodniono jego braku. Tymczasem, tuż obok tego spornego ujęcia, po czeskiej stronie granicy, stoi potężna żwirownia, która czerpie z niego szeroką… rurą. Czymś ten żwir trzeba przecież płukać, prawda? Czesi milczą o potencjalnym wpływie żwirowni na to ujęcie. Ba, twierdzą, że nie mają nawet danych dotyczących zużycia przez nią wody. Dlaczego? Bo mogą.

Co w związku z tym? Czy ja, aktywistka klimatyczna, bronię oto prawa Polaków do spalania węgla brunatnego i pompowania syfu w powietrze i płuca mieszkańców naszej pięknej, polskiej ziemi?

Nie, nic bardziej mylnego.

Lata zaniedbań zaczynają się mścić

Ja nie mam żadnych wątpliwości, że epoka węgla w polskiej energetyce powinna była skończyć się w 1989 roku, kiedy strona PZPR ostrzegała stronę solidarnościową przy Okrągłym Stole przed tym, że jego zasoby się kończą, a zmiany klimatu stają realnym problemem. Ta epoka się jednak wówczas nie skończyła. Wręcz odwrotnie: rząd Mazowieckiego porzucił budowę Elektrowni Jądrowej Żarnowiec, stawiając na jej miejsce działającą do dziś elektrownię na węgiel kamienny w Opolu. Umocnił polską monokulturę węglową w energetyce i głębiej uzależnił kraj od spalania węglowodorów. A wszyscy jego następcy zrobili dokładnie nic – lub w najlepszym razie niewiele – aby to zmienić. Łącznie z obecnym.

W sprawie Turowa mszczą się za nas lata zaniedbań w polskiej energetyce i coś jeszcze: dyplomatyczne antytalenty PiS.

Polska stała się bowiem w UE kimś w rodzaju wiecznie rozrabiającego wujka z wąsem, którego trzeba pilnować na każdym, rodzinnym weselu. Trzeba baczyć, żeby nie obmacał dziewczyn i nie przydzwonił świadkowi pana młodego za friko.

Nie łudźmy się, że na decyzję TSUE nie miały wpływu takie czynniki jak to, że grozi nam wstrzymanie wypłat funduszy europejskich z uwagi na aferę wokół regionalnych uchwał ws. wsparcia rodziny. Medialnie nazwano je uchwałami anty-LGBT i taki przekaz popłynął też ze środowisk aktywistycznych do Brukseli, choć ani ten skrót, ani nawet fraza „mniejszość seksualna” w żadnej z tych uchwał nie pada. Zresztą sam fakt, że akcja Atlasu Nienawiści i Barta Staszewskiego w tej sprawie okazała się wielkim sukcesem również wynika z tego, co w Polsce działo się wcześniej – z klimatu i dyskursu, jaki przyjęła w Polsce rządząca prawica względem praw kobiet i praw mniejszości seksualnych.

Jaki z tego wniosek? Że PiS nie umie w dyplomację i sam postawił się pod ścianą, to taki banał i oczywistość, że aż szkoda na nie klawiszy mojego komputera. Jest jednak wniosek jeszcze inny i mniej oczywisty, gdy pada ze strony kogoś, kto jak ja jest jednoznacznie i mocno pro-europejski: organom UE daleko czasem do ideału, a organom sprawiedliwości – do bezstronności. Od węgla trzeba było w Polsce odejść już dawno, ale dopóki z tego węgla korzystamy, to nie można nagle całego regionu pozbawić ciepła i światła, bo Czesi wystraszyli się wpływu Turowa na jedno z wielu ujęć wód podziemnych w mało zaludnionym regionie. Lub bo, co gorsza, mają w tym jakiś nie do końca przez nas jeszcze rozpoznany interes.

Urszula Kuczyńska
Urszula Kuczyńska: lingwistka i ekonomistka, aktywistka klimatyczna i publicystka, prowadzi bloga "Z energią", którego możecie znaleźć pod tym adresem: https://www.facebook.com/urszulakuczynskazenergia
ARTYKUŁY POWIĄZANE

3 KOMENTARZE

  1. Generalnie to bardzo dobry tekst. Nie wiem tylko, czy autorka nie przedobrzyła z tymi „kilkuset tysiącami” co to mają ciepło z elektrowni Turów, to pewnie dużo mniej – jakieś kilka lub kilkanaście. Co nie zmienia prawdziwości tego argumentu per saldo, tak naprawdę.

  2. Słabe, nic o tym co się działo przed skierowniem do Tsue, a to jest istotna problemu – jak się obsadzi spółki Misiewiczami bez kompetencji to potem jest paraliż decyzyjny, a na tym etapie sprawę dało się załatwić za grosze (norma przy takiej inwestycji) , zmamiast tego było zglanowanie Czechów na konsultacjach (są filmy) i próba oszukania przez koncesję bez ooś.
    Brakuje też podstawowej wiedzy o geologii.

  3. Pierwsze uchwały samorządów zawierały skrótowiec LGBT i były wprost wymierzone w osoby z tej społeczności. Dopiero później zaczęto używać ekwilibrystyki, nieudolnie zresztą, aby ukryć to, w kogo mają uderzać.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze

Ostatnie komentarze