wtorek, 28 września, 2021
Strona głównaLifestyleŚmiałam się z madek. Później odkryłam, że jestem jedną z nich

Śmiałam się z madek. Później odkryłam, że jestem jedną z nich

Pępek świata

* Znacie te memy o „madkach”, dla których dzieci są całym światem?

* Na pewno znacie! Ja też i jeszcze jakiś czas temu się z nich śmiałam

* Do czasu kiedy sama nie urodziłam. Przeczytajcie moją historię

Madka – oszalała samica, która potrzeby swojego potomstwa stawia na szczycie listy priorytetów, nie tylko swoich, ale każdej istoty czy przedmiotu nieożywionego. Oczywiście dorabianie poniżającej gęby do ról społecznych, które pełnią kobiety jest niejako wpisane w naszą kulturę (bo albo jesteś bezdzietną lambadziarą, albo właśnie madką).

Jako zdeklarowana feministka powinnam aktywnie sprzeciwiać się stosowaniu takich określeń wobec dziewczyn – ale trzeba przyznać, że to macierzyńskie monstrum jest wdzięcznym obiektem drwin.

Kiedy zaszłam w ciążę, obiecałam sobie z mężem, że jeśli zobaczy u mnie objawy madczyzmu lub umiłowanie do hasztaga #mojewszystko ma mi w bardzo zdecydowany sposób zwrócić uwagę. Ale przecież gdzieś w głębi serduszka wiedziałam, że mi to nie grozi. O, jak bardzo się myliłam.

Dopiero macierzyństwo uświadomiło mi, jak głośny jest świat i jak kruche jest twoje szczęście, gdy drzemka pociechy zostaje zakłócona. Nigdy nie zwracałam uwagi na ludzi z wózkami. Nie zaglądałam czy maleństwa śpią w nich słodko, czy dokazują. Pewnie nie raz, mijając zestrachaną kobietę ze śpiącym niemowlęciem, zaśmiałam się tubalnie w głos. Dziś wiem, jak wiele krzywdy wyrządziłam.

Nie zdawałam sobie sprawy, ile agresji jest w stanie we mnie wzbudzić nieświadoma nastolatka, która centralnie nad moją śpiącą córką, musiała wydobyć z siebie sopran koloraturowy, kiedy wyrażała zdziwienie podczas rozmowy telefonicznej. Nie przyznam się, jakie obrazy przemocy wobec tej nieświadomej dziewczyny miałam w głowie. Albo wszyscy kierowcy samochodów i motorów bez tłumika – niech was los obdarzy licznym potomstwem. I to wysoko wrażliwym.

Babcie i ciocie, wciskające w dobie pandemii w rączkę twojego czystego noworodka stuzłotowy banknot, który w twoich oczach jest prawie tym samym, co szczotka do kibla po nocnym dyżurze w toaletach dworca centralnego.

I jeszcze goście, którzy w brudnych butach nonszalancko spacerują po podłodze mieszkaniu, lizanej dokładnie przez twojego raczkującego i ząbkującego brzdąca. Casus butów to też gorący temat, jeśli chodzi o kąciki dla dzieci w restauracjach – na pohybel z wami wesołkowie, którzy w swoich zabłoconych pantofelkach musicie prowadzić dysputy akurat na tym małym fragmencie dywanika przeznaczonego dla dzieci.

I mimo że na racjonalnym poziomie pojmowania zdaję sobie sprawę, że śmieciarki muszą jeździć i opróżniać kosze, to na tym instynktownym szarpie mną nieokiełznana złość, że one wszystkie muszą jechać akurat wtedy i akurat tam, gdzie spaceruję z dzieckiem.

Najpierw próbowałam zdusić frustrację, zabić w sobie madczyne instynkty, być dalej wyluzowaną dziewczyną, tyle tylko że z bąbelkiem pod pachą – to na nic. Bezsenne noce, nawracające mamozy, trzydniówki i ząbkowania sprawiły, że wywiesiłam białą flagę i pokochałam tę jędzowatą madkę, która we mnie drzemie. Dziś pozwalam jej się budzić zawsze, gdy ktoś wybudza mojego bąbelka.

To_tylko Redaktor
Konto należące do redakcji TrueStory. Czasem wykorzystywane do puszczania niepodpisanych wiadomości od czytelników.
ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj
This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

Najpopularniejsze

Ostatnie komentarze

WordPress Cookie Plugin by Real Cookie Banner