niedziela, 23 czerwca, 2024
Strona głównaSportMistrzostwa Świata w Snookerze 2022. Ranking faworytów

Mistrzostwa Świata w Snookerze 2022. Ranking faworytów

Już w sobotę (16 kwietnia) rozpoczynają się snookerowe mistrzostwa świata. Fani turlania kulek po stole tak naprawdę niewiele różnią się od miłośników innych sportów – również uwielbiają wróżenie z fusów. W związku z tym przyjrzyjmy się dziesiątce faworytów tegorocznej edycji.

Z Markiem Williamsem nigdy nic nie wiadomo. Wygrał w tym sezonie British Open, które jednak ze względu na to, że jest na samym początku cyklu, to wielką estymą wśród zawodników się nie cieszy (fot. Wikimedia)
  1. Neil Robertson

Sympatyczny, choć wiecznie nieco spięty Australijczyk, ma świetny sezon. Wygrał w nim już 4 duże turnieje, w tym ultraprestiżowy Masters. Świetnie wbija, ma już 54 breaki stupunktowe w tym sezonie na swoim koncie i znakomicie prowadzi grę taktyczną. To właśnie ten element gry pozwolił mu w magiczny wręcz sposób wymanewrować Marka Williamsa w ostatniej partii półfinału wspomnianego Mastersa, gdy Walijczyk miał przewagę teoretycznie gwarantującą już awans do finału. Jak dla mnie, choć jestem zagorzałym fanem Williamsa, była to jak na razie partia sezonu. Z Robertsonem jest jednak pewien kłopot. Choć jest to zawodnik, którego śmiało wymieniać trzeba jako jednego z największych w historii tego sportu, to słabo radzi sobie w mistrzostwach świata. Wygrał je dotychczas tylko raz – w 2010 roku po być może najnudniejszym finale w historii ograł Graeme’a Dotta. Pozostałe edycje kończył w zaskakująca wczesnych jak na siebie fazach turnieju. Tak czy inaczej, wiele wskazuje na to, że w tym roku dołączy do grona co najmniej dwukrotnych mistrzów świata.

Neil Robertson (fot. Wikimedia)

2. Ronnie O’Sullivan

Powiedzieć o Ronniem, że jest zdolny do wszystkiego, to nic nie powiedzieć. Zostawmy jednak na boku jego bogatą kartotekę mniej lub bardziej uroczych ekscesów i skupmy się na samej grze. Sześciokrotny mistrz świata za wszelką cenę chce wyrównać rekord Stephena Hendry’ego w liczbie zdobytych tytułów mistrzowskich. Wiadomo, że to i tak Ronnie jest snookerowym bogiem, lecz brak prowadzenia swojej wyższości w tej jednej, szczególnie ważnej statystyce może krnąbrnego Anglika uwierać. Gra niezły sezon, wygrał jeden turniej, choć w jego przypadku nie ma to większego znaczenia. W 2013 roku wszak cały sezon zupełnie nie grał i niewiele trenował, tylko po to by na zwieńczenie sezonu bez większych problemów sięgnąć po mistrzowski tytuł. Nie wiem, czy Hendry trzęsie portkami, że oto jego rekord siedmiu tytułów jest zagrożony, lecz musimy uczciwie stwierdzić, że Ronnie aż tak błyskotliwy jak kiedyś już nie jest. Nie zmienia to jednak faktu, że jego przewaga jeżeli chodzi o samą skalę talentu jest tak potężna, że nawet będąc już u schyłku kariery nikogo nie powinien zdziwić kolejny tytuł zdobyty przez O’Sullivana. Jedno jest pewne, wygra czy przegra, i tak zagra najefektowniej.

3. John Higgins

Ktoś powie, że cztery finały w sezonie to doskonały wynik. Racja, jednak przegranie tych wszystkich finałowych spotkań powodować może niemałą frustrację. I taki właśnie jest problem z Higginsem, który regularnie przegrywa najważniejsze mecze turniejów. Szkot uchodzący za gracza o żelaznej psychice zaczął przegrywać pojedynki, których wydawało się, że przegrać nie może. W finale ostatniego jak dotychczas turnieju sezonu, czyli Tour Championship prowadził z Robertsonem już 9-4, tylko po to by przegrać 9-10. Dodać trzeba, że Robertson nie odpalił żadnego protokołu „TURBO”, to po prostu Higgins kompletnie się rozłożył w decydujących partiach. Krótko mówiąc, to zawodnik, który gra świetnie i regularnie, lecz zdecydowanie zawodzi w tych absolutnie najważniejszych momentach. Faworyt do finału mistrzostw, ale na pewno nie do końcowego triumfu. 

4. Judd Trump

Trump się w tym sezonie męczy. Niby wygrał Turkish Masters, wbijając w finałowym meczu przepięknego breaka maksymalnego, niby wygrał całkiem prestiżowe Champion of Champions i niby był w finale Welsh Open. Wyniki całkiem niezłe, lecz odnieść można nieodparte wrażenie, że jak dotychczas w tym sezonie zawodnik był cieniem samego siebie z poprzednich lat, gdy przez dobre dwa sezony był absolutnym dominatorem i postrachem wśród wszystkich zawodników. Nieco rozkojarzony i jakby przestraszony Trump może jednak zaskoczyć właśnie w tym najważniejszym momencie sezonu i przełamać coraz częściej przypisywaną mu etykietę wybitnego gracza, który przeciętnie jednak gra w turniejach potrójnej korony (mistrzostwa świata, Masters, UK Championship).

5. Zhao Xintong

Genialne dziecko chińskiego snookera, którym zachwycają się tak krytycy, jak i inni zawodnicy – trenerskie konsultacje zaproponował mu sam O’Sullivan. Zhao w brawurowy sposób wygrał w tym sezonie UK Championship, jeden z ważniejszych turniejów w kalendarzu. I gdy wielu nadal kręciło głową z powątpiewaniem, że oto mamy one tournament wonder, to Zhao dołożył triumf w German Masters, w którym rozgromił w finale swojego kolegę Yana Bingtao aż 9-0 (!). To gracz, który ma absolutnie genialne techniki i zmysł do budowania breaków, jednak nadal brakuje mu trochę na poziomie gry odstawnej. Co więcej, na jego skromnych barkach ciąży ogromna presja. Wszyscy miłośnicy snookera wgapiają się w niego niczym w obrazek, wieszcząc na lewo i prawo, że oto narodził się nowy Stephen Hendry. Dla Zhao jest po prostu za wcześnie i choć mistrzem świata pewnie kiedyś zostanie (stawiajcie u buków na moją odpowiedzialność), to jednak moim zdaniem nie w tym roku.

Zhao Xintong (fot. Wikimedia)

6. Mark Williams

Z Williamsem nigdy nic nie wiadomo. Wygrał w tym sezonie British Open, które jednak ze względu na to, że jest na samym początku cyklu, to wielką estymą wśród zawodników się nie cieszy. Szczyt formy przygotował na turniej Masters, w którym zachwycał typowym dla siebie luzem w zachowaniu i brawurą w grze. Przegrał w półfinale po wspomnianym już meczu z Robertsonem. Walijczyk dysponuje jednak dwoma cechami, które zawsze pozwalają w nim widzieć faworyta turnieju mistrzowskiego – doskonała gra pod ogromną presją oraz umie przygotować się i zmobilizować w najważniejszym momencie sezonu. Wszak jego trzeci tytuł mistrzowski (2018) również wziął się tak naprawdę z niczego… 

7. Luca Brecel

Wszyscy od zawsze wiedzą, że ten obficie wytatuowany Belg to talent jakich mało. Do tego sezonu jego znakomite mecze były jednak raczej pojedynczymi „wyskokami” na tle nieregularnej i chaotycznej postawy w innych spotkaniach. Wydaje się jednak, że to właśnie sezon 2021/2022 dla Brecela jest przełomowy. Doszedł do finału UK Championship, wygrał Scottish Open – nic nie traci ze swojej łobuzerskiej lekkości w grze i dokłada do tego naprawdę solidną dawkę cierpliwości, której tak często mu kiedyś brakowało. Dodatkowo, ma on w swojej grze i ogólnej postawie coś takiego, że po prostu nie sposób go nie lubić.  

8. Yan Bingtao

Mój prywatny czarny koń turnieju. Po triumfie w 2021 roku w turnieju Master (w finale ograł, a jakże, Higginsa) jego kariera nieco wyhamowała. Nie zaliczył jednak spektakularnego zjazdu w rankingu, bo grał niezwykle konsekwentnie, wyciągając wygrane w meczach, w których gra nie układała mu się najlepiej. Umiejętność radzenia sobie w skrajnych warunkach i różnych stylach rozgrywania partii oraz brak presji na tym zawodniku (całą przejął na siebie Zhao) powodują, że okazać się może, że to jednak on zostanie pierwszym snookerowym mistrzem świata w historii pochodzącym z Chin. Byłaby to pewnego rodzaju niespodzianka, lecz moim zdaniem absolutnie nie sensacja.

9. Kyren Wilson

Wilsona ogląda się nie za ciekawie. Dość nudnawa osobowość w połączeniu z irytująco topornym stylem grania powoduje, że nie cieszy się on tak dużą medialną popularnością jak koledzy po fachu – co zabawne, Kyren regularnie utyskuje, że tak rzadko pojawia się w transmisjach telewizyjnych (XD). Prawdopodobnie, gdyby obejrzał jeden ze swoich meczów jako widz, zrozumiałby czemu. W tym sezonie zasłynął z tego, że dał się ograć znanemu z alkoholowych popisów Robertowi Milkinsowi w finale turnieju Gibraltar Open. Przegrać z Milkinsem to naprawdę duża umiejętność, jednak co do zasady Wilson swoją konsekwencją i uporem w grze potrafi zaskoczyć tych teoretycznie lepszych od siebie.

Kyren Wilson trzyma się kija, żeby nie zasnąć przy stole (fot. Wikimedia)

10. Mark Selby

Tego broniącego tytułu zawodnika raczej z obowiązku umieszczam na liście faworytów. Najwybitniejszy sportowiec związany z Leicester (Jamie Vardy, wybacz mi) gra w tym roku słabiutko, brak mu tak typowego dla siebie fanatycznego wręcz zaangażowania w mecz. Jest jak bezzębny drapieżnik, a obserwowanie jego meczów z tego sezonu jest dla kibica dyscypliny po prostu frustrujące i smutne. Selby’ego tłumaczy fakt, że zmaga się on z dość poważnymi problemami psychicznymi i, co zrozumiałe, swoją energię poświęca raczej na walkę z demonami w głowie niż bilami na stole. Życzymy wszelkiego powodzenia, lecz te mistrzostwa (prawie) na pewno do Selby’ego należeć nie będą.

W ten sposób domykamy nasz ranking faworytów Mistrzostw Świata w Snookera. Oglądając turniej pamiętajcie, że nie jesteśmy ani wyrocznią z Delf ani z Omaha i jak to często z przewidywaniami bywa, możemy rozpatrywać pod każdym kątem mocne i słabe strony zawodników, a i tak turniej wygra jakiś jedenasty kandydat, którego mistrzowskiego potencjału kompletnie nie zauważyliśmy.

Zobacz też:

ARTYKUŁY POWIĄZANE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

NajNOWsze

NajPOPULARNIEJsze